Czy to już koniec kryzysu?

Czy to już koniec kryzysu?

Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

1 opinie
Wyczyść

Spotkanie biskupów w Dallas, choć spóźnione, przyniosło niezwykle ważne rozwiązania. Dokument zatwierdzony wówczas przez amerykański episkopat dogłębnie i kompleksowo zajął się problemem nadużyć seksualnych wobec nieletnich.

W czerwcu tego roku minęły już cztery lata od pamiętnego spotkania biskupów Stanów Zjednoczonych w Dallas, które miało rozwiązać problemy związane z tzw. skandalem pedofilskim w amerykańskim Kościele katolickim. Bezpośrednim bodźcem do jego zorganizowania był bezprecedensowy atak mediów i różnych grup zarówno na hierarchię, duchowieństwo, jak i na samą instytucję Kościoła z jego moralnym nauczaniem. Przez wiele miesięcy amerykańskie społeczeństwo codziennie karmione było relacjami na temat nadużyć, świadectwami pokrzywdzonych, statystykami i protestami różnych grup. Skala ataku była tak wielka, że zaskoczyła nawet obserwatorów spoza Kościoła. Najbardziej zdumieni byli jednak sami biskupi, którzy, jak się wydaje, przez długi czas nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. Niektórzy z nich unikali wypowiedzi na temat nadużyć, ich wyjaśnienia bowiem wykorzystywano nierzadko do dalszych ataków. Krytycy zaś, odkrywszy słaby punkt Kościoła, poszli za ciosem i pastwili się nad szacowną instytucją bez miłosierdzia. Mimo niewątpliwie przesadnej krytyki, w końcu stało się oczywiste, że Kościół musi dokonać radykalnych zmian. Chociaż już wcześniej zajął się tym problemem, czego niemal nie zauważali krytycy, i w wielu diecezjach (np. w Archidiecezji Chicago) już wiele lat wcześniej opracowano szczegółowe zasady mające uchronić przed tego typu nadużyciami, to jednak okazały się one niewystarczające.

Kompleksowe zmiany

Spotkanie w Dallas, choć spóźnione, przyniosło niezwykle ważne rozwiązania. Dokument zatwierdzony wówczas przez amerykański episkopat, Charter for Protection of Children and Young People, dogłębnie i kompleksowo zajął się problemem nadużyć. Wyznaczył generalną politykę Kościoła w tym względzie oraz podał sposoby jej realizacji. Nie tylko określił działanie odnośnie do leczenia ofiar nadużyć i pojednania z nimi, ale sprecyzował, jak należy reagować na nowe oskarżenia, podając sankcje za nadużycia. Odtąd wobec każdego winnego (należy pamiętać, że nadużycia mają różny ciężar gatunkowy) stosowana ma być zasada tzw. zerowej tolerancji, a więc ma on być na stałe odsunięty od pełnienia jakiejkolwiek funkcji w Kościele. Dokument nakazuje również całkowitą współpracę Kościoła z odpowiednimi władzami cywilnymi. W ten sposób ma zostać wyeliminowana dowolność co do sposobów postępowania władz kościelnych wobec przedstawionych oskarżeń, nawet tych anonimowych. Właśnie sprawa braku odpowiedniej reakcji Kościoła na oskarżenia skupiała ostrze ataków mediów i doprowadziła m.in. do spektakularnego ustąpienia w grudniu 2002 roku kard. Bernarda F. Law, arcybiskupa Bostonu.

Nad wprowadzeniem w życie przepisów zatwierdzonych w Dallas czuwa powołany wówczas specjalny wydział kościelny episkopatu (Office of Child and Youth Protection), całością zaś procesu zawiaduje specjalne ciało, National Review Board. Jego zadaniem, oprócz funkcji doradczej, jest nadzorowanie działań wspomnianego wydziału i dokonywanie oceny jego corocznych sprawozdań dotyczących wprowadzania w życie ustanowionych w Dallas przepisów. Poza tym National Review Board czuwa nad przygotowaniem specjalnego raportu o przyczynach i zasięgu kryzysu.

