Poprzeczka w dół

Poprzeczka w dół

Politykom niejednokrotnie czyni się zarzut, iż zajmują się polityką. Perorują bez końca, gestykulują, czasami krzyczą, czasami znacząco milczą. Kłócą się. Pokazują się na billboardach i plakatach. Pchają się bezczelnie do studiów telewizyjnych i tłoczą przy radiowych mikrofonach. Blogują i tweetują. Mamią i obiecują, chociaż są porażająco niekompetentni.

Słowem: męczą nas. Mamy wrażenie, że są wszędzie, okrążają nas niczym sfora wilków, by w stosownej chwili rzucić się nam do mózgów i je zatruć. Jak bardzo się przed tym bronimy. Jak bardzo okazujemy nasze oburzenie i niesmak.

W głowach wielu Polaków zalągł się nieprawdziwy obraz tej profesji. Oto polityk ma być kulturalny, elegancki i elokwentny. Ma traktować swoich przeciwników z szacunkiem, wypowiadać zdania krągłe, wielokrotnie złożone, a jednocześnie spójne i jasne. Przedstawiać programy i wizje. Organizować konferencje prasowe, na których wytłumaczy, jak zreformuje służbę zdrowia, ile kilometrów autostrad powstanie pod jego rządami, jak będzie wyglądał system podatkowy i jak będziemy korzystać z unijnego programu wsparcia średniej wielkości gospodarstw sadowniczych.

Powinien ładnie pachnieć i chodzić regularnie do fryzjera. Mieć dobry (ale nie za drogi) garnitur, odpowiednio dobrany krawat, czyste buty. Umieć rozmawiać zarówno z rolnikami, jak i z profesorami uniwersytetów. Z młodymi i starymi.

Ma się znać na polityce zagranicznej, gospodarce, ekologii, musi mieć głęboką wiedzę prawniczą. Czytać literaturę fachową i piękną. Znać angielski. I francuski. Powinien jeszcze poświęcać sporo czasu rodzinie, uprawiać jogging, gotować, a wieczory spędzać w hospicjum, zajmując się dobroczynnie chorymi – bo tego oczekują przecież od polityków tabloidy.

Polityk ma być święty i basta. A każdy, kto od tej świętości odejdzie choćby na krok, staje się tylko trybikiem wielkiej, politycznej machiny, napędzanej kłamstwem i brudną manipulacją.

 ***

Politycy są ludźmi z krwi i kości, działają w ogromnym stresie, potęgowanym jeszcze przez codzienne występy w mediach. Atakowani, obrażani i prowokowani, często odpłacają pięknym za nadobne. To zajęcie wymaga nerwów ze stali i wyjątkowej bystrości. Wskazana jest także genetycznie uwarunkowana bezsenność.

Mimo to oczekujemy od nich świętości. Prawdopodobnie żadna grupa zawodowa nie jest obserwowana tak wnikliwie i tak rygorystycznie ocenianiana jak politycy.

Spójrzmy na gwiazdy futbolu. Cristiano Ronaldo wygrywa wszystkie rankingi stadionowych arogantów i bufonów, czy jednak traci przez to w oczach kibiców? David Beckham grzeszy monstrualnym narcyzmem, ale przecież nikt tak nie potrafi podkręcić piłki. Czy od włoskich napastników ktoś oczekuje, by przestali oszukiwać sędziów? Czy hiszpańscy bramkarze, przetrzymujący piłkę we własnym polu karnym, gdy ich drużyna prowadzi jedną bramką, są odsądzani od czci i wiary? Czy sławny portugalski trener Jose Mourinho, notorycznie obrażający dziennikarzy i rywali, jest na cenzurowanym?

Oczywiście, politycy mają zadania dużo bardziej odpowiedzialne, niż kopanie piłki, i powinni być z nich ściśle rozliczani. Jednak ten dysonans jest zastanawiający.

Nie sądzę, aby maksymalistyczna postawa kibiców, domagających się piłkarzy o nieskalanych charakterach i krystalicznie czystej gry na boisku, uczyniła z futbolu grę ciekawszą i bardziej emocjonującą. A czy nasza maksymalistyczna postawa wobec polityków sprawi, iż zaczną oni postępować w sposób bardziej etyczny i staną się skuteczniejsi?

Ta wysoko zawieszona poprzeczka powoduje, iż coraz więcej ministrów, posłów, szeregowych członków partii tylko udaje, że próbuje ją przeskoczyć. W końcu i tak przebiegną pod nią w taki sposób, by nikt tego nie zauważył. Po co skakać, skoro nie skacze nikt.

Może warto ją nieco obniżyć. Nie czekać na świętych, bo nigdy się ich nie doczekamy.

Gdyby przyłożyć współczesną miarę do marszałka Piłsudskiego, trudno byłoby odnaleźć w jego politykowaniu tę kulturę i elegancję, której tak bardzo dzisiaj nam brakuje. Czy John Fitzgerald Kennedy, powszechnie uznawany za jednego z największych amerykańskich prezydentów XX wieku, był wzorem moralności w polityce? Wolne żarty. Ronald Reagan znany jest ze słynnych słów „Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten mur”, ale historia zapamięta mu też aferę Iran-Contras.

Przy obniżonej poprzeczce naszych oczekiwań być może ktoś spróbuje ją przeskoczyć. Być może uzna, że jednak to się opłaca. A wtedy przestaniemy z rozgoryczeniem opowiadać o polityce jako o obrzydliwej grze interesów, w której wszyscy bez wyjątku działają w podobnie nieetyczny sposób. Pojawią się politycy z nieco większym poczuciem przyzwoitości, ci z nieco mniejszym, zapewne również zwykli karierowicze i łajdacy.

Zawody, w których wszyscy muszą przeskoczyć wysokość 2,40 m (proszę mi wybaczyć kolejną lekkoatletyczną metaforę) i wszyscy po trzy razy strącają poprzeczkę, są irytujące i po prostu nudne. Każmy im skakać niżej, to może zaczną trochę mocniej odbijać się od ziemi.

Poprzeczka w dół
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, od 25 czerwca 2018 r. ambasador RP w Izraelu. Karierę dziennikarską rozpoczynał w „Najwy...