Przejście

Przejście

Jutrznia Krzysztofa Pendereckiego ma dwie części: Złożenie Chrystusa do grobuZmartwychwstanie Pańskie. Penderecki napisał ją jako kontynuację genialnej Pasji według św. Łukasza (1966). Tam epilogiem był Psalm 31, In te, Domine, speravi („Tobie, Panie, zaufałem…”) – otwierający całą historię na światło transcendencji. Tu, przez niemal osiemdziesiąt minut, trwamy w modlitewnym zamyśleniu, zasłuchaniu, zadziwieniu. Przechodzimy przez rozpacz, samotność, błaganie, ciszę. Do radości poranka. Do śmierci śmierci. Do wolności życia.

Złożenie Chrystusa do grobu miało premierę 8 kwietnia 1970 roku w gotyckim kościele w niemieckim Altenbergu. Ponadczterdziestominutowe dzieło ma pięć części (Tropar, Wieliczanije, Irmos, Nie wydáj mienié Máti, Stichira). Penderecki napisał je na dwa chóry mieszane, głosy solowe i orkiestrę symfoniczną. Wielki temat domaga się wielkiej formy.

Ośmioczęściowe Zmartwychwstanie Pańskie (Ewangelia, Stichira, Psalm z Troparionem paschalnym, Kanon Paschy, Kanon Paschy, Kontakion, Oikos, Kanon Paschy), pisane na podobny zespół (z chórem chłopięcym – jak w Pasji), powstawało na przełomie 1970 i 1971 roku. Prawykonanie odbyło się 28 maja 1971 roku w średniowiecznej katedrze w Münster niedaleko Kolonii.

Kilka lat wcześniej to samo miejsce wypełniły dźwięki Pasji. Historia zatoczyła więc koło. Ale tu, inaczej niż w micie („historia mityczna nie wydarzyła się nigdy, a dzieje się zawsze” – jak pisał Zygmunt Kubiak), historia była (i jest) prawdziwa. I, także, dzieje się zawsze. Wierzymy w to.

Pasja napisana jest po łacinie, Jutrznia – w staro–cerkiewno–słowiańskim. Język odciska głęboki ślad na muzyce. Język jest już muzyką. Ale w Jutrzni wybór języka to tylko część prawdy o dziele. Penderecki wykorzystuje też teksty związane z prawosławnym nabożeństwem Wielkiej Soboty oraz nieszporów Wielkiego Piątku (Złożenie) oraz obrzędów jutrzni paschalnej (Zmartwychwstanie). Prześwietla muzykę atmosferą cerkwi (wielogłosowość, zaśpiewy litanijne, dominanta głosów basowych). „Ten starocerkiewny fresk – pisał przed laty kompozytor i krytyk Zygmunt Mycielski – przypomina rzeczywiście jakąś ruską ikonę”. Tak, w Jutrzni odbija się całe bogactwo i piękno prawosławia.

Ten gest kompozytora był bardzo znaczący. Tak głośne i wyraźne powiedzenie: „abyśmy byli jedno” w tym czasie, na przełomie lat 60. i 70., nie było chlebem powszednim. Katolicko–protestancka Pasja, która powstała w podobnym czasie, co słynny list biskupów polskich do biskupów niemieckich (niedługo potem był marzec ‘68…), kilka lat później została dopełniona prawosławną (katolicko–prawosławną?) Jutrznią. Budując swoje utwory z fragmentów różnych wierzeń, Penderecki głośno opowiada się za światem wielonarodowościowym, wielokulturowym, wielowyznaniowym. W duchu tolerancji i wspólnoty. Ut unum sint

Nic dziwnego. Kompozytor pochodzi z rodziny o chrześcijańskich korzeniach, ale o różnych rytach. Jego babka była Ormianką, ojciec – grekokatolikiem zafascynowanym muzyką cerkiewną. Rodzina dziadka, który był pochodzenia niemieckiego, przeszła na katolicyzm, choć jemu samemu bliski był protestantyzm. „Moja rodzina – mówił Danielowi Cichemu w wywiadzie dla »Tygodnika Powszechnego« – była więc bardzo tolerancyjna, a dla mnie Bóg ma różne oblicza i w muzyce starocerkiewnej jest tak samo bliski, jak w obrządku łacińskim”.

