Wielki jałmużnik umarłych
fot. c d x / UNSPLASH.COM

Wielki jałmużnik umarłych

Do pokoju Czapskiego prowadzi osobna droga. Wizytę należy zacząć od pożegnania z domownikami Maisons-Laffitte. Uścisnąć dłoń Jerzemu Giedroyciowi, podziękować za obiad Zofii i Zygmuntowi Hertzom. Wyjść głównymi drzwiami, najlepiej głośno i jednoznacznie. Następnie przejść szybko i cicho na tyły budynku, gdzie znajduje się drugie wejście, i skradając się na palcach, wejść na piętro do pokoju Józefa Czapskiego. Wyobrażam sobie, że to musiał być widok pełen sprzeczności: on ponaddwumetrowy, a pokój to jedynie dwadzieścia dwa metry kwadratowe. Na tej niewielkiej przestrzeni Czapski rozłożył całe swoje powojenne życie: Katyń, sztalugi, wielotomowy dziennik, miłość. W łóżku leży więc z podkulonymi nogami.

Eric Karpeles znalazł swoją własną drogę do Józefa Czapskiego. Wszedł tylnymi schodami naszych wyobrażeń o nim i przedstawił go inaczej, niż się do tego przyzwyczailiśmy. Inaczej oznacza w tym wypadku książkę dystyngowaną, opowiadającą o człowieku pełnym emocji. A uczucia te udzielają się nie tylko autorowi, ale także czytelnikowi. Amerykański malarz nigdy o Czapskim nie słyszał, ale gdy zobaczył jego obrazy, postanowił zgłębić życie nieznanego mu artysty. Prawie nic jest pod tym względem książką szczególną. Nie powstała na zamówienie, lecz z czystego zauroczenia jednego twórcy drugim. Karpeles odkrywa Czapskiego zarówno dla siebie samego, jak i dla czytelnika. Autor widzi go przede wszystkim jako malarza, co dla nas w Polsce nie jest oczywiste. Przywykliśmy patrzeć na bohatera Prawie nic jak na tego, który świadczył o zbrodni katyńskiej. Na nieludzkiej ziemi i Wspomnienia starobielskie były dla nas ważniejsze niż twórczość malarska. Dawniej, kilkanaście lat temu, było to całkowicie zrozumiałe, choć dla samego Czapskiego takie szufladkowanie jest niesprawiedliwe. Bo przed i po Katyniu Czapski żył, malował i pisał. Wciąż czekają na nas jego listy, zaś dziennik intelektualny wydany jako Wyrwane strony jest jedynie niewielkim fragmentem wielotomowego diariusza. Karpeles widzi Czapskiego poprzez jego obrazy, a szkicując jego portret, jednocześnie – jak na malarza przystało – na dalekim drugim planie umieszcza siebie samego. Prawie nic jest zatem także dziennikiem podróży Karpelesa po skomplikowanej historii Polski i jej zupełnie współczesnych autostradach, muzeach, naprzemiennej nieufności i życzliwości, ale także odkrywaniem własnych historii rodzinnych. Malarz pisze o malarzu, dziecko nowego wieku pisze o świadku minionego.

Miłość

Czapski zawsze zwracał na siebie uwagę. Gdziekolw

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się