Lekarstwo nad lekarstwami
fot. priscilla du preez / UNSPLASH.COM

Lekarstwo nad lekarstwami

Pan Bóg stworzył niepełnosprawnych na swój obraz i podobieństwo. Co z tego, że nie nauczą się mówić, pisać i czytać? Są mistrzami w budowaniu relacji. Właśnie mija 25 lat istnienia niezwykłego duszpasterstwa.

Przed klasztor dominikanów w Krakowie podjeżdża bus, który przywozi podopiecznych Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Łanowej. Kierowca parkuje, jakby kołował samolotem. Chce, żeby pasażerowie mieli jak najbliżej do wejścia.

Cisza. Nic się nie dzieje. Gromada ludzi w samochodzie zastygła w bezruchu. Po chwili szyby pokrywa para wodna. Rozbiegane oczy młodego chłopaka wyglądają niepokojąco. Już chcę pytać furtiana, dlaczego ci ludzie nie wysiadają, a tu nagle, jakby spod ziemi, wyrastają studenci. Otwierają się drzwi „renówki”. Ze środka wypada niski mężczyzna po trzydziestce. Krzyczy z radości. Rzuca się na młodą dziewczynę. Ona przytula go z czułością. Podskakują razem kilka razy, jakby bawili się na trampolinie. Ktoś otwiera nieużywane skrzydło drzwi do klasztoru, żeby zmieściły się wózki inwalidzkie.

Ostrzegano mnie przez telefon, że nie będą się komunikować. Widzę ludzi w kontakcie. Specyficznym, ale jednak.

– Grzesiu nie lubi soku – mówi mężczyzna prowadzony przez dwie studentki. – Grzesiu nie lubi soku. Grzesiu nie lubi soku.

Pan Grzegorz każde „Grzesiu nie lubi soku” wypowiada tak, jakby robił to pierwszy raz w życiu. Dla pana Grzegorza to bardzo ważna wiadomość.

Szybkim krokiem idzie w moim kierunku głuchoniemy chłopak. Za chwilę zostaniemy sobie przedstawieni i dowiem się, że to Adaś. Na razie muszę nad sobą panować, żeby nie zrobić kroku w tył. To byłoby niegrzeczne. Jestem tu gościem. Adam leci wprost na mnie. W ostatniej chwili mija mnie jak TIR na przeciwległym pasie. Jest wysokim, przystojnym mężczyzną, który potrafi przestraszyć. Jego twarz bywa mokra od śliny.

– Całuje, ale jeśli kogoś lubi, to wyciera mokrego całusa rękawem – tłumaczy opiekunka Adasia.

Mija mnie kilku pogodnych podopiecznych Łanowej z zespołem Downa. Idą z nimi ładne studentki prestiżowych kierunków na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ania, z zawodu marketingowiec, długo szukała ciekawego wolontariatu. Bo wolontariuszami są nie tylko studenci.

– Nasi przyjaciele nie zrobią postępów w pisaniu, mówieniu i rysowaniu – mówi Ania. – Jedyne, nad czym możemy pracować, to relacja. Zastanawiam się, kto tu komu służy. Oni służą energią, której nam – teoretycznie zdrowym – brakuje.

Łanowa to transakcja wiązana. Ktoś czuł się samotny, komuś nie poszło na studiach, jeszcze ktoś inny nie mógł się dogadać z rodzicami. Tutaj opiekuje się ludźmi, którzy akceptują na sto procent i przywracają nadzieję.

25 lat temu

Obrazy z Domu Pomocy Społecznej przy Łanowej w pamięci Anny Paruch nie są kolorowe. Są to obrazy z 1993 roku, gdy Jean Vanier przyjechał do Polski mówić o godności osoby niepełnosprawnej.

– Z grupą studentów przyszliśmy do DPS-u, żeby pracownicy i opiekunowie mogli się spotkać z założycielem wspólnoty L’Arche – wspomina Ania. – Pamiętam potworny smród fekaliów. Jak mogli pachnieć mężczyźni z pięcioma pieluchami z tetry? Pozrywane płytki PCW. Krzyk.

Anka dostrzegła małego chłopca z powyginanymi nogami. Po

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się

Lekarstwo nad lekarstwami
Piotr Świątkowski

urodzony w 1980 r. – autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, dziennikarz Polskiego Radia w Poznaniu, współpracownik dominikańskiego miesięcznika „W drodze”, autor reportaży historycznych. W 2017 roku w Dom...