fot. gabriella clare marino

Od hurtownika do detalisty

Nie wszyscy Polacy to katolicy i nie wszyscy ochrzczeni praktykują. Nie można zakłamywać rzeczywistości, ale nie można też popadać w defetyzm i narzekanie. Kryzys w Kościele jest faktem.

Pandemia przyszła na początku 2020 roku jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Początkowe niedowierzanie połączone z zaklinaniem rzeczywistości, że to nic wielkiego, obnażyło naszą bezsilność i niedostatki dotychczasowego duszpasterstwa. Bezradność wobec realnego zagrożenia życia zderzyła się z pytaniem, dlaczego nas to spotkało. Nie sprawdziła się teza, że jak trwoga, to do Boga. Ludzie nie ruszyli masowo do kościoła, by się modlić, spowiadać, przyjmować komunię świętą. Świątynie stały się przestrzenią zagrożenia. Rozpoczęły się dyskusje o niebezpieczeństwie zarażenia się wirusem podczas przyjmowania komunii świętej czy używania wody święconej z kropielnicy. Teologiczne tłumaczenia, że epidemii nie można traktować jako kary Bożej, okazały się niewystarczające i miałkie. Jak najbardziej słuszne zarządzenia biskupa i kurii redukowały zjawisko wyłącznie do wymiaru horyzontalnego. Stały się przedmiotem pytań o adekwatność ich skuteczności i granicę kompromisu w wymiarze religijno-duchowym. W kościołach śpiewaliśmy suplikacje Święty Boże, a pandemiczna rzeczywistość robiła swoje.

Druga i trzecia fala pandemii były wyraźnie odczuwalne. Ludzie bali się trafić do szpitala. Kłopoty z sercem, nowotwory, problemy neurologiczne musiały poczekać. Panowała opinia, że jeśli się już pójdzie do szpitala, to się stamtąd nie wyjdzie żywym. Pojawiła się trauma rodziny czekającej na wieści ze szpitala, szczególnie gdy chory przestawał odbierać telefon lub w ogóle nie mógł z niego korzystać. Dodać do tego trzeba samotność umierającego. W Elblągu funkcjonowały dwa szpitale jednoimienne. Jeden z nich jest na terenie parafii. Umierający mogli liczyć na spowiedź i namaszczenie. Kapelani ofiarnie spełniali swoją posługę. Naocznie mogli obserwować heroizm i poświęcenie pracowników służby zdrowia.

Msza w domu?

Naturalny rytm życia każdej parafii wyznacza codzienne sprawowanie Eucharystii. Po to jest kościół. W nim się modlą ludzie. Przychodzą, by się spotkać z Jezusem w tabernakulum, uczestniczyć we mszy świętej, sprawować sakramenty. I nagle to wszystko się skończyło. Trzeba było przestrzegać limitów zgromadzeń, wyw

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 07, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść