Trupia czaszka
fot. archiwum redakcji

Wylej na nich swoje zagniewanie

Szczere i bez ogródek wypowiedziane pragnienie, by nieprzyjaciel rozpłynął się jak rozdeptany ślimak lub by został strawiony w ogniu gniewu Bożego. Albo życzenie, by sprawiedliwy obmył swe stopy we krwi bezbożnego… Jak to się stało, że w Biblii znalazły się tak drastyczne, a zarazem tak wyrafinowane i pełne szczegółów obrazy pragnienia mściwej zemsty? I jak do tego doszło, że autor biblijny o wymierzenie tak specyficznie rozumianej sprawiedliwości prosi samego Boga?

 

Obawiam się, że nie ma uniwersalnej odpowiedzi na te pytania. Każdy konkretny tekst trzeba czytać w jego niepowtarzalnym kontekście historycznym, literackim i teologicznym. Ale najpierw doprecyzujmy.

Po pierwsze, lepiej mówić o przekleństwach, a nie o złorzeczeniach. Słowo „złorzeczenie” to dziś archaizm. Tymczasem autor biblijny – owszem, tak bywa – klnie jak szewc. Każdemu się zdarza. Dopóki wypowiadane słowo nikogo nie krzywdzi i dopóki nie przekraczamy pewnych granic kultury języka – nie ma w tym nic złego. A że przekleństwa pojawiają się w Biblii? Cóż… Biblia ma za autora i Boga, i człowieka. Nic zatem, co Boskie, ale i nic, co ludzkie, nie jest Biblii obce.

Po drugie, nie ma w psałterzu psalmów złorzeczących czy przeklinających od początku do końca, są to raczej pojedyncze wersety. Jak to w życiu bywa – przekleństwo wymsknie się autorowi natchnionemu od czasu do czasu zazwyczaj jako językowa ekspresja wzburzenia, irytacji, niemocy czy niezgody na zastaną sytuację.

Po trzecie, próżno szukać w całej literaturze starożytnej przekleństw tak wyrafinowanych, pięknych i mądrych jak te z psałterza. Biblijne złorzeczenia nie mają nic wspólnego z wypowiadanymi w gniewie nieprzemyślanymi bluzgami. Przeciwnie – są wysoką poezją i teologią.

Panie, niech się nie zawiodę, gdy wołam do Ciebie. To bezbożni niech się zawiodą i zamilkną w krainie umarłych. Niech zaniemówią usta kłamliwe, z pychą i pogardą oskarżające prawego. (Ps 31,18–19)

Pomysł autora biblijnego na Bożą karę dla bezbożnych jest w tym wypadku dość konkretny. Bezbożni mają na zawsze zamilknąć w krainie umarłych, czyli w Szeolu. Przyczyna takiej kary? Ich usta są kłamliwe. W oryginale brzmi to jeszcze mocniej – bezbożni mają „wargi kłamstwa” (hebr. siptê šāqer).

Żydowska teologia życia po śmierci miała wiele wariantów, w ciągu wieków bardzo ewoluowała. Ale zasadniczo Żydzi wierzyli, że Szeol jest krainą milczenia, czyli metaforą bierności, zupełnej duchowej niemożności. W Szeolu człowiek zachowuje świadomość (niestety!), ale jest pozbawiony władz wolitywnych i możliwości działania. Wie, że podlega wpływom najróżniejszych sił duchowych, ale musi milczeć, czyli sam nie może nic zrobić i o niczym nie decyduje. „Gdyby mi PAN nie pomógł, wkrótce bym się znalazł w krainie milczenia” (Ps 94,17). Arystoteles ująłby to pewnie nieco inaczej: byłbym materią pozbawioną formy – jak dusza Antiklei, matki Odyseusza, którą wędrowiec zmierzający do Itaki spotyka w krainie umarłych.

To biblijne przekleństwo – paradoksalnie – jest literacko piękne, bo zbudowane na ścisłej poetyckiej antytezie. Świetnie przemyślana figura retoryczna dopowiada nam to, czego tekst nie mówi wprost.

