Psalm (I)

Psalm (I)

Greckie psallo znaczy śpiewać. Psalm więc to pieśń, to śpiew: radości, wdzięczności, miłości, czułości, proroctwa, żalu, bólu, błagania, lamentu, pokuty czy żałoby. Księga Psalmów w Starym Testamencie liczy 150 utworów. Tradycja przypisuje ich autorstwo głównie Dawidowi, także Salomonowi i Jeremiaszowi. Ale – jak pisze o. Jan Andrzej Kłoczowski – psalmy „są anonimowe i dlatego tak bardzo osobiste, tak bardzo trafiają w serce każdego, wypowiadają bowiem w prostych słowach najgłębsze przeżycia, przemyślenia, wewnętrzną walkę”. Anonimowe jak każda sztuka „pierwszego rzędu” (Simone Weil: „Nauka, sztuka, literatura, filozofia, będące tylko formami rozkwitu osobowości, stanowią dziedzinę, gdzie dokonują się osiągnięcia wspaniałe i sławne, które zapewniają nazwiskom życie przez tysiące lat. Ale ponad tą dziedziną, wysoko ponad nią, oddzielona bezmiarem jest inna dziedzina, w której mieszczą się rzeczy pierwszego rzędu. I te są już ze swej istoty czymś bezimiennym”).

Igor Strawiński podpisał swoją Symfonię psalmów (1930) słowami „ku chwale Boga”. Wykorzystał w niej łacińskie fragmenty trzech psalmów – mówiące o miłosierdziu (Ps 39,13–14), wyznające ufność i nadzieję (Ps 40,2–4), składające hołd i uwielbienie (Ps 150).

Strawiński był ochrzczony w rycie prawosławnym. Jeszcze jako młody chłopiec uczęszczał do kościoła, czytał Biblię, ale już przed ukończeniem gimnazjum stracił zainteresowanie wiarą. Zwrot ku Bogu nastąpił gdzieś w połowie lat dwudziestych, kiedy miał koło czterdziestki.

Wśród źródeł nawrócenia wymienia się cudowne uzdrowienie, spotkanie z prawosławnym ojcem Mikołajem Podossenowem, pisma Jacques’a Maritaina czy poznanie żywotu św. Franciszka z Asyżu. W kwietniu 1926 roku Strawiński pisał do swojego przyjaciela, choreografa Siergieja Diagilewa, że powrócił do praktyk religijnych z „silnej duchowej potrzeby”.

Music in the Twentieth Century (1966) Williama W. Austina czytamy jeszcze, że wiele utworów Strawińskiego „odpowiada jednemu zadaniu: głosić ewangelię. Wszystkie żądają od nas, abyśmy żałowali (…) i nawrócili się, by pełnić wolę Boga”.

Tradycja przekazuje, że psalmy wykonuje się przy wtórze instrumentu strunowego, psalterionu. U Strawińskiego słychać smyczki, ale tylko niskie – wiolonczele i kontrabasy. Poza tym jeszcze chór, dwa fortepiany, harfę, kotły, bęben i dużą grupę dętych (flety, oboje, klarnety, fagoty, rogi, trąbki, puzony, tuba).

„Chciałem, aby ta symfonia była utworem o wielkich rozwinięciach kontrapunktycznych” – pisał kompozytor w swoich Kronikach. Przejrzystość tej muzyki olśniewa. Podobnie jak jej czysta ekspresja, siła wyznania, polifonia tonów, harmonii, barw i kształtów. „Muzyka – notował o Symfonii psalmów biograf Strawińskiego, Roman Vlad – zanim przybierze w finale ton hymnicznej odświętności, staje się dramatyczną inwokacją, żarliwą modlitwą, bolesnym pytaniem”.

Pierwszy psalm („Usłysz, o Panie, moją modlitwę / i wysłuchaj mego wołania; / na moje łzy nie bądź nieczuły (…) / Odwróć oczy ode mnie, niech doznam radości, / zanim odejdę i mnie nie będzie”) Strawiński rozpoczyna instrumentalnie – od perkusyjnego uderzenia wprowadzanego naprzemiennie z krętym wielogłosem dętych. Wreszcie padają pierwsze słowa chóru: Exaudi… Hominem… Narastająco, niepokojąco, intensywnie.

Pierwszy psalm jest jak preludium (tak zresztą początkowo ta część została nazwana). Jak wprowadzenie w cudowną dźwiękową przestrzeń pełną odniesień do czasów dawnych (renesansowa wielogłosowość, polifonia baroku, Bach!), zanurzoną w to, co wtedy współczesne (rytm, neoklasyczna harmonia).

Drugi psalm („Złożyłem w Panu całą nadzieję; / On schylił się nade mną / i wysłuchał mego wołania. / Wydobył mnie z dołu zagłady / i z kałuży błota (…) / I włożył w moje usta śpiew nowy, / pieśń dla naszego Boga (…)”) znów zaczynają instrumenty. Pojedynczo, polifonicznie (kunsztowna podwójna fuga). Pierwszy temat „śpiewają” oboje i flety – uwodzicielsko, rozkosznie, zawiązująco. Drugi temat pojawia się w sopranach (i kolejnych głosach), kontrapunktowany grą wiolonczel i kontrabasów. Wszystko ścisłe, przylegające, ale jak pięknie rozłożone w przestrzeni; harmonijne, bogate, bachowskie, ale i surowe, bezsenne, dzisiejsze. Wątpiące.

Wreszcie ostatni psalm, pochwalny krzyk („Alleluja. / Chwalcie Boga (…) / Chwalcie Go (…) / Chwalcie Go (…) / Wszystko, co żyje, niech chwali Pana! / Alleluja”), który u Strawińskiego rozpoczyna się w ciszy, wolno, w zawieszeniu.

„Bóg – mówił Strawiński w słynnych Rozmowach z Craftem swojemu asystentowi, dyrygentowi Robertowi Craftowi – nie musi być chwalony szybką i głośną muzyką nawet wówczas, gdy w tekście pojawia się słowo »głośno« (…). Finałowy hymn chwały ma sugerować śpiew niebiański, po fragmencie dynamicznoruchliwym następuje »pokój uwielbienia«. (…) zwracałem przede wszystkim uwagę na brzmienie, dźwięk sylab”.

Rzeczywiście, słowa w tej części zwracają uwagę na siebie, na (wielo)znaczenie (psalm jest poezją!), na swoją drugą stronę. Wszystko rośnie do niebiańskiej apoteozy (oczywiście w Cdur, tonacji boskości i wiecznej miłości). Ale powoli, stopniowo, quasilamentoso (dziwne echo trzeciej, żydowskomarszowej części I Symfonii Mahlera). Jakby Strawiński chciał nam powiedzieć, że w drodze do Boga, do objawienia, musi być trud, oczekiwanie, walka. Jednak przeżywana wspólnie, zbiorowo (chór!), ma kojącą siłę.

„Psalmy mówią o Chrystusie” – mówił podczas jednej z audiencji generalnych Jan Paweł II. „(…) chrześcijanin może czytać Psalmy w świetle całej tajemnicy Chrystusa. Właśnie ta perspektywa pozwala dostrzec również ich wymiar eklezjalny, który w sposób szczególny podkreślony zostaje przez chóralny śpiew Psalmów. Dzięki temu rozumiemy, dlaczego, począwszy od pierwszych wieków, Psalmy mogły zostać przyjęte jako modlitwa Ludu Bożego”.

Kiedy słuchamy Symfonii psalmów Strawińskiego, chcemy śpiewać wraz z jego chórem. Ta muzyka porywa. Całkowicie. Od pierwszego taktu. Do dziś nie umiem zapomnieć wykonania Symfonii podczas V Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego (Kraków, 13 kwietnia 2001). Dyrygował Kazimierz Kord, śpiewał Chór Filharmonii Narodowej, grała orkiestra Sinfonia Varsovia.

Dłuższe pauzy, jakby wolniejsze tempo, przyciszony, jakby ukryty śpiew chóru. Silna emocja zastąpiona dziwnym chłodem, co powodowało tylko głębsze (gorętsze!) zaangażowanie. Wszystko intymne, czułe, do bólu szczere, przejrzyste. Kiedy nie ma „ja”, a jest… Może właśnie dlatego, jak mówił Papież, „człowiek odnajduje samego siebie w Psalmach w całej pełni”.

Może dlatego napisał kiedyś takie słowa:

Miłość mi wszystko wyjaśniła, miłość wszystko rozwiązała – dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała.         

Pieśń o Bogu ukrytym

Nie, Strawiński tego nie czytał. Nie mógł. Nie musiał. W przestrzeni wiary, zanurzeni w Dobrej Nowinie, wszyscy jesteśmy jedno. Bezimienni i szczęśliwi.

Psalm (I)
Tomasz Cyz

urodzony w 1977 r. w Tarnowie) – polski publicysta literacki i muzyczny, eseista, współpracownik „Zeszytów Literackich” i „Didaskaliów”. Był dramaturgiem Teatru Wielkiego Opery Narodowej za kadencji Mariusza Trelińskiego....