fot. Unsplash/Aarn Giri

Całe życie zbieram historie, które potem opowiadam. A storyteller, jak mówią. Na koniec tego smutnego roku opowiem wam więc historię.

Do pewnego księdza w dużej, wielkomiejskiej parafii w niedzielny poranek młode małżeństwo przyprowadziło znajomą, która nosiła się z myślą o aborcji. Poprosili, by zechciał z nią porozmawiać. Zgodził się zakłopotany, bo do mszy zostało niewiele czasu. Siedli w zacisznym pokoju. Kobieta wychowywała samotnie dwoje małych dzieci. Pracowała dorywczo, choć jej zdolności i wykształcenie umożliwiały znalezienie jakiejś niezłej pracy. Jednak życie ją przerastało, korzystała z pomocy swojej matki. Bycie na garnuszku upokarzało ją, ale nie umiała wziąć się w garść. Na wieść o trzeciej ciąży jej matka najpierw wygłosiła mowę o kompletnym braku odpowiedzialności, a potem oświadczyła kategorycznie, że jeśli urodzi, to ona wycofa się z wszelkiej pomocy. Ojciec jej trzeciego dziecka nie chciał słyszeć o jakichkolwiek rodzicielskich obowiązkach, tym bardziej że diagnoza prenatalna była jednoznaczna – zespół Downa. Aborcja wydawała się jedynym wyjściem. Wahała się. W myślach już przepraszała swoje dziecko za to, co mu zrobi, ale stała pod murem. Jej przyjaciele starali się ją przekonać, żeby urodziła, obiecywali pomoc, ale sami mieli dzieci, pracę, własne życie – nie chciała być dla nich ciężarem. Ksiądz poprosił

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się