fot. adrien-delforge

Trybularz musi poczekać

Miałem takiego sekretarza w swojej pierwszej redakcji: przemiły i kulturalny pan Miecio, absolwent przedwojennego gimnazjum, co oznaczało poziom wyższy niż dyplom powojennej wyższej uczelni. Widział we mnie ofiarę własnej erudycji, którą musiał pokazywać codziennie, żeby z wdziękiem sanacyjnego dżentelmena uzasadnić swoją wyższość. Chyba chciał też udowodnić, że jest lepszy od tego gówniarza, który stoi na progu życia i kiedyś zajmie jego miejsce. Ale jeszcze nie dziś.

– W którym roku była bitwa pod Salaminą? – atakował, nim zdjąłem kurtkę i usiadłem przy swoim biurku. Musiał całą noc myśleć nad pytaniami i nie mógł się doczekać.

– 480 rok przed naszą erą – odpowiadałem bez namysłu, mając jeszcze w głowie historię starożytną z liceum.

Pan Miecio przyjął mój return, wziął oddech australijskiego tenisisty Roda Lavera (bo to były jego czasy, a nie Rogera Federera) przed kolejnym serwisem i strzelił:

– Kim był Kserkses dla Dariusza I?

Tu mnie miał. To było pytanie z rodzaju: który to jest por, a który seler? Nikt normalny nie jest w stanie tego zapamiętać. Strzeliłem, robiąc minę profesora zwyczajnego wydziału historycznego, choć pełen wewnętrznej niepewności:

– Kserkses był synem Dariusza.

Trafiłem. Pan Miecio był niepocieszony, ale nie ustawał w wysiłkach, zmienił tylko dziedzinę:

– Co to jest trybularz?

Kurczę, co to może być? Nie mogłem się poddać.

– To jest wynaleziona przez Gerda Schwarzenbe

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się