fot. adrian

Kiedy jesteś w pełni sił, przyzwyczajasz się do tego, że inni się liczą z twoimi decyzjami, opiniami, pytają cię o radę. Aż w pewnym momencie odkrywasz, że świat idzie tak szybko do przodu, że w ogóle nie jesteś w stanie za tym nadążyć.

Rozmawiają Jan Andrzej Kłoczowski OP i Dominik Jurczak OP

Kiedy się zaczyna starość?

To zależy, kogo zapytamy. Inaczej spojrzy na to lekarz, inaczej psycholog, a i każdy z nas inaczej to przeżywa. Są ludzie młodzi, którzy tak bardzo chcą być postrzegani jako doświadczeni i mądrzy, że odgrywają rolę trzydziestoletnich starców. Co ciekawe, kiedy już dojdą do prawdziwej starości, to paradoksalnie okazują się „młodzi”: dość naiwni i niedojrzali. Przeskoczyli w życiu etap dorastania, doroślenia. Ale to ma swoje konsekwencje. Każdy wiek ma swoje prawa i trzeba cierpliwie przejść po kolei przez wszystkie etapy życia.

Starość kojarzy nam się z mądrością. Wiek daje prawo do bycia autorytetem dla innych?

Z tym bywa różnie. Mamy piękną i szlachetną tradycję mądrych starców, ale naszą kulturę znaczy dziś raczej kult młodości. Cały szereg przyjmowanych powszechnie tez dyktują ludzie młodzi. I w wielu kwestiach, na przykład technicznych, jest to słuszne. Natomiast w innych jest to zdecydowanie na wyrost.

Widziałem kiedyś nagranie dwudziestojednoletniego coacha, który tłumaczył ludziom, jak osiągnąć sukces i rozwiązać wszystkie problemy. Wyglądało to groteskowo. Pomyślałem sobie: Co ty, chłopie, wiesz o życiu, żeby kierować życiem innych? Co wiesz o cierpieniu, o odpowiedzialności? Mówisz, że wszystko można, a co wiesz o niezrealizowanych marzeniach, szansach, ograniczeniach? W młodości się wydaje, że wszystko można, z wiekiem nabiera się doświadczenia, że nie wszystko jest takie proste. Może na tym polega ten „autorytet starca”?

Owszem, choć jeśli człowiek za bardzo przejmie się tymi ograniczeniami, to istnieje ryzyko, że dojdzie do stanu niemożności. Może to rzeczywiście jest jakaś definicja starości: wyczerpanie naszych możliwości, spowodowane stanem zdrowia, doświadczeniami życiowymi, klęskami, ale też nieczystym sumieniem…

A kiedy ojciec się poczuł staro?

Trudno podać datę! Proces przechodzenia w czas senioralny ma wiele wątków – na przykład wykładowca przyzwyczai się do jednego sposobu prowadzenia wykładów i co roku go powtarza. Najbardziej znacząca była dla mnie pewna ułomność: po operacji kręgosłupa zaczęła mi opadać lewa stopa, co trochę przeszkadzało w chodzeniu, tak że raz czy dwa razy przewróciłem się na ulicy. Nic mi się nie stało, bo, jak się okazało, mam dosyć twarde kości. Natomiast było mi bardzo głupio, bo nie mogłem od razu stanąć na nogi. Młody człowiek, kiedy się potknie, od razu się podnosi i biegnie dalej. A ja nie byłem w stanie sobie poradzić. Potraktowano mnie jak staruszka: dwóch młodych ludzi postawiło mnie na nogi. To taki moment, gdy zaczynasz doświadczać zależności od innych. Potem, gdy się uczyłem chodzić z kijkami do nordic walkingu (bo bardzo nie chciałem takiej klasycznej, starczej laski), bardzo się wstydziłem, że już należę może nie tyle do tych starszych, ale właśnie – osłabionych. Myślę, że chodzi o moment, gdy odkrywasz, że jest cały szereg spraw, w których dotychczas byłeś całkiem samodzielny, a teraz pewne obszary twojej samodzielności zostają ograniczone.

Starość upokarza? Słabość upokarza?

Starość ukazuje ci twoją słabość. A to niełatwa próba, choć konieczna. Nie wszyscy przechodzą przez nią zwycięsko. Jedni wyszlachetnieją, wykształcą pokorę. Inni popadną w zgryźliwoś

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 07, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść