Triduum Paschalne. Przewodnik
Feniks, reżyseria: Christian Petzold, występują: Nina Hoss, Ronald Zehrfeld, Nina Kunzendorf, Michael Maertens, Imogen Kogge, Niemcy 2014, dystrybucja: Aurora Films
Scena pierwsza. Z morza martwych ludzi wstaje jedna postać. Nie widzimy jej twarzy, ale możemy wywnioskować, że to kobieta. Postać oddala się od kamery, zagłębiając się w filmowy świat. Tak się zaczyna Feniks. A przynajmniej mógłby się tak zaczynać, zgodnie z zamysłem scenarzysty i reżysera Christiana Petzolda. Jednak scena, w której główna bohaterka grana przez Ninę Hoss podnosi się spośród martwych w wyzwolonym obozie koncentracyjnym, została usunięta z filmu, choć sam reżyser przyznał, że był w niej wręcz zakochany, ponieważ tak bardzo przypominała mu scenę rodem z antycznego dramatu. Dlaczego zatem ją usunął? Bo – najprościej mówiąc – wiedział, o czym chce opowiedzieć. Z tego powodu film zaczyna się inaczej…
Suspens
Scena pierwsza, tym razem już obecna w filmie. Dwie kobiety zbliżają się do strzeżonego przejazdu, zapewne na granicy. Na pytania amerykańskich żołnierzy, skąd jadą, odpowiadają, że ze Szwajcarii. Jedna z nich ma obandażowaną twarz. Dociekliwy mundurowy żąda, by zdjęła bandaże, na co jej towarzyszka tłumaczy, że kobieta wraca z obozu koncentracyjnego. Amerykanin nie ustępuje, kiedy jednak kobieta wykonuje jego polecenie, cicho przeprasza i pospiesznie wychodzi z auta, nakazując pozostałym przepuszczenie samochodu.
Scena druga. Klinika. Lekarz opowiada o możliwych rekonstrukcjach twarzy, mówi, jakie „wzory” są obecnie najmodniejsze. Okaleczona upiera się jednak, że chce wyglądać dokładnie tak samo jak przedtem. Nie przyjmuje do wiadomości, że nowa twarz może być zaletą, że może z nią zacząć wszystko od nowa. Nie chce słuchać, kiedy lekarz ostrzega, że nie da się w stu procentach odzyskać dawnego wyglądu, że nic nie będzie już takie samo.
W ten sposób zostaje zarysowana fabuła. Żydowska śpiewaczka Nelly Lenz po uwolnieniu z obozu wraca do Berlina. Ma tylko jedno marzenie: pragnie odnaleźć męża. To dla niego chce wyglądać tak samo jak wcześniej, dla niego chce dalej żyć. I przekonać się, czy ukochany Johnny czeka na nią, czy prawdą jest podejrzenie przyjaciółki, że to on wydał ją nazistom. Bohaterka odnajduje męża w klubie Feniks, ale on jej nie poznaje. Stwierdza jednak, że jest tak podobna do jego zmarłej żony, że może… ją udawać i pomóc mu zdobyć jej majątek. Kobieta zgadza się i w ten sposób rozpoczyna grę, która swoim dramatyzmem nie ustąpi najlepszym dziełom Hitchcocka.
Rozliczenie
„Nelly nie akceptuje tego, że opowieści, piosenki, wiersze i miłość zostały bezpowrotnie zniszczone. Chce odwrócić czas. Interesują mnie krnąbrni, uparci ludzie, którzy nie potrafią czegoś zaakceptować” – tak o głównej bohaterce mówi reżyser i określa w ten sposób punkt ciężkości swojego filmu. Rezygnacja z nagranej pierwszego dnia zdjęć sceny jest symptomatyczna, bo pokazuje podejście twórcy do tematu. Petzold znany jest bowiem ze swojej niechęci do dramatów historycznych i tworzenia filmów odwołujących się do niemieckiej przeszłości. Umieszczając akcję filmu tuż po zakończeniu wojny, pokazuje jednak, że interesuje go historia człowieka, a nie rozliczenie z historią zbiorową. Widać to w scenie, kiedy Nelly pyta męża, co ma powiedzieć ludziom, kiedy zapytają ją o przeżycia z obozu. I opowiada mu poruszający epizod o przeszukiwaniu nowych więźniów w obecności strażników, udając, że gdzieś o tym przeczytała. Johnny beznamiętnie stwierdza, że może ją przedstawić znajomym, podkreśla jednak, że z pewnością nikt nie będzie ją o to pytał. I ma rację. Petzold dystansuje się od tematu, o którym nie chce opowiadać wprost, ale nie przemilcza go, choć teoretycznie tak to właśnie wygląda. Bo choć o niektórych sprawach się nie mówi, to one i tak istnieją.
