Przecież nic się nie stało
fot. fotis fotopoulos / UNSPLASH.COM

Przecież nic się nie stało

Gdybyśmy uczucia dziecka traktowali z należytą powagą, byłoby nam łatwiej współpracować z dziećmi, znaleźć sposób, by to, co mówimy, trafiało do nich i odnosiło skutek.

Czwarte przykazanie jest zarazem pierwszym, które nie dotyczy bezpośrednio Stwórcy. Chcę wierzyć, że jest to wyraz docenienia niewdzięcznej roli rodzica. Jako ci „pierwsi po Panu Bogu” życzylibyśmy sobie jednak większego poważania ze strony naszych dzieci. O ileż prostsze byłoby życie, gdyby szacunek i wdzięczność względem rodziców były wrodzone, oczywiste i nieodzowne.

Tymczasem dzieci bywają niewierne i niewdzięczne. Nie doceniają naszych wysiłków, protestują, gdy dbamy o ich zdrowy odpoczynek (i egzekwujemy zakończenie zabawy, wyłączenie komputera, powrót z imprezy o rozsądnej porze), dietę (dziecko wolałoby frytki i czekoladę) czy stan zdrowia (nie chce założyć czapki, bo to przecież obciach). Małe oczekują poświęcenia im czasu i uwagi w ilościach urągających zdrowemu rozsądkowi. Starsze oczekują przywilejów i swobód, sprytnie migając się od obowiązków i powinności. Niezależnie od wieku narzekają, że inni mają więcej i lepiej, że Wojtkowi mama pozwala, a Gosi tato kupuje.

Owszem, czasem powiedzą „proszę”. Czasem powiedzą „dziękuję”. Czasem powiedzą „jesteś najlepszym tatą na świecie”. Ale zwykle nam tego nie mówią.

Gdy więc słyszymy o należnych dzieciom prawach, gdy w mediach atakują nas odmieniany przez wszystkie przypadki Janusz Korczak pospołu z wszechobecnym rzecznikiem praw dziecka – raczej niewiele w nas entuzjazmu. Temat szacunku dla dziecka i jego praw traktujemy nieufnie, z niewypowiedzianym wprost zastrzeżeniem, że owszem, dziecku należy się jakiś (jakiś!) szacunek, ale może jednak niech ono najpierw: będzie cicho, będzie grzeczne, będzie posłuszne, będzie wdzięczne za to, co otrzymuje itd. No i nie zapominajmy, że prawa prawami, ale dziecko ma też jednak (przede wszystkim!) obowiązki!

Flejtuch, mazgaj i gapa

Jeszcze jako studentka prowadziłam w szkołach zajęcia o prawach dziecka. Gdy nauczyciele przedstawiali mnie uczniom, mówili: „Przyszła dziś do was pani, która opowie wam o waszych prawach…”. A następnie niemal zawsze dodawali: …i obowiązkach, mimo że jako żywo w przedłożonym im zawczasu scenariuszu zajęć słowo „obowiązki” nie padało. Nie miałam wówczas odwagi tego otwarcie skorygować, ale w charakterze komentarza wyobrazi

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się