fot. alexander-schimmeck

Duchowe obżarstwo

Żyjemy w świecie nadmiaru – bodźców, towarów, kontaktów, informacji. Właściwie chyba wszystkiego mamy dziś więcej, niż jesteśmy w stanie przyjąć i przetworzyć. Nasze choroby i cierpienia – fizyczne, psychiczne i duchowe – są często chorobami przesytu. Być może dlatego, trochę intuicyjnie, a trochę świadomie, co chwilę targają nami mody na minimalizm, slow life i slow food, diety takie i owakie. Czujemy, że żyjemy w świecie „za dużo” i „za szybko”.

Ale czy jako chrześcijanie mamy świadomość, że choroba przesytu dotyka również nas, naszych dusz i naszego życia wiary? Czy jesteśmy świadomi, że w życiu może być nie tylko za dużo jedzenia czy picia, ale również treści i skądinąd bardzo przecież szlachetnych inicjatyw duchowych? Czy zdajemy sobie sprawę, że można wyhodować w sobie wadę obżarstwa nie fizycznego, ale duchowego?

Korzystając z opisu rodzajów obżarstwa fizycznego, które zostawili nam w swoich pismach św. Grzegorz Wielki i św. Tomasz z Akwinu, pokusiłem się o próbę charakterystyki i opisu wady, jaką jest obżarstwo duchowe. Myślę, że ono również ma co najmniej pięć rodzajów. Jest o tyle bardziej niebezpieczne od obżarstwa fizycznego, o ile lepiej potrafi udawać cnotę. Przyjrzyjmy się zatem, w jakich odmianach najczęściej występuje.

W przypadku obżarstwa cielesnego ten jego rodzaj, który nazywamy „snobizmem podniebienia”, występuje wówczas, gdy ktoś nie jest w stanie zadowolić się czymś, co nie jest „z najwyższej półki”. Jeśli warzywa – to co najmniej szparagi, jeśli ryba – nic poniżej łososia, jeśli miód – wyłącznie manuka. Oczywiście, nie ma w tym nic złego, kiedy potrafimy cieszyć się z jedzenia doskonałej jakości. Problem zaczyna się wówczas, gdy nie jesteśmy w stanie cieszyć się z żadnego innego ani odżywiać niczym innym niż delikatesami i nie umiemy zadowolić się tym, że mamy „chleb powszedni”.

Jak wygląda ten rodzaj obżarstwa na płaszczyźnie duchowej? Cóż, w istocie bardzo podobnie. Oczywiście, tak jak w wypadku obżarstwa fizycznego, gonienie za tym, co najlepsze, uwarunkowane jest często nie tyle obiektywną jakością pokarmu, ile raczej tzw. powszechną opinią o owej jakości. Być może kawior nie smakuje mi aż tak bardzo, ale wiem, że jest rarytasem, dlatego smakować mi powinien. Naprawdę często spotykam ludzi, którzy gonią w życiu duchowym za delikatesami. Weźmy na przykład poszukiwanie spowiedników czy kierowników duchowych. „Moim spowiednikiem jest sławny X albo popularny Y. Co prawda jest człowiekiem bardzo zajętym i w istocie nie ma dla mnie czasu, ale jak już go dopadnę, to rozmawiamy długo i w ten sposób ładuję akumulatory na całe miesiące. U nikogo innego się nie spowiadam, bo nikt nie potrafi mnie ani tak zrozumieć, ani tak poprowadzić”. Nie ma rzecz jasna nic zdro

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się