Kontynuacja
Główne role w filmie grają Nina Hoss i Ronald Zehrfeld – bohaterowie nagrodzonej Srebrnym Niedźwiedziem Barbary, wcześniejszego filmu Petzolda. To również nieprzypadkowy zabieg. Można powiedzieć, że role te są w pewnym sensie kontynuacją dla ich wcześniejszych postaci, co podkreśla sam reżyser, dodając, że wykorzystał nawet miejsca, które były filmowane w jego poprzedniej produkcji. Lekarze zmieniają się w muzyków, miłość też jest inna, ale na jakimś poziomie chemia między Hoss i Zehrfeldem pozostaje podobna. W Barbarze bohaterowie dopiero się poznają, nawiązują relację, budują wzajemne zaufanie. Tutaj mamy sytuację odwróconą – o zaufaniu raczej nie może być mowy, Nelly i Johnny jednocześnie się znają i poznają od nowa.
Petzold przyznaje, że chciał, aby odrobina klimatu z Barbary znalazła się w Feniksie, by wspomnienie zapowiedzi rodzącej się miłości złagodziło historię miłości zranionej. Z czasem zrozumiał jednak, że trzeba iść dalej, dać aktorom więcej swobody w tworzeniu nowych postaci, nie narzucać im starych ram. W tej opowieści bohaterowie mają o wiele większy życiowy bagaż. Nina Hoss, którą można nazwać muzą Petzolda, gra przecież w sześciu jego innych produkcjach, wiedziała o tej roli jeszcze przed powstaniem scenariusza i aktywnie uczestniczyła w tworzeniu swojej postaci. Wybór aktorskiego duetu okazuje się bardziej niż trafny. Gra miłosna obojga bohaterów przypomina spacer po linie, a obie kreacje są oszałamiające. Nina Hoss – jak napisał jeden z krytyków – łamie serca spojrzeniem, a Ronald Zehrfeld potrafi wzbudzić jednocześnie nieufność i współczucie. Z jednej strony mało wiarygodna wydaje się postawa męża Nelly, który jej nie poznaje, choć zauważa podobieństwo. Można to jednak wielorako interpretować i chyba o to chodzi reżyserowi, który mówi, że nie da się opowiadać historii, jeśli się jej trochę nie wymarzy i nie pozostawi w niej odrobiny tajemnicy. Trzeba przyznać, że lepszych aktorów do stworzenia tej historii Petzold wymarzyć sobie nie mógł.
Feniks
Tytuł filmu jednoznacznie wskazuje na temat odrodzenia. Co lub kto jest jednak feniksem? Czy miasto odradzające się po wojnie? Na to chyba za wcześnie. Miłość? Tylko w wyobrażeniu Nelly. Ona sama? Pozornie może się wydawać, że nie, kiedy uparcie dąży do konfrontacji z mężem i zaczyna udawać samą siebie, ignorując rady i ostrzeżenia wiernej przyjaciółki. Jednocześnie, odtwarzając dawną Nelly, tworzy siebie na nowo. Może niezgodnie ze swoimi własnymi oczekiwaniami, bo nic nie może być takie samo, bo wszystko się zmieniło, ale w ostatecznym rozrachunku polegającym na przejściu do kolejnego etapu życia „po”, to ona okaże się zwycięzcą. Teoretycznie silniejsza Lene, która do tej pory była jej podporą i organizatorem wszystkich działań, nie potrafi przejść do porządku nad minionym, zostawić przeszłości i spojrzeć przed siebie. Johnny zdaje się grać sam przed sobą, pozostawiając prawdę domysłom i niedopowiedzeniom, osłaniając się milczeniem. Tylko Nelly nie boi się nazywać rzeczy po imieniu – opowiada przyjaciółce o tym, jak odradza się na nowo u boku męża, jak tworzy sama siebie. Nawet jeśli przez chwilę żyje w iluzji, to jest w tym autentyczna, a całkowite zrozumienie sytuacji będzie tym większym wyzwoleniem, prawdziwym odrodzeniem się z popiołów.
Od początku
Niemcy używają ciekawego słowa na określenie takiej fabuły: fesselnd. I choć słownik przetłumaczy nam je jako „zajmujący” albo „trzymający w napięciu”, to wyrazy te nie oddają w pełni znaczenia tego słowa. Fessel to więzy lub kajdany, a utworzony od tego słowa imiesłów oznacza coś, co – w odniesieniu do filmu – sprawia, że widz zostaje związany z fabułą, zniewolony i przykuty do niej niczym kajdanami. To prawda, ten film kradnie uwagę widza od pierwszej sceny – za pomocą nastrojowej muzyki, klimatu noir, dynamicznych bohaterów. Feniks przypomina stare filmy z Bogartem, a krytycy często podkreślają, że suspens jest iście Hitchcockowski. Faktycznie, budowa ostatniej sceny sprawia, że widz ma ochotę się cofnąć i obejrzeć ją ponownie. Gdyby film nie był tak świetnie skonstruowany, to warto byłoby obejrzeć go tylko dla tych ostatnich trzech minut. Ale jest. Dlatego jeśli chcemy docenić mistrzostwo reżysera, musimy obejrzeć go jeszcze raz. I to od samego początku.
Oceń