Jak milczenie Szeolu jest nieodwołalnym losem tych, którzy wybrali logikę kłamstwa, tak – na zasadzie antytezy – głośne wołanie i wychwalanie Boga jest losem tych, którzy wybrali prawdę. A zatem choć teraz podmiot liryczny, pogrążony w ciemności i samotności, ociera się o duchową śmierć, to jednak woła i krzyczy. Woła właśnie teraz, wypowiadając słowa tego psalmu! Nie milczy, a więc nie należy do krainy otchłani! Krzyczy, a tym samym przezwycięża kłamstwo i wieczne milczenie Szeolu. Antycypuje to, co – zgodnie z logiką poetyckiej antytezy – ma się objawić w przyszłości: ostateczne zwycięstwo życia i prawdy.

Ten Boży paradoks widzimy bardzo wyraźnie w ofierze Jezusa Chrystusa na krzyżu. Nie przez przypadek ewangeliści fragment tego właśnie psalmu wkładają w usta Jezusa umierającego na krzyżu – kilka wersetów wcześniej czytamy: „W Twoje ręce powierzam ducha mego” (Ps 31,6). Zresztą niewykluczone, że Jezus – umierając na krzyżu – faktycznie modlił się tym psalmem. A jeśli tak – to wypowiadał także słowa przekleństwa. I tu rzecz istotna. Czasownik „powierzam” (hebr. pāqad) w hebrajskiej koniugacji hifil faktycznie oznacza: powierzyć, oddać pod opiekę, złożyć w depozyt na przechowanie… To słowo w starożytnym hebrajskim pojawia się w terminologii ekonomicznej. Jeśli oddaję do banku w depozyt pieniądze, nie tylko mogę być pewien, że je odzyskam, ale więcej – że odzyskam je z procentem. Jeśli teraz doświadczam śmierci, ale powierzam Bogu w depozyt moje życie, nie tylko mogę być pewien, że je odzyskam. Ale więcej – wiem, że będzie to inne, jakościowo nowe życie.

Czy rzeczywiście głosicie sprawiedliwość, czy osądzacie słusznie, synowie ludzcy? Oto w sercu knujecie przemoc, własnymi rękami czynicie nieprawość na ziemi. Od łona matki bezbożni zeszli na bezdroża, błądzą od urodzenia, głoszą kłamstwo. Ich jad podobny do jadu węża! Są jak głucha żmija, zatykają uszy, by nie słyszeć głosu zaklinaczy ani zaklęcia biegłego czarownika. Niech znikną jak wsiąkająca woda; niech będą zdeptani jak przydrożna trawa! Niech się rozpłyną jak rozdeptany ślimak, jak poroniony płód niech nie widzą słońca! Nim młode krzaki staną się chrustem, niech ich strawi ogień Twego gniewu. Ucieszy się sprawiedliwy, gdy zobaczy pomstę, stopy obmyje we krwi bezbożnego. A ludzie powiedzą: „Jest nagroda dla sprawiedliwego, jest więc Bóg, który sądzi na ziemi!”. (Ps 58,2–12)

Od strony treści – to bardzo mocne słowa. Od strony literackiej – poetycki majstersztyk. Tym razem słowa przekleństwa zostały ujęte w świetnie dopracowaną inkluzję literacką – poeta umieścił je pomiędzy motywami literackimi powtarzającymi się na początku i na końcu zwrotki.

Początek – wersety 2–4

Czy rzeczywiście głosicie sprawiedliwość (hebr. ṣedeq)1,

czy osądzacie (hebr. špt)2 słusznie, synowie ludzcy (hebr. bĕnê ʾādām)3?

(…) czynicie nieprawość na ziemi (hebr. bāʾāreṣ)4.

Od łona matki bezbożni (hebr. rĕšāʿ-îm)5 zeszli na bezdroża...

