Maryjny, czyli jaki?
fot. quinten de graaf / UNSPLASH.COM

Maryjny, czyli jaki?

Uczeń Jezusa nie może nie wziąć Matki Pana do siebie, bo znaczyłoby to tyle, że nie jest Jego uczniem i że słowo nie odnosi się do niego. Kto nie słyszy: „Oto matka twoja”, nie słyszy również, że umiłowany to właśnie on.

Niektórym katolikom pobożność maryjna może się wydawać sprawą niszową, związaną z jakimiś szczególnymi upodobaniami czy temperamentem. Kojarzy się ona od razu z pewnymi praktykami, takimi jak różaniec, nabożeństwa majowe czy pielgrzymki na Jasną Górę. Przyznajmy, że wszystko to może być owocne, ale z drugiej strony nie jest to centrum życia chrześcijańskiego i nie każdy chrześcijanin musi się w tych praktykach odnajdywać. Tym niemniej warto sobie uświadomić, że w gruncie rzeczy każda duchowość chrześcijańska musi być i jest maryjna. Aby to zrozumieć, zacznijmy od wyjaśnienia pojęć.

Łyk filologii

Polskie słowo „pobożność” zawęziło się współcześnie do zewnętrznej sfery modlitewnej. Dziś człowiek pobożny to ktoś, kto się dużo modli. Tymczasem podstawową definicję pobożności znajdziemy w Pierwszym Liście do Tymoteusza. Święty Paweł używa tam greckiego słowa eusebeia, co można zdefiniować jako cnotę, dzięki której wszystkie ludzkie gesty i relacje są poddane bojaźni Bożej. W tym sensie pobożny jest ten, kto wszystko robi po Bożemu, mając na względzie Boga. Może to dotyczyć tradycji religijnych, szacunku do starszych, ale w równym stopniu norm społecznych (1 Tm 6,2–3). Tak rozumiana pobożność nie jest świętoszkowatością, ale dzia

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się