Stan Wojenny, Warszawa, 1981r.
fot. Witold Jarosław Szulecki / EASTNEWS

Życzę państwu dobrej nocy

, 0 recenzji

Adaś kupował choinkę. Ola martwiła się, co dalej ze studiami. Zenek miał przyjechać z dziewczyną na święta – zginął. Wacława stan wojenny zastał na emigracji.

Trzynastego grudnia 1981 roku generał Wojciech Jaruzelski wprowadził w Polsce stan wojenny. Uwięziono kilka tysięcy osób, na ulice wyjechały czołgi, strzelano do górników.

Toczyło się też zwykłe życie: ludzie stali w kolejkach do sklepów, wieczorem nie mogli wychodzić z domu, nie wolno było podróżować, wyłączono telefony, cenzurowano listy.

Tego dnia:
Trzynastoletni Adam Borkowski z Gdańska cieszył się, że odwołano lekcje.
Nauczycielka Hanna Kołodziej z Wrocławia zastanawiała się, czy stan wojenny jest tym samym co stan wyjątkowy.
Bronisław Lachowicz z Rawicza siedział w areszcie śledczym w Ostrowie Wielkopolskim – był jednym z internowanych. W domu została umierająca na nowotwór żona z trójką dzieci.
Studentka Aleksandra Banaszkiewicz z Chełmna żyła jeszcze niedawnymi strajkami na uczelni – była na pierwszym roku polonistyki.
Philippe Biju-Duval (młody lektor języka francuskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu) martwił się, czy wojskowe władze przedłużą mu wizę.
Wacław Stawny (dziennikarz i reżyser radiowy) był z narzeczoną w Berlinie Zachodnim. Cały dzień próbowali się dowiedzieć, co się dzieje w kraju.
Marian Zając spod Wolsztyna w Wielkopolsce nie wiedział jeszcze, że za kilka dni pojedzie na Śląsk po ciało najmłodszego brata – Zenek był jednym z dziewięciu zastrzelonych górników.

12 grudnia 1981, sobota

W Stoczni Gdańskiej obraduje Komisja Krajowa „Solidarności”. Ponad stu najważniejszych działaczy rozważa podjęcie strajku generalnego. To na wypadek, gdyby władze ogłosiły stan wyjątkowy.

Bronisław Lachowicz jest w Lesznie: jako wiceprzewodniczący „Solidarności” regionu ziemi leszczyńskiej obserwuje zebranie wiejskich związkowców, którzy wybierają swoje władze. Późnym wieczorem wraca do Rawicza. Robi żonie opatrunek. Cieszy się, że jutro niedziela – obiecał synom, że pójdzie z nimi na sanki.

Ola Banaszkiewicz spędza tę sobotę z rodzicami i młodszym bratem. Do Chełmna przyjechała prosto ze strajku. Toruńscy studenci od połowy listopada okupowali akademiki, sale wykładowe i rektorat. Protestowali w obronie autonomii wyższych uczelni i wolności obywatelskich.

Dla wychowanej w małym miasteczku dziewczyny to był ważny czas. Słuchała wykładów z najnowszej historii Polski, śpiewała piosenki Jacka Kaczmarskiego, czytała niedostępne w wolnym obiegu książki – na przykład Zniewolony umysł Czesława Miłosza. Ale po powrocie do domu rodzice nakrzyczeli na nią, że zamiast się uczyć, strajkowała.

Powoli pakuje się na jutrzejszy powrót do Torunia. Musi zabrać z domu trochę więcej rzeczy, bo do rodziców planuje przyjechać dopiero na święta – trzeba nadrobić stracone wykłady i ćwiczenia.

Hanna Kołodziej spotyka się ze znajomymi. Rok temu zmarła jej mama, pani Hanna pragnie kontaktu z ludźmi.

Gdy Philippe Biju-Duval wyjeżdżał jesienią do Polski, znajomi we Francji pytali, czy zabiera ze sobą konserwy – widzieli w telewizji transparenty z Kutna: ludzie wołali o chleb. Ale Philippe nie głodował: rano jadł chleb z dżemem i popijał herbatą (taka namiastka francuskiego śniadania), na obiad szedł do stołówki. W sklepie koło akademika na półkach stał ocet i kompot truskawkowy. Octu nie potrzebował. Za to codziennie wypijał litr kompotu i wyjadał truskawki.

W czasie studenckich strajków uczył się intensywnie polskiego. Przed wyjazdem napisał w kwestionariuszu, że zna język polski w stopniu średnim. Faktycznie, znał kilka słów. Skłamał, bo zależało mu, żeby przyjechać do Polski (uniknął w ten sposób służby wojskowej w swoim kraju; chciał też zobaczyć z bliska solidarnościową rewolucję).

Tej grudniowej soboty jest w Poznaniu – odwiedza rodziców koleżanki, którą poznał we Francji.

W Katowicach górnik Zenon Zając z wielkopolskiej wsi Cegielsko odlicza być może dni do świąt. Obiecał rodzinie, że na Boże Narodzenie przyjedzie z narzeczoną. Ania pozna jego mamę (ojciec zmarł), dwie siostry i trzech braci. Ale to jeszcze dwa tygodnie.

Wacław Stawny idzie tego dnia z narzeczoną na zakupy.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 12, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść