Cudu nie będzie
fot. tommy van kessel / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Pierwszy List do Koryntian

0 opinie
Wyczyść

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości, Swietłana Aleksijewicz, Wydawnictwo Czarne, 2012

26 kwietnia 1986 roku doszło do wybuchu jednego z reaktorów elektrowni atomowej w Czarnobylu. Skutki tej katastrofy odczuwalne są do dziś. Choć znane są bezpośrednie przyczyny wybuchu, zdarzenie nadal nie jest w pełni zrozumiałe dla tych, którzy ucierpieli w nim najbardziej.

W wielkiej utopii

Swietłana Aleksijewicz jest białoruską pisarką piszącą po rosyjsku. Urodziła się w Rosji, wychowała na Białorusi, obecnie krytykuje reżim Łukaszenki z zagranicy. Dorastała między wspomnieniami o drugiej wojnie światowej i w cieniu zimnej wojny. Nie była zainteresowana bohaterskimi czynami żołnierzy, ale wojną widzianą oczami tych, którzy zostali w domach: kobiet, dzieci, osób starszych. Jej pierwsza książka: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, ukończona w 1983 roku, odsłania rzeczywistą sytuację radzieckich kobiet w czasie, gdy mężczyźni walczyli za ojczyznę. Książka została uznana za szkodliwą, bo strącała z piedestału wizerunek heroicznej sowieckiej kobiety. Ukazała się dopiero w 1985 roku, wraz z początkiem pierestrojki.

Aleksijewicz dalej pisała historię zwykłego człowieka w ZSRR – „małych ludzi wielkiej utopii”. Jak wspomina w rozmowie z Leszkiem Wołosiukiem, „Pierestrojka zerwała z mitem pionierów i bohaterów, którzy ulegali wielkim porywom i zabijali w imię idei. Kobiety pokazały bezwzględność wojny, a dzieci jej bezmyślność”. W Ołowianych żołnierzykach odkryła inne oblicze misji rosyjskiej w Afganistanie w latach 1979–1989, Ostatni świadkowie – sto opowiadań niedziecięcych – to zapis wojny widzianej oczami dzieci, w Urzeczonych śmiercią opowiada o samobójstwach Rosjan, którzy po upadku Związku Radzieckiego nie mogli się odnaleźć w nowym systemie.

Czarnobyl zwykłych ludzi

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości ukazała się w Polsce w maju tego roku. Swietłana Aleksijewicz oddaje w niej głos zwykłym ludziom. Jest to zapis wspomnień likwidatorów skutków wybuchu dotkniętych chorobą popromienną, żon i matek ochotników, samosiołów, czyli nielegalnych mieszkańców zony, byłych pracowników elektrowni, rosyjskich uchodźców z Zakaukazia, dla których tereny wokół Czarnobyla są nową ziemią obiecaną, naukowców oraz polityków.

Aleksijewicz zbierała opowieści blisko dwadzieścia lat. Szczegółowe relacje, opowiedziane prostym, nieliterackim, emocjonalnym językiem, są wstrząsające. Autorka nie goni za sensacją, interesuje ją „życie zwykłego dnia zwykłych ludzi. (…) Czarnobyl nie jest dla nich metaforą ani symbolem, jest ich domem”.

Formę opowieści – zbiór ludzkich głosów – zaczerpnęła od Alesia Adamowicza, szefa Związku Literatów Białorusi. Sama mówi o tym tak: „Szukałam rodzaju literackiego, który pozwoli mi możliwie najbardziej się zbliżyć do tego, jak widzę i słyszę świat. Wybrałam gatunek dokładnych ludzkich głosów i wyznań. Dziś, kiedy człowiek i jego świat stały się tak niejednorodne (…) dokumentalny dowód jego historii prowadzi nas bliżej rzeczywistości”.

