Śmietniki pełne jedzenia
fot. jan antonin kolar / UNSPLASH.COM

Śmietniki pełne jedzenia

Mąż nie wrócił na obiad do domu, dziecko, wracając ze szkoły, kupiło hamburgera, i już nie było co zrobić z czekającym na nich spaghetti. Dorota pamięta Wigilię, po której do śmieci powędrowało wszystkie 12 potraw.

– Chcecie moje mięso? – Natalia grzebie widelcem w kaszy. Za dużo zamówiła, trzeba było nie brać zupy. Kawałki kurczaka lądują na talerzach Grzegorza i Anny, przyjaciół, z którymi umówiła się na lunch. Przynajmniej kurczak, w odróżnieniu od kaszy i warzyw, nie trafi do śmietnika. – Czy w domu wyrzucam jedzenie? No, wyrzucam – przyznaje Natalia. Najczęściej wędliny, bo drugi, trzeci dzień po otwarciu wydają się jej śliskie. Wyrzuca melony, choć bardzo je lubi, ale na raz zje najwyżej pół. Uważnie czyta daty przydatności do spożycia na jogurtach, w życiu nie zjadłaby nic, co byłoby starsze choćby o dzień. – Natalia już tak ma. Wyczulona jest na punkcie tego, co je i pije. Przychodzi do pracy i pierwsze, co robi, to płucze czajnik, by na dnie nie robił się kamień – mówi o koleżance Anna. Ale Anna, trzydziestoparoletnia mama półtorarocznej dziewczynki, też wyrzuca. Bo kupi za dużo, bo zdarzy się niespodziewany wyjazd. Grzegorz wyrzuca chleb. Nikt w domu go nie je, ale kupują, spodziewając się gości.

Sylwia, mama dwóch dorosłych synów, wyrzuca ledwo napoczęte kartony z mlekiem. Nie pije go, nie używa do kawy, ale czasem trzeba dodać szklankę mleka do ciasta. Reszta zostaje, bo przecież ciasta nie piecze się codziennie. Mieszkająca z dorastającą córką Dorota niby nie wyrzuca jedzenia, ale za to ma w domu „szafę wstydu”.

Dziewięć milionów ton

Wyrzucamy tyle jedzenia, jakbyśmy chcieli nakarmić śmietniki. Do śmieci trafiają najczęściej pieczywo, owoce i wędliny. Na dalszych miejscach są warzywa, ziemniaki, jogurty, sery, mięso i mleko. Tylko sześć procent spośród nas wyrzuca dania gotowe, ale to niekoniecznie musi być prawda: niedojedzony obiad ląduje w śmietniku bez mrugnięcia okiem. Tylko nie od razu. Najpierw trzymamy go kilka dni w lodówce, jakby to miało coś zmienić.

Pozbywamy się słoików z niedojedzonym dżemem i przeterminowanych, nigdy nieotwartych sosów do makaronów. Lekko zeschniętych serów, podejrzanie wyglądających szynek, cebuli z przywiędłym szczypiorem. Całkiem dobrych cukierków, które przeleżały na dnie szafki, więc nie wiadomo, czy ich termin ważności już minął. Papryki, która tak pięknie wyglądała na straganie, a przecież wcale nie lubimy papryki. Całej zawartości zamrażarki, bo nie pamiętamy, co i kiedy do niej schowaliśmy. Każde święto jest świętem wyrzucania. Sałatek jarzynowych, nóżek w galarecie, pasztetów.

Według badań prowadzonych przez Europejski Urząd Statystyczny działający przy Komisji Europejskiej, w wyrzucaniu jesteśmy w europejskiej czołówce. Co roku w naszym kraju marnuje się 9 mln ton żywności. Wyprzedzają nas tylko Wielka Brytania, Francja, Holandia, Niemcy.

Jedzenie marnuje się już na etapie produkcji i w sklepach. Fi

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się