Tacy, jak Bóg chciał
fot. chamika dharmasena / UNSPLASH.COM

Tacy, jak Bóg chciał

Osoby z niepełnosprawnością wyrywają nas z nadaktywizmu i pokazują, że miarą doskonałości człowieka nie jest jego użyteczność, sprawność, zatrudnialność. Człowiek jest wartościowy również bez tego wszystkiego.

Jak przyjąć niepełnosprawne dziecko? Takich tekstów nie pisze się łatwo. Za takim pytaniem stoi często cierpienie, niezrozumienie, czasem bunt. Dotyka ono żywej tkanki życia jak mało które. Na takie pytanie nie można udzielić elokwentnej odpowiedzi, schować się za słowem. Nie sprawdza się tanie pocieszanie ani wysoka teologia. Chciałoby się uchylić od odpowiedzi, a jednak nie można milczeć.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy myślę o narodzinach i przyjęciu niepełnosprawnego dziecka, to prawda odnosząca się do każdego macierzyństwa i ojcostwa: moje dziecko nie jest do końca moje. Prawda ta objawia się szczególnie wyraziście wtedy, kiedy w rodzinie pojawia się dziecko niepełnosprawne, dziecko, które często na zawsze pozostanie całkowicie zależne od nas lub innych ludzi. Rodziców paraliżuje strach na samą myśl o jego bezbronności, wybiegają w przyszłość, martwiąc się o to, jaki będzie jego los, gdy ich zabraknie. „Nie troszczcie się zbytnio” (Mt 6,24), Bóg wie. Wasze dziecko, zanim należy do was, należy do Niego, jest Jego ukochanym dzieckiem, to On jest jego Ojcem i Matką, powołał je do istnienia i jest najbardziej ze wszystkich odpowiedzialny za jego życie. Nikt z nas, czy jest rodzicem dziecka pełnosprawnego, czy niepełnosprawnego, nie ma gwarancji, że dożyje momentu jego – takiej czy innej – samodzielności, nikt z nas go nie zabezpieczy przed złem i zranieniem, nie zapewni mu szczęśliwej przyszłości. Jedyne, co możemy zrobić, to być dla niego najlepszymi rodzicami tu i teraz, przekonać je o naszej miłości i miłości Boga do niego. Tylko tyle i aż tyle.

Dziecko niepełnosprawne może się okazać dla nas dzieckiem nie takim, jakie sobie wymarzyliśmy. Nie dotyczy to oczywiście jedynie rodziców niepełnosprawnych dzieci. Często – zupełnie nieświadomie – nosimy w sobie brak akceptacji również naszych zdrowych dzieci: one także nie zawsze są takie, jakie sobie wymarzyliśmy, choć oczywiście skala problemu jest nieporównywalna. W każdej sytuacji musimy sobie jednak uświadamiać, że to nie dziecko jest dla mnie, ale raczej ja dla niego. Żadne dziecko nie jest lokatą na starość, zabezpieczeniem przed samotnością, realizatorem naszych ambicji, kimś, kim możemy się pochwalić, kimś, w kim powinniśmy pokładać nasze nadzieje. Również za nas ostatecznie odpowiedzialny jest Bóg, w Nim jest cała nasza nadzieja. Także my żyjemy

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się