Z łopatą na atom

Głównym bohaterem książki Aleksijewicz jest radziecki człowiek w różnych wcieleniach. Homo sovieticus opisany w 1982 roku przez Aleksandra Zinowiewa występuje w dwóch odmianach. Pierwsza to wzorcowy bohater ZSRR, przodownik pracy. Druga to przyzwyczajona do marnego życia jednostka, gotowa na przeszkody stawiane jej przez los, pokorna wobec wszelkich decyzji władzy. Zinowiew ostro krytykował radzieckiego człowieka, Aleksijewicz jest dla niego bardziej wyrozumiała. Kładzie nacisk na to, że jednostka w Rosji zawsze była mało ważna i posłuszna władzy. Hienadź Hruszawy, prezes białoruskiej Fundacji „Dzieciom Czarnobyla”, tłumaczy: „W naszej kulturze myślenie o sobie jest przejawem egoizmu. Słabością ducha. Zawsze znajdzie się coś większego od nas. Od naszego życia”.

Człowiek radziecki u Aleksijewicz sam brał udział w walkach na froncie albo dorastał w cieniu możliwego konfliktu zbrojnego. Bał się wojny i wiedział, że jest ona złem, ale miał też świadomość, że w systemie sowieckim daje człowiekowi wolność. Kreuje bohaterów. Jeden z żołnierzy zauważa, że na polu bitwy „Rosjanin pokazuje, jaki jest wielki! Wyjątkowy! Nigdy nie będziemy Holendrami ani Niemcami. I nie będzie u nas porządnego asfaltu ani zadbanych chodników. Ale bohaterowie zawsze się znajdą”. Sytuacje zagrożenia, z którymi miał do czynienia radziecki człowiek, związane są głównie z wojną. Gdy po awarii reaktora jądrowego pojawiło się nowe zagrożenie, postępował według wyuczonych schematów. Wytoczył atomowi wojnę.

Do walki z promieniowaniem zmobilizowano setki tysięcy ludzi. Dostali łopaty, dużo wódki, która rzekomo miała ich chronić przed promieniowaniem, i obietnicę finansowej premii. O zagrożeniu nie mówiono ani słowa. Nie dano im też żadnych kombinezonów czy masek ochronnych. Tak wyposażeni ruszyli do usuwania skutków awarii. Dzielnych bohaterów wysyłano tam, gdzie z powodu wysokiego promieniowania psuły się maszyny. „Młodzi chłopcy… Też teraz umierają, ale mają świadomość, że gdyby nie oni… To jeszcze są ludzie szczególnej kultury. Kultury ofiarności”. Ofiara, którą złożyli, miała nadać sens ich życiu.

Z Czarnobylskiej modlitwy wyłania się atmosfera chaosu, paniki i powszechnej niewiedzy. Rolnicy nie rozumieją, że zjedzenie ładnie wyglądającego ziemniaka może grozić śmiercią, że natura, która ich do tej pory karmiła, może zabić. Ówczesne władze reagowały z opóźnieniem. Gazety krzyczały: „Musimy zwyciężyć!”. Szeptem dodawały o pierwszych śmiertelnych ofiarach, rozgrabionych i wysiedlanych wsiach. Jak pisze Aleksijewicz, „Na ziemi czarnobylskiej szkoda człowieka. Ale jeszcze bardziej szkoda zwierzęcia. (…) co zostawało w martwej strefie po tym, jak uciekli z niej ludzie. Stare cmentarze i cmentarzyska zwierząt. Człowiek ratował tylko siebie, wszystkich innych zdradził”.

Wycieczka

Kompozycja książki przypomina schemat greckiej tragedii. Otwiera ją prolog, w którym Aleksijewicz przywołuje garść faktów, tu jest miejsce na rzeczowe wyjaśnienia i informacje. Parodos ma formę monologu, jest nim wyznanie Ludmiły Ingatienko, żony jednego z pierwszych ratowników – strażaka, który, w wyniku choroby popromiennej zmarł 14 dni po akcji. Trzy rozdziały w formie serii monologów to trzy epeisodiony, którym zostają przeciwstawione chóry – stasimony. Eksodos jest monologiem Walentiny Timofiejewny Apanasiewicz, żony likwidatora, który żyje i walczy o zdrowie. Całość kończy epilog – ogłoszenie o wycieczkach do zamkniętej czarnobylskiej zony.

