fot. greenforce-staffing

To nie jest bajka

Uwielbiam lekcje, które zaczynają się od: „Proszę pani, bo my mamy pytanie…”. To są najpiękniejsze zajęcia. Wówczas Ewangelia trafia na dobrze przygotowany grunt. Może spełnić swoją rolę, zaspokoić głód, zapełnić pustkę.

Kiedy przywołuję w pamięci obraz Boga, jaki nosiłam w sobie, będąc dzieckiem, pojawiają się słowa: potęga, sędzia, bajka. Byłam przekonana, że Pan Bóg siedzi za chmurami i spoza słońca spogląda na nas, kontrolując każdy nasz ruch. Później ten obraz zaczął się zmieniać. Jak rozmawiać z dzieckiem o Bogu, by ten obraz był właściwy? I kiedy zacząć te rozmowy?

Trudne pytania

Początek kształtowania się relacji człowieka z Bogiem przypada na drugi, trzeci rok życia. Jest to okres naśladowczy. W tym czasie istotną rolę odgrywają gesty. Dziecko składa ręce, podnosi je, kłania się, całuje Jezusa na krzyżu. Jeśli rodzice zabierają dziecko w tym wieku na Eucharystię, to pewnie później w domu niejeden chłopiec, a także i dziewczynka, bawią się w odprawianie mszy albo nabożeństwa. Dorośli, widząc takie obrazki, uśmiechają się, zachwycają, a dziecko właśnie w ten sposób wyraża swoją religijność. To jest jego sposób wchodzenia w relację z Bogiem.

Kilka lat temu na katechezę przychodziła mama, która oprócz sześciolatki przygotowującej się do wczesnej pierwszej komunii świętej zabierała dwulatkę. Ta mała dziewczynka w skupieniu potrafiła przeżyć tylko czas modlitwy na początku zajęć. Później zajmowała się zabawkami, które ze sobą przynosiła. Ale ta krótka chwila na początku zajęć wystarczyła, by umiała odwzorować w domu zachowanie katechetki. Bawiąc się, stanęła ze złożonymi rękami, odmówiła Ojcze nasz (na swój dwuletni sposób), po czym powiedziała: „Usiądźcie teraz, a ja opowiem wam o Panu Jezusie”. Mając dwu-, trzyletnie dziecko i chcąc je wprowadzić w relację z Bo

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 07, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść