Dlaczego nam to zrobiłeś?

Dlaczego nam to zrobiłeś?

Oferta specjalna -25%

Czysta miłość. Q&A dla młodzieży

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Młody człowiek jest chory na wolność, na zdobywanie swojego „ja”, osobowej indywidualności.

Twój ojciec i ja pełni bólu
szukaliśmy Ciebie (Łk 2,48)

„Teraz ważne są trzy rzeczy: wiara, nadzieja, miłość” – pisze św. Paweł w najbardziej chyba znanym, zwłaszcza młodym, nowotestamentowym tekście. Miłość to nakaz. Przykazanie. Obowiązek. Młodzi nie lubią dziś takiego języka – wolą język dominujących nad obowiązkami, przysługujących im praw. Tymczasem – „Drogą Kościoła jest człowiek” – pisał w encyklice Redemptor hominis Jan Paweł II, a o młodzieży mówił: „Jesteście nadzieją Kościoła. Jesteście moją nadzieją”. Co więc z tą nadzieją, gdy przychodzi kryzys wiary? Wiary, która jest przecież podstawą cnót teologicznych! Jeśli młody człowiek przestaje praktykować? Chodzić do Kościoła? To boli. W pewnym wieku mój ministrant, nastolatek, który wyrósł przy kościele, zaczyna się przechylać w jedną lub drugą stronę. Albo kończy kurs lektorski, wchodzi we wspólnoty, albo… znika. Wtedy chciałbym – po pierwsze – niech wie, że to boli. A po drugie – że wciąż czekam. Czekam… Ja, ksiądz. I Jezus – czeka!

Rozmawiać

Młodzi szukają – więc pytają. Jak ten: „Co powinienem czynić?” (Łk 18,18). Warto pod tym kątem przejrzeć Pismo Święte. O co pytają – jak odpowiada Jezus… Nastolatków nie można zbywać. Pytanie zakłada zaufanie. Pytanie domaga się odpowiedzi. Odpowiedź – deklaruje chęć udziału w poszukiwaniach, wątpliwościach, problemach…

Chłopiec popadł w konflikt z prawem. Ponieważ trenował w klubie, rodzice poprosili trenera o opinię. Usłyszeli: „Widzę was pierwszy raz. Nigdy nie uczestniczyliście w zajęciach, meczach… Nie byliście z nim, nie okazaliście dumy z dobrych zagrań, nie pocieszaliście, gdy się coś nie udało”…

Wskazywać odwieczną mądrość

„Co dobrego powinienem uczynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mt 19,16) – pyta młody człowiek, „Co mam czynić, aby być szczęśliwym?”. Domaga się odpowiedzi jednoznacznej, jasnej, prostej, podstawowej. Tak rozmówcę traktuje Jezus w Ewangelii – tej odwiecznej mądrości – i przypomina: „Przestrzegaj przykazań” (Mt 19,17).  

Spotkany podczas kolędy ojciec: „Jestem prawdziwy katolik. Dzieci co tydzień posyłam do kościoła”. „A pan sam chodzi?”. „No, wie ksiądz, jak to jest”… Młodzieży nie można wskazywać obowiązków („przykazań”) bez świadectwa życia.

Przekaz wartości

W dalszym ciągu tego dialogu Jezus składa radykalną propozycję: „Chodź za Mną”. Wtedy, powiada Ewangelia, młodzieniec „ciężko się zasmucił, był bowiem bardzo bogaty” (Łk 19,20). „Posiadanie” mu przeszkodziło. Przeszkadza, jeżeli jest najważniejszą z wartości.

Spacerowałem po wielkomiejskim osiedlu. Przed klatkami schodowymi – młodzież. „Chodzicie na religię?” – spytałem. „Nie!” – odparła nastolatka. „Dlaczego?”. „A co ja z tego będę miała?”. Odpowiedziałem „Nic. I dlatego warto chodzić na religię, bo w życiu najbardziej liczy się to, co bezinteresowne”.

Wartość słowa

„Przed wszystkim jest Słowo” (J 1,1). Jakie słowo towarzyszy moim dzieciom? Dominuje w towarzyszeniu? W rodzinie? Miejsce Słowa Bożego czy ojcowskiego (macierzyńskiego) mogą przejąć media, kreujące idoli na autorytety, po to, by je „ścigać” – podejrzeć w sensacyjnych, nieraz kompromitujących okolicznościach.

Mój przerażony przyjaciel (50-latek): „Wiesz, kto to jest Doda-Elektroda, moi synowie ją uwielbiają”. Nie wiedziałem, a on – powinien! Ktoś się żalił, że bardzo lubił Niemena. Ojciec wyśmiewał: „To ten, co tak beeeeczy!”. Nie wolno tak kpić z wyborów młodego człowieka. Zanadto go to boli.

Rachunek sumienia z relacji

Wróćmy jeszcze do owego osobistego, intymnego wezwania Jezusa: „Pójdź na Mną!”. (Mk 10,21). Szalenie odważna i radykalna propozycja! Apel o wejście w ścisłą komunię…

Kiedyś byłem w trudnej sytuacji – zadzwoniłem do domu. Odebrała mama, potem włączył się ojciec: „Jesteś moim synem! Dasz radę!” – powiedział. To wystarczyło. Czy ja, rodzic – ojciec, matka – miałbym odwagę z czystym sumieniem powiedzieć mojemu dziecku: „Pójdź za mną”?

Pozwolić odejść

Ewangelia to archetyp. Są w niej sytuacje i rozwiązania „na wieki wieków – amen”. Co podpowiada w sytuacji „odejścia”? Był pewien młodzieniec, który rzekł do taty: „Daj mi część własności!” (Łk 15,11). I z tym, co dostał – odszedł. Ojciec na to pozwolił. Bo młody człowiek jest chory na wolność. Na zdobywanie swojego „ja”, osobowej indywidualności.

Odchodzenia są różne – tamto, ewangeliczne, było głupie, ale ktoś mi kiedyś powiedział: „Wychowanie to przygotowanie do odejścia”.

Oczekiwać w ufności i modlitwie

Ewangeliczny Ojciec towarzyszył swoim synom w drodze do samodzielności, choć „odeszli”. Wciąż wychodził im naprzeciw. Czekał, ale równocześnie – „podbiegłszy rzucił mu się na szyję” (Łk 15,20), a do drugiego, rozgniewanego „wyszedł i tłumaczył mu” (Łk 15,28). Dzieci były przy nim duchowo obecne. Czuwał nad nimi w troskliwej modlitwie.

Córka Ewy, piękna dziewczyna, miała tragiczny wypadek. Jej matka niemal dzień i noc klęczała w kościele przed ikoną Matki Bożej – w niemej modlitwie. Wyprosiła jej powrót do zdrowia. A ewangeliczny ojciec wyprosił powrót syna.

Cierpliwie, konsekwentnie, pogodnie

„A przeto czujcie, modląc się na każdy czas, abyście byli godni ujść tego wszystkiego, co przyjść ma” (Łk 22,36). Ciocię nazywaliśmy, my – nastolatki, dewotką. Była rozmodlona. Różaniec w ręku, o 15 zamykała się w pokoiku i, codziennie, przez lata odmawiała Koronkę do Miłosierdzia Bożego. To nas drażniło… Mieszkaliśmy w pokoju z kuchnią. Mama, zanim położyła się spać, klękała, opierając łokcie o łóżko, twarz ukrywając w dłoniach. Z tym obrazem zasypiałem. Ta „ikona” modlącej się matki, była dla mnie wyrzutem sumienia w chwilach, gdy zaczynałem wędrować po krawędzi. A ciocia Stasia nawet po dziewięćdziesiątce miała pogodne oczy nastolatki i była niekwestionowanym autorytetem duchowym dla bliskich.

Zawsze przyjąć

Z Ewangelii: młodą dziewczynę przyprowadzono do Chrystusa, by potwierdził wydany na nią wyrok. A On ją uratował. Pamiętamy słowa: „Nikt cię nie potępił? I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,10–11). W innym miejscu: „Ojciec wzruszył się do głębi serca” (Łk 15,20) i rzekł: „Będziemy ucztować i weselić się, bo ten mój syn był umarły, a ożył”… (Łk 15,22).

Ktoś opowiadał, że ojciec mu czasem przylał. Zaraz potem o tym zapomniał. Matka natomiast – obrażała się. „Do dziś to milczenie mamy przez kilka godzin albo cały dzień bardziej mnie boli niż lanie od ojca” – wspomina już dorosły.

Walczyć o dziecko i jego wiarę

Znowu: warto się przyjrzeć, jak Jezus walczył o wiarę uczniów. Byli jak ci młodzi. Nie rozumieli. Chcieli zasiąść „jeden po lewicy, a drugi po prawicy” (Mk 10,37) zaszczytów i tytułów. Ostatecznie „odeszli”. Uciekli – zdradzili… Jezus o nich walczył. Jak?

Podpowiada św. Albert Chmielowski: „Trzeba być dobrym jak chleb, który leży na stole i każdy może ukroić kromkę”… A Jezus: „Bierzcie i jedzcie”… Czy – chcę (jestem gotów) – stawać się dla najbliższych Eucharystią?

Tolerować inność także w Kościele

Jezus powiada: „Rozlewa się nowe wino do nowo przygotowanych bukłaków” (Mt 9,17). Kościół stworzyli młodzi – choćby owa „dwunastka Jezusa”. On także był młody. Jego propozycja była nieoczekiwana i zupełnie nowa! Dynamizm Ewangelii wymaga młodzieńczego fermentu.

Dobrze jest z tego punktu widzenia, zwłaszcza w wielkich miastach, rozejrzeć się w parafiach. Gdzie są „młodzieżowi” księża, dynamiczne grupy… Czasem przyczyny „odejść” są prozaiczne. Pewien ortodoksyjny organista gorszył się z powodu gitarowych zespołów. „Szarpidruty” – mówił o nich. Więc „odeszli”.

Piękno liturgii

Piękno wyraża się w słowie, opisie, określeniu. Zatrzymajmy się tylko na zasadniczym rycie. Aby oddać jego dynamizm, wewnętrzną zawartość, przytoczę jedynie zestaw używanych synonimów: Bezkrwawa Ofiara, Ciało i Krew Chrystusa, Dziękczynienie, Eucharystia, Komunia, Łamanie Chleba, Msza św., Najświętsza Ofiara, Najświętszy Sakrament, Ofiara Pochwalna, Pamiątka Męki i Zmartwychwstania Chrystusa, Suma, Święta i Boska Liturgia, Święte Zgromadzenie, Uobecnienie Ofiary Chrystusa, Wieczerza Pańska, Źródło i Szczyt życia chrześcijańskiego. Toż to prawie cały alfabet. Niewyczerpane bogactwo nazw. Czy tylko nazw? Także przecież, choćby – obrządków. Więc: „Wypłyń /zajedź, wyjedź/ na głębię /głębinę” (por. Łk 5,4).

Mój przyjaciel od sportów ekstremalnych Irek L. nurkuje, można rzec – w głębinach. Kiedyś, na młodzieżowym obozie, siedzieliśmy przy ognisku. Była późna noc… Zapytałem: „Jak tam jest?”. Długo milczał – próbował dopasować słowa – wreszcie zaczął cedzić – zapisałem to:

tam
słyszę samego siebie
słyszę własne myśli

tam
nie jestem w stanie
niczego usłyszeć
nic innego słyszeć

tam
cisza milczenie głuchota
nie jestem w stanie
gdzie indziej tego słyszeć

To jest właśnie liturgia!

Działanie

Jezus wyznaczał uczniom zadania: kazał przygotować ostatnią wieczerzę, zebrać chleby i ryby od obecnych przed rozmnożeniem, wreszcie – zostawił wolną rękę – „począł ich po dwóch rozsyłać” (Mk 6,7). Młodzi lubią samodzielność. Warto szukać takiego miejsca przy kościele. Nie musi ono być pobożne.

Dziś także Ewangelię trzeba głosić pośrednio: przez sport, kulturę, wolontariat czy inicjatywy charytatywne… Ile razy poprosiłem piłkarzy warszawskiej Legii o dobry uczynek, nigdy nie odmówili. Stąd ich wizyty w onkologicznych oddziałach dziecięcych, stąd mecze charytatywne na rzecz hospicjum, Fundacji Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową czy Dzieci Targówka.

Wymaganie

Cudzołożna niewiasta i Piotr otrzymali przebaczenie. Lecz Jezus natychmiast stawia im wymagania: „Idź i od tej chwili nie grzesz więcej” (J 10,11) – mówi do niej. A do Piotra: „Paś owce, baranki moje” (por. J 21).

Pewna matka żaliła się, że jej synowie, których wychowywała samotnie, „źle” odeszli. Jeden – w narkomanię, drugi do sekty. Na pytanie: „Dlaczego?”, odpowiadała: „Dałam moim dzieciom absolutną wolność. A one myślały, że ich nie kocham”.

Oto Matka Twoja

Co zrobić, gdy „umiera Bóg?”. On sam na to odpowiada w odwiecznie toczonym z ludzkością dialogu, zachęcie, propozycji. Pod krzyżem stoi Matka i Uczeń. Jan – może to Europa – może ty – może Twoje dziecko? Roman Brandstaetter tłumaczy ten tekst tak:

Gdy Jezus ujrzał (swoją) matkę
I stojącego obok ucznia,
Którego miłował,
Powiedział do matki swojej:
„Niewiasto… spójrz… to jest… syn twój…”.
A potem powiedział do ucznia:
„Spójrz… to matka… twoja…” (J 19,26–27).

Spotkanie młodzieży w Kolonii w 2005 roku. Droga krzyżowa – na peryferiach. Lśniące czystością podmiejskie osiedla, niemieckie wioski. Wielu mieszkańców przy domach, wypielęgnowanych ogródkach, wystawia świece, krzyże… I piękne rzeźby Matki Bożej! Wtedy właśnie zrodziła się we mnie myśl: „Ona ocali Europę”… Tkwi we mnie obsesyjnie. Czesław Miłosz kończy swój dokument Traktat poetycki, jak papież poezji, wątkiem maryjnym, wierszem Piękna Pani. Oto jego najpiękniejszy fragment:

Piękna Pani, Ty, która dzieciom ukazałaś się w Lourdes i Fatima.
Najbardziej wtedy, jak mówią dzieci, zdumiała je
Twoja niewysłowiona śliczność.
Jakbyś chciała przypomnieć, że piękno jest jednym z komponentów świata.
(…poeta…)
(…) pragnie pozostać wierny Twojej niedocieczonej intuicji
Ukazywania się dzieciom w Lourdes i Fatima.

Zakończenie

W kwietniową noc 2005 roku widziałem oblężony Watykan. Pod jego murami spała młodzież z całego świata, która przyjechała na pogrzeb papieża. Dlaczego przybyła? Bo Jan Paweł II nigdy jej nie potępiał. Nie krytykował. Owszem, mówił o zagrożeniach, przestrzegał. Ale przede wszystkim liczył i stawiał na młodych. A oni? A oni się nazwali „pokoleniem JP II”.

dedykuję moim ministrantom, zwłaszcza z Ostańca Ursynów

PS Grzesiu! Mariuszu! Franciszku i Jasiu! Błażeju! Piotrusiu! Krzysiu! Wojtku! Marku! Przemku! Patryku! Robercie! Jasiu i Ignasiu! Michale! Łukaszu! Tomku! Pawle!

Czekam!

Dlaczego nam to zrobiłeś?
Adam Zelga

urodzony 11 marca 1953 r. w Starachowicach – polski duchowny katolicki, absolwent polonistyki na UW, pisarz i publicysta, ceniony rekolekcjonista. Święcenia kapłańskie przyjął 3 czerwca 1984 roku....