Zapoczątkowany w Dallas proces wprowadził, jak się wydaje na stałe, ogromne zmiany w amerykańskim Kościele. Każda diecezja została zobowiązana do opracowania szczegółowych norm zachowania w stosunku do nieletnich, z którymi muszą się zapoznać absolutnie wszyscy pracujący w danej jurysdykcji, i to nie tylko duchowni. Program ochrony, jak bowiem słusznie rozumiano, jeżeli ma być kompleksowy, musi obejmować wszystkie osoby mające jakąkolwiek styczność z dziećmi i młodzieżą w związku z prowadzoną przez Kościół działalnością. Objęto więc nim również biskupów, siostry i braci zakonnych, nauczycieli, inny personel szkolny i parafialny (np. organistów, sekretarki) oraz wolontariuszy. Wszyscy zostali również sprawdzeni przez niezależnie instytucje odnośnie do ich ewentualnej kryminalnej przeszłości. Istotną część programu stanowi specjalny internetowy kurs edukacyjny zakończony testem. O skali przedsięwzięcia może świadczyć liczba osób objętych programem: 29 tys. księży, 11 tys. diakonów, 198 tys. nauczycieli, 168 tys. pracowników kościelnych oraz 742 tys. wolontariuszy.

Skala odszkodowań

Jak widać z powyższego opisu, odpowiedź Kościoła na niezaprzeczalny kryzys wywołany nadużyciami nie była jedynie zabiegiem propagandowym, dekoracją mającą zakryć błędy i zminimalizować wielkość zasądzonych odszkodowań. Choć trzeba przyznać, że ogromne koszty rekompensat zapewne stanowiły istotny bodziec do rozpoczęcia reformy dotychczasowych kościelnych standardów. Nikt chyba w amerykańskim Kościele nie ma wątpliwości, że za przeszłe grzechy trzeba będzie zapłacić, i to do końca. Za przeszłe, ale raczej nie za przyszłe, większość bowiem nadużyć miała miejsce dziesiątki lat temu, głównie w latach 60. i 70. Później pojawiały się one znacznie rzadziej, np. w Chicago od roku 1991 nie zanotowano żadnego nowego przypadku.

Jak podaje raport powołanego w Dallas specjalnego urzędu, tylko w 2004 roku koszty poniesione przez Kościół amerykański (diecezje, eparchie i zakony) w związku z oskarżeniami o nadużycia seksualne wobec nieletnich wyniosły blisko 158 mln. dolarów, z czego ponad 102 mln otrzymały ofiary nadużyć, 7,4 mln przeznaczono na ich terapię, a blisko 1,9 mln na terapię dla oskarżonych. Honoraria prawnicze pochłonęły ponad 36 mln! Prawie jedna trzecia tych wydatków została pokryta przez ubezpieczenie. Oblicza się, że całkowita suma kosztów za nadużycia przekroczy miliard dolarów.

Od czasu spotkania w Dallas zmienia się również sposób ugody z poszkodowanymi. Wcześniej powszechne były umowy, w których pokrzywdzeni pisemnie zobowiązywali się do zachowania w tajemnicy całego zdarzenia. Choć klauzule tego typu nadal są w Stanach Zjednoczonych popularne, to w dobie masowych oskarżeń oraz ich upublicznienia nie zdały one egzaminu.

Problem nie jest odosobniony

Rozpoczęty w styczniu 2002 roku frontalny atak mediów na amerykański Kościół tym bardziej był zadziwiający, że nie przedstawiono skali problemu nadużyć w pozostałych wspólnotach religijnych: różnych Kościołach chrześcijańskich, wśród żydów, muzułmanów czy innych grup religijnych. Niemal całkowicie pominięto również liczne nadużycia seksualne w szkolnictwie publicznym, ekscesy trenerów czy instruktorów organizacji skautowskich. Chociaż nie ma szczegółowych statystyk o skali tego zjawiska w innych Kościołach i organizacjach, to wiadomo, że koszty rekompensat dla poszkodowanych sięgnęły tu dziesiątków milionów dolarów.

