Klatka schodowa z balustradą
fot. Jon Tyson / Unsplash

Zostałem niedawno napomniany, że spada śląskość moich felietonów. Obiecałem poprawę, choć nie będę ukrywał: mam problem ze znalezieniem właściwej miary. Zwłaszcza że wraz ze śląskim kolorytem włączają mi się wątki autobiograficzne, których nie lubię u innych, więc staram się też unikać w moim pisaniu. Ale trudno, widać czasem trzeba. Będzie więc dziś poważna opowieść o gelyndrze.

Kiedy byłem małym chłopcem (bez „hej” – kto nie wie, o co chodzi, niech wygoogluje), mieszkaliśmy w dość starym, dziś już nieistniejącym domu w centrum Piekar Śląskich. Mieszkanie było o tyle niewygodne, że jeden pokój, służący za sypialnię, znajdował się po drugiej stronie współdzielonej z sąsiadami, nieogrzewanej sieni, z której po niezmiernie stromych schodach można też było wchodzić na równie wspólne poddasze, zamieszkane głównie przez beboki i myszy. W zimnych miesiącach roku moim ulubionym codziennym sportem było symulowanie zaśnięcia na tapczanie w głównej izbie. Wtedy tata owijał mnie dość szczelnie kocem i udając, że nie wie, że ja udaję, przenosił przez strefę zimna do sypialni. Wówczas z lubością, z góry, z wysokości tatowych pleców, przyglądałem się gelyndrowi, który majestatycznie prowadził w górę, do krainy beboków. I odgrażałem się w myślach: „I tak kiedyś po tobie zjadę!”. Gelynder bowiem to po polsku balustrada lub poręcz, z której – z mojego punktu widzenia niezmiennego do dzisiaj – główna korzyść je

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2024, nr 01, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Gelynder
ks. Grzegorz Strzelczyk

urodzony w 1971 r. – prezbiter archidiecezji katowickiej, doktor teologii dogmatycznej, były członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP (2020-2023)....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze