fot. adrien-bruneau

rozmawiają Paweł Droździak i Michalina Kaczmarkiewicz

Zmiana jest czymś nieuniknionym, a jednak część z nas, a może wszyscy – tylko w różnych obszarach i okresach – bronimy się przed nią albo przynajmniej próbujemy kontrolować jej zakres. Pewnie to ma jakieś uzasadnienie psychologiczne?

Ma uzasadnienie i ma przyczynę już w doświadczeniach rozwojowych. Rodzice potwierdzą, że dzieci uwielbiają kilkanaście razy oglądać ten sam film, każą sobie czytać tę samą bajkę i nigdy nie wykazują znużenia. Posiłki, mycie, spanie o określonych porach budują u dziecka poczucie stabilności świata, przewidywalności.

Ale jako dzieci musimy się też nauczyć pewnej odporności na zmianę. Zaczynamy od przyswajania wiedzy o stałości obiektu. Dla nas jest oczywiste, że gdy piłeczka wpadnie pod szafę, to tam jest, nawet jeśli jej nie widzimy. Małe dziecko tę wiedzę musi dopiero zbudować na elementarnym poziomie. Poważne zakłócenia albo utrata ważnych obiektów przywiązania na etapie, gdy logika i poczucie stałości obiektu nie są jeszcze ustabilizowane, mogą w dorosłym życiu prowadzić do nieadekwatnych reakcji na jakiekolwiek zmiany.

Nieadekwatnych, czyli jakich?

Na przykład nadmiarowo-impulsywnych – człowiek, który w taki sposób reaguje na potencjalne utraty więzi, permanentnie musi się upewniać, czy nie jest zdradzany, ma poczucie nieuchronności opuszczenia, więc na przykład wyprzedza odrzucenie, zanim cokolwiek się zdarzy. Inną reakcją jest przesadne usztywnienie. Zdarza się to wtedy, gdy ważne obiekty – rodzice, opiekunowie – były obecne, ale zachowywały się niestabilnie, na przykład tkwiły w jakimś uzależnieniu. Dziecko, by przetrwać, musiało przejąć funkcje dorosłego, a ponieważ nie było w stanie ustawić hierarchii ważności spraw, wszystkiemu nadawało jednakowo dużą wagę i obsesyjnie dbało o szczegóły. W dorosłości taki człowiek reaguje rozdrażnieniem nie tylko na zmiany, nad którymi nie ma kontroli, ale też na ludzi, którzy przejawiają pewną nonszalancję albo zbyt dobrze się bawią, są zbyt zadowoleni z siebie. To drażni, bo przecież ten ktoś nigdy się dobrze nie bawi, nie może się wyluzować, cały czas pilnuje, żeby świat się nie zawalił. Dzieje się tak dlatego, że w krytycznych momentach rozwoju nie stał za nim nikt, kto by tego świata pilnował.

Nasz sposób reagowania na zmiany zależy od tego, jak zostaliśmy ukształtowani?

To jeden z elementów. Inny czynnik jest związany z wiekiem, doświadczeniami. Gdy mamy 25–35 lat, wiemy, że świat jest w miarę przewidywalny. Jesteśmy u szczytu swoich możliwości przystosowawczych, intelektualnych, więc świetnie sobie radzimy ze zmianami. Ale już w okolicach 35.–40. roku życia zmiany zaczynają nam przeszkadzać.

Kiedyś się mówiło, że ktoś nabrał starokawalerskich czy staropanień

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się