Według specjalnego raportu sporządzonego w 2002 roku przez naukowców z prestiżowego John Jay College of Justice z Nowego Jorku, w minionym półwieczu w nadużyciach wobec nieletnich uczestniczyło ok. 4% wszystkich duchownych katolickich w Stanach Zjednoczonych wobec prawie 11 tys. nieletnich. Tymczasem tylko jednego roku we wszystkich amerykańskich stanach notuje się ok. 90 tysięcy takich aktów (w latach 90. nawet kilkadziesiąt tysięcy więcej). Skala tego zjawiska jest z pewnością dużo większa, gdyż wielu nadużyć tego typu w ogóle się nie zgłasza. Można się spodziewać, że po tak wielkim nagłośnieniu problemu nadużyć duchownych katolickich stosunek liczby ujawnionych przypadków seksualnych nadużyć w Kościele do liczby wszystkich przypadków jest tu bliski stosunkowi 1:1. Tak więc wiązanie tego problemu tylko z jednym Kościołem, jak czynią to media, jest nie tylko głęboko niesprawiedliwie, ale i niebezpieczne, gdyż odwraca uwagę od zagrożeń, które stanowią przecież poważne wyzwanie dla całego amerykańskiego społeczeństwa.

Jest jeszcze jedna rzecz, która wymyka się uwadze komentatorów. Otóż 80% wszystkich ofiar nadużyć seksualnych duchownych stanowili chłopcy, jedna czwarta zaś ataków dotyczyła młodzieży w wieku 15–17 lat. W takiej sytuacji nadużycia te należałoby mniej lub bardziej wiązać ze skłonnościami homoseksualnymi. Dla wielu konkluzja idąca w tym właśnie kierunku wydaje się jednak zbyt trudna do przełknięcia.

W Polsce

W kontekście wysiłku podjętego przez amerykański Kościół warto zapytać o reakcję Kościoła w Polsce. Choć wydaje się, że skala tego typu zjawisk w Stanach Zjednoczonych jest nieporównywalnie większa, nie można z absolutną pewnością powiedzieć, że nie pojawiły się one także tutaj. Bolesna lekcja, którą otrzymali Amerykanie, i rozwiązania tam przedstawione mogą się okazać niezwykle pomocne. Nie należałoby się przy tym pocieszać faktem, że na podstawie obecnie obowiązującego prawa trudno byłoby uzyskać odszkodowanie od polskich diecezji za ewentualne nadużycia duchownych czy personelu kościelnego. Tylko bowiem prawa boskie nie podlegają zmianom i może się okazać, że za zaniedbania z przeszłości trzeba będzie płacić po latach, czego właśnie tak dotkliwie doświadczył amerykański Kościół. Warto również przypomnieć, że wysokie odszkodowania w amerykańskich procesach i ugodach przyznawano głównie w przypadkach, gdy dostojnicy kościelni w imię szeroko rozumianego dobra Kościoła zamiast rozwiązać problem, próbowali go jedynie załagodzić, przenosząc winnego duchowego do innej parafii czy ułatwiając mu przejście do innej diecezji.

Wydaje się, że Kościół w Stanach Zjednoczonych uczynił krok w dobrym kierunku, a właściwie — wystąpił przed szereg. Żadna bowiem inna wspólnota religijna (nie wspominając szkolnictwa publicznego) nie podjęła tak kompleksowych działań, by chronić nieletnich.

Czy to już koniec kryzysu?
ks. Marek Jurzyk

urodzony w 1966 r. – ksiądz diecezji włocławskiej, absolwent filozofii na KUL, doktorant, zajmuje się etyką prawniczą i filozofią prawa, wikariusz parafii św. Ferdynanda w Chicago. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1991 roku...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze