Od kilku dni towarzyszy mi pokusa, żeby pobawić się w proroka. Podjąłem z nią nierówną walkę, która przyniosła przynajmniej taki owoc, że przyszłości przepowiadać nie będę. Zadanie to zrobiło się zresztą prócz tego, że ryzykowne, to jeszcze ambiwalentne, bo z jednej strony znaleźliśmy się w sytuacji niezwykłej wręcz niepewności wywołanej lub wzmocnionej epidemią – trudno cokolwiek przewidywać lub planować na metę dalszą niż kilka zaledwie dni. Z drugiej strony, jeśli chodzi o sytuację Kościoła w Polsce, pewne rzeczy stały się już ewidentne. I bez szczególnych mocy prorockich można zrobić pod tym względem raport otwarcia roku 2021.

Co trzeba w nim napisać? Że jako wspólnota wierzących mierzyć się będziemy teraz z konsekwencjami kilku procesów. Pierwszemu z nich nadaje się zwykle miano „laicyzacji”. Ale wolę mówić wprost: mojemu pokoleniu nie udało się przekazać wiary pokoleniu następnemu. Bo to się właśnie kryje za ustaleniami socjologicznych badań, z których wynika, że młodzi w Polsce laicyzują się podobno najszybciej na świecie. Drugi proces to kryzys autorytetu instytucji kościelnych. Albo inaczej – dekonstrukcja kościelnych autorytetów instytucjonalnych. Głównym objawem tego procesu jest – trudny do zignorowania, jeśli ktoś choć czasem zagląda do mediów – rozkład autorytetu polskiego episkopatu, który po pierwsze, z trudem radzi sobie z adekwatnym reagowaniem na nadużycia se

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się