Czy można pokazać religię?

Czy można pokazać religię?

, 0 recenzji

Sława wydaje się dziś wprost proporcjonalna do liczby poświęconych danej osobie artykułów czy programów. Ktoś istnieje o tyle, o ile się o nim mówi. Znaczenie przestaje mieć to, czy mówi się o kimś dobrze, czy źle. Najważniejsze jest, aby w ogóle się mówiło! Jak nieustannie przekonują nas spece od marketingu i fachowcy od tworzenia wizerunku: albo jesteś skandalistą, albo umieraj. To oczywiście zła nowina dla tych, którzy odrzucają skandal jako narzędzie uczestnictwa w debacie publicznej, a zarazem nie godzą się, by zdrowy rozsądek i sztuka myślenia zostały wyrzucone na śmietnik historii.

Tak więc dla „rozmiłowanych w mądrości” czas jest marny. Ci zazwyczaj pracują w zaciszu gabinetów, czytając ze swoimi studentami dzieła Platona czy św. Augustyna. Zupełnie nie pasują do roli bohaterów szklanego ekranu. Wiadomo: jeśli takiego zaprosisz do telewizji, zacznie dzielić włos na czworo. Zamiast obrzucić kogoś błotem, wypowiadać tanie bon moty, mówi, że oprócz jednej strony medalu, jest też i druga. Nuda! Skomplikowane! Każdy dziennikarz stroni więc od profesorów, intelektualistów i rozmaitej maści „mądrali”, jak diabeł od święconej wody.

Analogicznie istnieją tematy, od których także ma wiać nudą. Do takich zalicza się religia. Oczywiście nie wtedy, kiedy z religią związany jest skandal; ksiądz molestujący ministrantów, malwersacje finansowe kościelnych instytucji czy domniemany agent w sutannie… Albo z innej beczki: cudowne uzdrowienia czy diaboliczne opętania. Główny nurt życia religijnego; eucharystia, katecheza czy spory teologiczne jawią się jako kwestie nieciekawe i nieatrakcyjne medialnie. Pasują do telewizji mniej więcej tak, jak pięść pasuje do nosa.

Cała Polska zachodzi więc w głowę, po co szefostwo ITI, czyli właściciele TVNu, chcą robić kanał religijny? Mają za dużo pieniędzy? – spekulują jedni. To kwestia budowania wizerunku – przekonują inni. Przyznam, że nie wiem, co kierowało ITI. Jedno tylko wydaje mi się pewne: jeśliby wrzawą, która powstała po ogłoszeniu przez władze ITI swych planów tworzenia kanału religijnego mierzyć jej sukces, to nieistniejący kanał religijny już go odniósł. Bo przecież o mającym powstać dopiero kanale, który – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jak zapewnia jego szef ks. Kazimierz Sowa – ruszy jesienią, opowiada się niemal wszędzie. Mówią o nim hierarchowie i świecy katolicy. Projekt recenzują medioznawcy. Inicjatywę grupy ITI opisują ważne tygodniki: od „Polityki” poczynając, a na „Tygodniku Powszechnym” kończąc. I pytanie najważniejsze, które natychmiast pada, kiedy rozmowa schodzi na TVNowski projekt: czy właściciele ITI pospołu z ks. Sową postanowili zagrać na nosie ojcu dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi, tworząc konkurencję dla TV Trwam?

Tak jednak sprawę stawiając, wpisujemy się w leninowski sposób myślenia: kto kogo. Pytanie chyba należałoby postawić inaczej: dlaczego tak późno rodzi się pomysł zrobienia tematycznego kanału religijnego? Żyjemy przecież w kraju, który jest na wskroś religijny – przygniatająca większość Polaków uważa, że katolicyzm, stanowi istotny element ich życia. To też powód, dla którego język religijny, symbole i metafory związane z katolicyzmem obecne są w sferze publicznej. Innymi słowy: właściciele TVNu dobrze rozpoznali teren, stwierdzając, że istnieje podatny grunt dla kanału religijnego.

Jednak drugie pytanie, trudniejsze – które dziś, być może, twórcom kanału, roboczo nazywanego TVN Religia, spędza sen z powiek – jest następujące: czy treści wiary i zjawiska religijne da się przenieść na szklany ekran? Czy może jest tak, że religia nie znosi mediatyzacji, co w konsekwencji prowadzi do tego, że cierpi na tym i telewizja, gdyż niewiele osób chce coś takiego oglądać, a po co w końcu jest telewizja, jak nie do oglądania, i religia, gdyż staje się jednym ze składników komercyjnokonsumenckiego świata, co może oznaczać wypranie jej z najgłębszych treści?

Oczywiście z odpowiedzią na te pytania będziemy musieli poczekać do pierwszych programów nowego projektu. Dla wszystkich jednak ludzi, i nie ma chyba znaczenia, czy wierzących, czy nie wierzących, których odrzucają od szklanego ekranu polskie seriale lub irytujące teleturnieje, TVNowski kanał religijny może się okazać niczym kubek zimnej wody w rękach wędrowca, który szedł cały dzień przez pustynię. I nie zdziwiłbym się, gdyby takich wędrowców szukających dla siebie „nowej ziemi telewizyjnej” była całkiem pokaźna grupa.

Czy można pokazać religię?
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...