Koniec – wersety 11–12

Ucieszy się sprawiedliwy (hebr. ṣaddîq)1,

(…) obmyje we krwi bezbożnego (hebr. hā-rāšāʿ)5.

A ludzie (hebr. ʾādam)3 powiedzą:

„(…) Bóg, który sądzi (hebr. špt)2 na ziemi! (hebr. bāʾāreṣ)”4.

Kluczowe, powtarzające się terminy inkluzji problem sprawiedliwości i kompetencji osądzania stawiają na ostrzu noża. Sądy bezbożnych zamiast sprawiedliwości wprowadzają na ziemi nieprawość. Sądy Boga – przeciwnie – przywracają stworzeniu ład. By jednak pierwotny porządek pomyślany przez Stwórcę znów mógł zaistnieć, jednym z koniecznych ruchów Boga jest usunięcie bezbożnych. To całkiem logiczne… I dopiero w takim ustawieniu elementów inkluzji sensowne wydają się kolejne inwektywy.

Pierwsza wprost nawiązuje do początków Biblii – do historii o Adamie, Ewie i wężu (Ich jad podobny do jadu węża!). Wąż z ogrodu rajskiego był największym nieprzyjacielem Boga, ale i inteligentnym kłamcą. Biblia mówi, że był przebiegły (Rdz 3,1) – po hebrajsku: ʿārûm. Gdy pierwsi rodzice go posłuchali, stali się nadzy (Rdz 3,7) – po hebrajsku: ʿārōm. Wąż obiecał im, że będą jak Bóg (por. Rdz 3,5), tymczasem oni – wprost przeciwnie! – stali się podobni do niego samego (hebr. ʿārûm / ʿārōm). W tym kontekście autor Psalmu 58 przyrównuje swych oponentów właśnie do kłamcy wszech czasów (Są jak głucha żmija, zatykają uszy, by nie słyszeć głosu). Tym samym daje do zrozumienia, że bezbożni reprezentują siły przeciwne Bogu, są podobni do Szatana, działa w nich moc diabelska.

Kolejne przekleństwa zostały ułożone w porządku gradacyjnym:

Niech znikną jak wsiąkająca woda – ta metafora odwołuje się do zjawisk przyrody nieożywionej.

Niech będą zdeptani jak przydrożna trawa – tu wchodzimy stopień wyżej: w świat roślin.

Niech się rozpłyną jak rozdeptany ślimak – kolejna metafora, świat zwierzęcy, wyjątkowo działa na wyobraźnię czytelnika i wzbudza obrzydzenie.

Jak poroniony płód niech nie widzą słońca – a ten obraz dotyczy bezpośrednio samego człowieka. Poroniony płód to metafora, którą Cyceron sklasyfikowałby jako poetycki paradoks. Obrazuje odwrócenie naturalnego porządku rzeczywistości: to śmierć, która nadeszła… zanim zaistniało życie.

Ostatnie przekleństwo – Ucieszy się sprawiedliwy, gdy zobaczy pomstę, stopy obmyje we krwi bezbożnego – na pierwszy rzut oka wydaje się tak drastyczne, że odrzucano je już w starożytności: w greckiej wersji Biblii (Septuagincie) tłumacz złagodził obraz skrwawionych nóg i pisze o skrwawionych rękach. Może trochę niepotrzebnie. Tu mamy sugestywny obraz zaczerpnięty ze świata upraw. W winnicach – zarówno w Izraelu, jak i w Grecji – sok przeznaczony do fermentacji wyciskano przez deptanie winogron bosymi stopami. Winogrona deptano najczęściej w specjalnie przeznaczonych do tego basenach, z których wyciśnięty sok spływał kanalikami do przygotowanych wcześniej naczyń. Nietrudno sobie wyobrazić, że gdy ktoś wychodził z winnicy po kilku godzinach takiej pracy, wyglądał trochę jak Dexter po pracowitej nocy, co zresztą odnotował sam prorok Izajasz: „Dlaczego krwawa jest Twoja suknia i szaty Twe jak u tego, co wygniata winogrona w tłoczni?” (Iz 63,2).

Dodali żółci do mego pokarmu, poili mnie octem, gdy byłem spragniony. Wylej na nich swoje zagniewanie, żar Twego gniewu niechaj ich dosięgnie! Niech ich dom opustoszeje, by nie miał kto mieszkać w ich namiotach. Bo prześladują tego, którego uderzyłeś, i o tym, którego zraniłeś, rozpowiadają. Pozwól im mnożyć grzechy, by nie weszli do Twej sprawiedliwości. Niech będą wymazani z księgi żyjących, by nie byli zapisani razem z prawymi. (Ps 69,22–29)

Również do tego psalmu nawiązują opisy męki Pańskiej (Dodali żółci do mego pokarmu, poili mnie octem). W tym przekleństwie mamy serię dość śmiałych oksymoronów: uczta (symbol biesiady i pozytywnych relacji społecznych) to zasadzka; oczy (narząd wzroku) są zaćmione; dom (przestrzeń ludzkich relacji, metafora rodziny, licznego potomstwa) jest opustoszały. Wyliczanie kolejnych, coraz bardziej wymyślnych skojarzeń daje upust fantazji i emocjom autora, ale na poziomie poetyki hebrajskiej psalmista stawia w tej wyliczance bardzo interesujące pytanie o relacje między winą a karą – ono zdecydowanie wykracza poza poziom spontanicznych emocji.

Wina: … i o tym, którego zraniłeś, rozpowiadają (hebr. yĕ-sappērû)

Kara: Niech będą wymazani z księgi żyjących (hebr. mi-ssēper)…

Poeta łączy ideę winy (rozpowiadają) i kary (wymazanie z księgi żyjących) za pomocą gry słownej – obydwa terminy to dwie różne gramatyczne formy tego samego czasownika hebrajskiego: sāpar (opowiadać, pisać). Idea księgi życia, w której trzeba być zapisanym, by cieszyć się szczęściem wiecznym, ma swoje źródło najprawdopodobniej w zwyczajach administracji starożytnych społeczności: by móc mieszkać w danym mieście i cieszyć się prawami i przywilejami obywatelskimi, należało być wpisanym do księgi miejskiej, czyli do spisu obywateli danej społeczności. Tu jednak – dzięki grze słownej – autor natchniony stawia nam bardzo ciekawe pytania: Czy istnieje logiczna relacja między winą a karą? Jeśli tak, to jaka? Na ile w postępowaniu Boga względem grzesznika odzwierciedla się styl życia tego konkretnego człowieka? A może jest tak, że cierpienie, które postrzegamy jako karę Bożą, jest konsekwencją naszych działań, która ostatecznie dosięgnęła nas samych?

Tak zwane psalmy złorzeczące mają wspólny mianownik: są modlitwą, a zatem osoba modląca się zwraca się zawsze do Boga, a nie przeciw drugiemu człowiekowi. Przekleństwa i życzenia zemsty – także te najbardziej krwawe – nie są krzykiem protestu, który ma spotęgować emocje i być iskrą zapalną do działań w afekcie, ale skargą kierowaną do Stwórcy. Psalmista – owszem – bardzo otwarcie i bez ogródek wypowiada przed Bogiem to, co czuje w sercu: pretensje, nieopisany gniew, trawiące poczucie niesprawiedliwości, bezradność i niewysłuchanie, niekiedy pragnienie krwawej zemsty. Bóg jest niejako katalizatorem jego emocji. Dzięki dialogicznej strukturze psalmu człowiek czuje się wysłuchany, a w konsekwencji w sercu powoli zaczyna doświadczać pokoju. Ale to Bogu pozostawia kwestię wymierzania kary i sprawiedliwości. I tym samym w stu procentach postępuje zgodnie z biblijną zasadą miłości. Natomiast Bóg przyjmuje jego słowa, ale – w tym nasze szczęście! – w wymierzaniu kar kieruje się odmienną logiką niż ta ludzka. ¶

Zostało Ci jeszcze 0% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się