Już dość złych newsów

Już dość złych newsów

Jak na jeden miesiąc, zdecydowanie za dużo złych wiadomości dla Kościoła. Najpierw oskarżenia, jakie dziennik „Rzeczpospolita” postawił dwóm płockim kapłanom, którzy rzekomo wykorzystywali seksualnie kleryków. W tym samym tygodniu „Wprost” ujawnia nadużycia, do jakich – także w diecezji płockiej – miało dochodzić w tamtejszym „Caritasie”. A gwoździem do trumny dla wszystkich, którzy nie boją się myśleć i którym dobro Kościoła leży na sercu, musiało być oświadczenie ks. Tomasza Węcławskiego, że „kończy swoją kapłańską działalność”.

Co się dzieje z naszym Kościołem? Co sprawia, że staje się on przestrzenią do nadużyć na tle seksualnym? Jak to możliwe, że fundacja, która jest powołana do zajmowania się pomocą ubogim, staje się miejsce nadużyć finansowych? I dlaczego kapłaństwo rzucają księża, którzy dla wielu z nas – a takim duchownym był dla mnie ks. Tomasz Węcławski – stanowili przykład tego, jak odważnie i autentycznie można myśleć i działać w polskim Kościele?

Jasne, że w takich sytuacjach – kryzysu i pewnego zniechęcenia w wierze – natychmiast odzywa się we mnie wyssana niemal z mlekiem matki świadomość, że przecież Kościół jest święty, a tylko działający w nim ludzie są grzeszni. Mojej wiary nie mogę budować, opierając się na postawie takiego czy innego kapłana – podpowiada mi wyniesiona z katechezy nauka – ale muszę ją budować na osobie Jezusa Chrystusa, który jest „prawdą, drogą i życiem”. Członkiem Kościoła nie jestem dlatego, że tworzą go idealni ludzie. Przeciwnie, jestem w Kościele mimo obecnego w nim zła i grzechu przez ludzi – nie wyłączając mnie samego – czynionego. Tak oto Kościół, nawet gdy dochodzi w nim do sytuacji patologicznych i gorszących, nie przestaje być miejscem głoszenia słowa Bożego i sprawowania sakramentów, co sprawia, że pozostaje miejscem pojednania człowieka z Bogiem i człowieka z człowiekiem. I w końcu wierzę w Kościół, którego głową jest Chrystus zapewniający swoich wyznawców, że bramy piekielne go nie przemogą.

Czasami jednak mam poczucie, że ta gwarancja dana przez Jezusa człowiekowi wierzącemu zbyt łatwo służy mu do tego, aby czuł się odprężony i nie martwił się o los Kościoła. Tyle że w konsekwencji postawa taka może prowadzić – choć nie musi i nie powinna – do intelektualnego i duchowego lenistwa. Skoro bowiem, zdaje się myśleć wielu katolików Kościół ma gwarancję od samego Boga – cokolwiek by się działo – On i tak swego ludu nie opuści i można spać spokojnie.

Nic bardziej błędnego. Choć Kościół jest dziełem Boga, to – i na tym polega jakiś przedziwny paradoks – los Boga jest w naszych, ludzkich rękach. To my, ludzie, którzy gotowi jesteśmy wyznać, że Jezus jest Panem, bierzemy odpowiedzialność za realizację głoszonego przez Niego Królestwa. By jednak nasze przepowiadanie było skuteczne i pomagało w urzeczywistnianiu się Królestwa, my wszyscy – czyli Kościół – musimy przynajmniej starać się być wiarygodni.

Sęk w tym, że o tej banalnej prawdzie chyba zapominają dziś nasi kościelni liderzy. Z trudem do ich świadomości przebija się świadomość, że wiarygodność nie jest dana raz na zawsze, nawet Kościołowi, ale mozolnie buduje się ją z dnia na dzień. I można ją nawet roztrwonić.

Zgoda, że nie ma Kościoła bez grzeszników, również tych w koloratkach i sutannach, i dlatego właśnie mamy prawo oczekiwać, że w Kościele grzech zostanie nazwany grzechem, a zło złem. To, co bowiem czasami skutecznie odpycha ludzi od Kościoła, co sprawia, że zaczynają wierzyć bez Kościoła, to próby tuszowania zła przez kościelnych decydentów. Próby, które – notabene – uzasadnia się ochroną dobrego imienia Kościoła.

Już dość złych newsów
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego.Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...