Jest tragiczna ironia – w wyniku błędów popełnionych zaraz po katastrofie niezależnie od dalszych działań mieszkańcy mają świadomość końca. Z radioaktywnego Olimpu nie spoglądają jednak na nich roześmiane twarze greckich bogów, bogowie opiekujący się posowieckim narodem są męczennikami. Jest patos – służba ojczyźnie i bohaterstwo. Jest katharsis – wyrażenie swoich przeżyć umożliwia świadkom katastrofy wewnętrzne oczyszczenie. Prosty, emocjonalny język połączony z przerażającą treścią wstrząsa czytelnikiem. Komu nie wystarczą słowa, może pojechać do zony na sugerowaną w epilogu wycieczkę śladami katastrofy.

Modlitwa o cud

Potężny teren wokół nieczynnej obecnie elektrowni atomowej to wydzielona strefa, do której można wejść po okazaniu przepustki. Walące się już budynki wypełnia cisza. Nie jest tak straszliwa, jak można by się spodziewać. Pozostawiony bez opieki człowieka teren porosła bujna roślinność, upodobały go sobie zwierzęta, zasiedliły go ich rzadkie gatunki. W środku ziejącego pustką miasta Prypeć można spotkać skrzyżowane z wilkami psy czy leśne lisy. Sielanka? Zona, z której wysiedlono ludzi, nie nadaje się do ponownego zamieszkania, ale przyciąga rzesze turystów z całego świata, poszukujących dreszczyka emocji.

Co zostanie po Czarnobylu? Zona, oddychający śmiercią sarkofag nad reaktorem numer cztery, Pomnik Likwidatorów z tablicą dla „tych, którzy ocalili świat”, odpersonalizowane raporty naukowe, garść archiwalnych zdjęć, zapis relacji ofiar. Książka białoruskiej autorki nosi podtytuł: „kronika przyszłości”. „Zbierając wypowiedzi »czarnobylców« nieraz miałam odczucie, że zapisuję przyszłość” – tłumaczy pisarka. Awaria elektrowni uderzyła mocno w świadomość „czarnobylskiego narodu”. Nie wszyscy ludzie wypowiadający się w książce rozumieją, czym jest promieniowanie. Jego następstw nie da się w pełni przewidzieć. Poczucie krzywdy i strach przed bolesną śmiercią, która może zaatakować z ukrycia, paraliżują.

Natalia Arseniewna Rosłowa, przewodnicząca mohylewskiego komitetu kobiet „Dzieci Czarnobyla”, w czarnych barwach widzi przyszłość przesiedleńców. Dyktatura strachu w systemie sowieckim nie nauczyła ich walki o swoje. Przesiedleńcy są kompletnie zagubieni, „siedzą na ziemi i czekają, aż przyleci samolot, aż przyjedzie autobus i przywiezie pomoc humanitarną (…), czekają na cud… Chodzą do cerkwi. Wie Pani, o co proszą Boga? O to właśnie – o cud… Nie, nie o zdrowie i siły, żeby mogli sami coś zdobyć. Przywykli do proszenia, więc proszą… czy to zagranicę czy niebo” – mówi Rosłowa.

Człowiek radziecki dotknięty katastrofą stał się człowiekiem czarnobylskim. Do tej pory za niepowodzenia winił opresyjny system, teraz – awarię elektrowni. Pierestrojka nic nie zmieniła w jego życiu. Napiętnowany promieniowaniem jest wykluczony z normalnego społeczeństwa. Historyk Aleksandr Riewalski twierdzi, że człowiek w Rosji „zawsze chce w coś wierzyć, w kolej, w żabę (jak Bazarow u Turgieniewa), w Bizancjum, w atom…”. Po lekturze książki Aleksijewicz mam wrażenie, że człowiek czarnobylski nie wierzy już w nic. Ciąży nad nim fatum cierpienia. Rany po napromieniowaniu, również te psychiczne, goją się niezwykle długo. Bohaterowie Czarnobylskiej modlitwy, opowiadając o tym, co się wydarzyło, na nowo je rozdrapują. Czarnobylska modlitwa jest u Aleksijewicz modlitwą o cud. Nadziei jednak w niej nie ma.

Cudu nie będzie
Aleksandra Glinka

urodzona w 1984 r. – ukończyła kulturoznawstwo na UAM, współpracuje z redakcją poznańskiego „IKS” i portalem kulturapoznan.pl. Mieszka w Pozn...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze