słup wysokiego napięcia
fot. Casey Horner / Unsplash

Kibel sztromu i cadréga

Mam niepokojące wrażenie, że tym razem przekombinowałem z tytułem. Bo o ile Ślązacy ze sztromem problemu żadnego mieć nie powinni, to już z cadrégą i owszem. Ale nie ma co przeszukiwać pamięci, pytać starzików (dziadków) czy grzebać w śląskich słownikach. Bo cadréga pochodzi z zupełnie innego dialektu, choć spełnia w nim czasem podobne do sztromu funkcje.

Ale po kolei. Najpierw „kibel sztromu”. To nic innego niż wiadro prądu. Absurd? Zamierzony. Część znających godkę już od tytułu uśmiecha się pod nosem, bo wyrażenie to wiąże się ze złośliwą lub żartobliwą procedurą weryfikowania śląskości. Polegało to na tym, że np. majster rzucał polecenie, żeby ktoś przyniósł „kibel sztromu”. I jeśli ktoś z brygady chciał udać się gdziekolwiek albo pytał, co właściwie należy przynieść, zdradzał się ze swoją obcością – ku uciesze pozostałych. Co było dalej, zależało już od tego, czy autochtoni byli do goroli nastawieni z pobłażliwym politowaniem (co na Śląsku przekłada się zwykle na praktyczną życzliwość), czy raczej z czynną niechęcią.

Ćwierć wieku temu (jak to brzmi!) wylądowałem na ziemiach, gdzie mówi się na co dzień po lombardzku, a na urzędowy włoski przechodzi się właściwie tylko ze względu na przybyszów albo przy okazjach wielce uroczystych. Nie ułatwiało mi to nauki włoskiego, bo początkowo trudno mi się było połapać w różnicach. Śląskość okazała się zasobem, bo

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 12, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść