fot. Unsplash/Abdul Bakar

Rachunek z ojcostwa

Motto: „Nie będzie z nas żadnego pożytku, jeżeli nie będziemy świętymi. (…) Bez świętości nasze życie byłoby porażką”1.

Leszek Kołakowski stwierdza, że oświecenie, które określało się zasadniczo przez wrogość do chrześcijaństwa, „zniszczyło wiarę, a przez to usunęło podstawę naszego bezpieczeństwa moralnego, a rychło również bezpieczeństwa poznawczego; jedno i drugie podważone zostało przez racjonalizm sceptyczny”2. Tak zrodził się „bałwochwalczy, półgnostycki projekt wewnątrzświatowego samo-zbawienia człowieka”3 – stwierdza filozof, który zresztą sam poddał skutecznej krytyce marksistowski projekt takiej właśnie drogi samozbawienia. Projekt ten na całe dziesięciolecia zawładnął wyobraźnią nie tylko mas, lecz także wpływowych elit. Kołakowski jak prorok wieszczy tragizm oświeceniowego mitu: „Oświecenie, wynosząc człowieka do godności potencjalnie wszechmocnego stwórcy, zdegradowało go w rzeczywistości do poziomu zwierzęcego; odróżnienie dobra i zła zastąpiły kryteria utylitarne. Fundamentalne więzi, co podtrzymywały ludzką wspólnotę – rodzinę i religię – zostały wyszydzone i gwałtem rozerwane”4.

Dziewiętnastowieczne hasło „śmierci Boga” kwestionuje samą istotę człowieka oraz wszystkie odniesienia i więzi, które były u podstaw jego życia – rodzinne, małżeńskie, rodzicielskie. Ale co stało się z człowiekiem po „śmierci Boga”? – pyta kard. Godfried Danneels. „Czy od tamtego czasu, po tym długim okresie ateizmu (…) człowiek stał się szczęśliwszy i bardziej ludzki? Wręcz przeciwnie” – odpowiada. „Człowiek stracił swoją duszę, a świat stał się przerażająco zimny. Gdy odchodzi ojciec, dzieci ogarnia chłód. Gdy Bóg znika, ludzie szukają innych źródeł ciepła. Lecz gdzie je znaleźć? Ojca już nie ma i wszyscy jesteśmy sierotami”5. Słowa te możemy potraktować jako wytyczne, gdzie należałoby szukać zasadniczych przyczyn wielu zaburzeń emocjonalnych i psychicznych współczesnego człowieka.

Co może wytworzyć kultura, w której nie ma ojca

Szczególną oznaką osierocenia człowieka i jego alienacji jest destrukcja małżeństwa i rodziny, a wraz z nimi ojcostwa i macierzyństwa. Bez Boga jako Ojca człowiek przestaje rozumieć siebie i swoje powołanie do miłości i przekazywania życia. Tę właśnie destrukcję więzi małżeńskich i rodzinnych Jan Paweł II zarzucał twórcom współczesnej cywilizacji, którą w otwarty sposób, nie zważając na ich ironię i szyderstwa, określał jako „cywilizację śmierci”: „Kobieta bywa przedmiotem dla mężczyzny. Dzieci stają się przeszkodą dla rodziców. Rodzina staje się instytucją ograniczającą wolność swoich członków”6. Cywilizację, która w taki właśnie sposób traktuje ludzką miłość, Jan Paweł II nazywa „cywilizacją rzeczy, a nie osób”7.

„Co może wytworzyć kultura, w której nie ma ojca?” – pyta Joseph M. Verlinde. „Ta kultura produkuje dzieci, które nie wiedzą, kim są”8. Gdy odrzuci się Boga Stwórcę, do którego – jak sięga ludzka pamięć – odwoływały się wszystkie religie i cywilizacje, wówczas najbardziej oczywiste zasady współżycia, które ludzkość odkrywała i rozwijała, stają się balastem. I nagle to, co było uznawane za źródło ładu i szczęścia, zostaje ogłoszone jako przyczyna zniewolenia i wszelkiego nieszczęścia. Ale – jak pokazuje historia – wszystko, co człowiek robi wbrew Bogu i Jego prawom, obraca się przeciwko niemu, także wówczas, gdy – jak mu się zdaje – szuka w tym większego szczęścia.

Człowiek nie ma władzy nad swym życiem i nie ma zdolności wyznaczania dla siebie

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się