Więź jest rezultatem uczuć
fot. foodism360 / UNSPLASH.COM

Jeżeli ktoś mi mówi, że ma zły związek, bo miał złą rodzinę, to ja odpowiadam: W takim razie idź i naucz się budować związek, a rodzinę zostaw już w spokoju.

Anna Sosnowska: Często spotyka pani dorosłych, którzy nie lubią swoich rodziców?

Ewa Woydyłło-Osiatyńska: Bardzo często. Ale niech pani weźmie poprawkę na to, że do mnie przychodzą ludzie, którzy borykają się z problemami i szukają pomocy. Dlatego najczęściej słyszę skargi na rodziców związane z tym, że ci nie respektują życzeń swoich dzieci dotyczących wychowania wnuków. Ostatnio jeden z pacjentów opowiedział mi o konflikcie na osi żona – matka, konflikcie, w którym kobiety poszły na noże, bo w którymś momencie synowa powiedziała, że babcia nie ma wstępu do ich domu.

Jak pani zareagowała?

Zapytałam: Co sobie ta młoda pani myśli? Prawdopodobnie jest po prostu bardzo źle wychowana, bo złe wychowanie odgrywa istotną rolę w konfliktach. Kiedy powiedziałam pacjentowi, że jego żonie brakuje tolerancji i umiejętności spokojnego, grzecznego odnoszenia się do innych – i stąd to zwarcie, usłyszałam od niego: U nas jest inaczej. Moja matka to osoba tak toksyczna, że już jedno moje małżeństwo rozbiła. Być może oni są jakimś przypadkiem ekstra.

My, dorosłe dzieci, lubimy zwalać winę za niepowodzenia w życiu właśnie na rodziców. A przecież nie jesteśmy zdeterminowani naszym domem, tylko, co najwyżej, jakoś nim naznaczeni.

Oczywiście, a do tego dzisiaj w ogóle bardzo się zmieniły stosunki między ludźmi. Już nie jesteśmy sobie tak potrzebni jak kiedyś. Ileś lat temu małżeństwo nie mogło się rozejść, bo kto by mężczyźnie wyprał koszulę albo kto by dał kobiecie pieniądze na życie? A dzisiaj ona pracuje na kierowniczym stanowisku, a jemu koszule pierze pralnia. Tymczasem trwałość rodziny – także ta międzypokoleniowa – ściśle się wiąże z tym, jak bardzo jesteśmy sobie potrzebni i do czego. Obecnie już nie do spraw bytowych. I tu dochodzimy do punktu, który stanowi dla nas wielkie wyzwanie. Bo jeśli nie potrzebujemy siebie w wymiarze materialnym, to w jakim?

Odpowiedź wydaje się prosta: w wymiarze duchowym.

Ale to wcale nie musi być takie oczywiste. Bo może się okazać, że pani ma wokół siebie wiele koleżanek dużo ciekawszych od własnej mamy. Poza tym pani gust też jest pewnie inny niż jej. Więc co ma wspólnego wykształcona, młoda kobieta z niejednokrotnie zmęczoną życiem, często zgorzkniałą – z powodu charakteru, nawyku czy wiek

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się