Jutrznia rozpoczyna się głęboko, nisko, jakby w ciemności. Słychać tylko dwa chóry. Słowa (fragmenty Troparionu o Józefie) nakładają się na siebie, zamazują. Odbieramy jedynie ich powłokę; jakbyśmy patrzyli na nie przez dym kadzidła. „Przeczyste ciało Twoje… całunem czystym owinął”. Jakbyśmy uczestniczyli w nabożeństwie. Misterium. Prawosławie (jak cała religia Wschodu) kładzie mocny akcent na kontemplację, intensywność przeżycia emocjonalnego. Chóralne dźwięki otwierające pierwszą część Jutrzni pomagają zapomnieć o świecie zewnętrznym. Wniknąć do wnętrza historii, w sam środek rytuału.

Wieliczanije jest najdłuższym, najbardziej złożonym fragmentem. Z chaosu instrumentów (ten niepokój jest bliski Pasji) wyradza się solowa jednostajna fraza. Jak krzyk, rozdarcie, objawienie. W warstwie słownej Penderecki wykorzystuje fragmenty psalmów 118 (119) oraz 50 (51), przerywane chóralnocerkiewnymi wezwaniami pochwalnymi. Środkowa część to natchniony lament rozpisany na pięć solowych głosów (z szemrzącym akompaniamentem orkiestry i chóru). Wielobarwny, nasycony emocjami (opłakiwanie, żal, bojaźń, drżenie, przerażenie), zakończony psalmową prośbą („Boże pomyłuj!”) dwóch kobiecych głosów, wznoszących się w górę, coraz wyżej…

Czwarta część (Nie wydáj mienié Máti) jest poświęcona Matce Bożej. To dialog dwóch męskich głosów (z towarzyszeniem instrumentów), zakończony chóralną litanią. Liryzm tej muzyki jest bardzo odmienny od zamyślenia Stabat Mater – fragmentu Pasji, od którego Penderecki zaczął pisać historię śmierci Chrystusa. To raptem trzy minuty zmysłowej muzyki, która wspomina i chwali Tę, która powiedziała „niechaj się stanie”. Bez niej historia nie mogłaby się wydarzyć.

Ostatnia część, Stichira (poetycki komentarz), budzi w nas nadzieję zmartwychwstania. Już pod koniec Wieliczanija słychać zwrot Alleluja (przy akompaniamencie kołatek). W łacińskim świecie wiary Alleluja milknie na czas wielkiego postu (pojawia się ponownie dopiero w Wielką Noc), w prawosławiu żyje przez cały rok; tam drewniane dzwonki są znakiem nadziei, u nas skojarzone są z ciszą żałoby. Wynikające z tego zderzenia napięcie Penderecki wykorzystuje z całą świadomością i siłą. Wielki dramat niesie w sobie zawsze nierozwiązywalny konflikt. Zwłaszcza dramat związany z największą tajemnicą wiary.

Ze Zmartwychwstania, z ostrych, palących barw (ale jakże jasnych!), z niespokojnych, rozedrganych dźwięków, z nastroju niepohamowanej (dzikiej!) radości, wybija się wielokrotnie powtórzony wielogłos. „Christos woskresie!”. „Christos woskresie!”. „Christos woskresie!”. Zapamiętujemy też wszystkie cudowne wejścia solistów – zawieszające czas, unoszące się z muzyką bardzo wysoko. I cerkiewne chóry (wsparte basowymi, donośnie rezonującymi solowymi głosami), których rytmiczny śpiew co chwila przecina przestrzeń tej muzyki jak światło objawienia. Jak epifania.

Drugą część Jutrzni otwierają dźwięki kołatek. I szept chóru, pełen zadziwienia, niewiary, zmieszania. Znów jesteśmy w środku wydarzeń. Wspaniałych wydarzeń. „Prawosławni – pisał ks. Wacław Hryniewicz – chcą przeżywać i niejako wyczuwać bezpośredni realizm wydarzenia (stąd nastrój radości, powódź światła, bicie dzwonów, okrzyki »Chrystus zmartwychwstał!«)”. Szept przechodzi w pośpieszną, rozgorączkowaną recytację, relację wydarzeń. Wreszcie słychać krzyk. Wreszcie biją dzwony…

Pisał Tadeusz Różewicz (w tomie Wyjście, 2004):

ten Człowiek syn boży jeśli umarł
zmartwychwstaje o świcie każdego dnia w każdym kto go naśladuje

„Czy wierzysz w to?” (J 11,26).

Przejście
Tomasz Cyz

urodzony w 1977 r. w Tarnowie) – polski publicysta literacki i muzyczny, eseista, współpracownik „Zeszytów Literackich” i „Didaskaliów”.Był dramaturgiem Teatru Wielkiego Opery Narodowej za kadencji Mariusza Trelińskiego....