Autorytet Hans
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Autorytety, świadome tego, że są wielkim autorytetami, piszą listy otwarte albo wrzeszczą. Andrzej Wajda napisał razem z małżonką kuriozalny list otwarty z apelem, aby władze Kościoła (czyli kto?) wycofały się z decyzji pochowania prezydenta z małżonką na Wawelu. Profesor Bartoszewski nawrzeszczał w swoim stylu, że Jarosław Kaczyński, że pedofilia, że nekrofilia… A na papieża Benedykta XVI wrzeszczy autorytet Hans Küng. Wrzeszczy w wywiadach, a także pisze listy otwarte. Ostatnio napisał list otwarty do biskupów świata, w którym ubolewa, że obecny papież nie podąża drogą, którą on, Küng, wskazuje.

Urodzony w 1928 roku szwajcarski teolog od lat poucza kolejnych papieży, co należy w Kościele zmienić. Tacy teolodzy jak Küng walnie się przyczynili – moim zdaniem – do kryzysu wielu Kościołów lokalnych, czego Szwajcaria obok Holandii jest w Europie wymownym przykładem. W pogoni za medialną sławą zdążyli rozmontować już każdy dogmat wiary i każdą pobożność; najlepiej czują się na salonach oklaskiwani przez ludzi, którzy zaakceptowaliby katolicyzm, ale jedynie skrojony na ich obraz i podobieństwo. Ci teolodzy, zamiast bić się w piersi z powodu szkód, które poczynili w Kościele, zachowują dobre samopoczucie i bardzo dobre zdanie o własnych dokonaniach. Hans Küng stwierdza: „Ja swoją działalność teologiczną zawsze rozumiałem jako służbę Kościołowi rzymskokatolickiemu”. A podjudzając hierarchów przeciwko papieżowi, szwajcarski teolog przekonuje, że czyni to „motywowany autentyczną troską o nasz Kościół”. Głupota czy sabotaż?! To pytanie narzuca się szczególnie w kontekście wspólnoty anglikańskiej, w której wprowadzono już dawno to, co Küng chciałby widzieć w Kościele katolickim. Skutki są opłakane.

„Jego [Benedykta XVI] pontyfikat znacznie więcej okazji zmarnował niż podjął” – ogłosił światu teolog Hans, po czym wylicza owe utracone perspektywy. Zaczyna od stwierdzenia: „Zmarnowano okazję do zbliżenia z Kościołami protestanckimi. Zamiast tego, odmówiono im statusu Kościoła we właściwym znaczeniu”. Küng sugeruje, że Benedykt XVI zrobił coś złego, a mianowicie odmówił protestantom pełnego statusu Kościoła. A przecież dobrze wie, że rozróżnienie na Kościoły i Wspólnoty kościelne nie jest czymś wymyślonym przez obecnego Papieża, ale jest po prostu nauką Kościoła potwierdzoną na Soborze Watykańskim II. Według teologii katolickiej, aby zasługiwać na miano Kościoła, trzeba mieć sakrament Eucharystii i sakrament kapłaństwa (wraz z tzw. sukcesją apostolską) w takim rozumieniu, w jakim sakramenty te sprawuje Kościół katolicki. Dlatego Sobór Watykański II nie odmawia prawosławnym miana Kościoła, ale już w odniesieniu do protestantów używa określenia „Wspólnoty”. To, za czym opowiada się Küng, to rozmydlenie istotnych aspektów katolickiej tożsamości.

Hans Küng i jemu podobni proponują reformę Kościoła opartą na jednym podstawowym postulacie: Uczyńmy Ewangelię łatwiejszą, zapomnijmy o trudnych elementach katolickiej nauki, a wtedy wszystkim będzie miło i Kościoły na Zachodzie z powrotem wypełnią się wiernymi. Nic bardziej błędnego! To nie zniesienie celibatu, kapłaństwo kobiet, śluby dla gejów i przyzwolenie na antykoncepcję przyprowadzi młodych do Kościoła i wzbudzi nowe powołania, ale nawrócenie, to znaczy zwrócenie się do Jezusa i Jego Ewangelii. Benedykt XVI to wie i dlatego tak często wskazuje na Jezusa, dlatego napisał piękną książkę Jezus z Nazaretu. Küng niewiele mówi o Chrystusie. Mówi o sobie i o swoich ideach. W tym mówieniu o sobie teologom pokroju Künga wygodnie jest powoływać się na Sobór Watykański II. Odmieniają przez przypadki takie wyrażenia jak: „odnowa soborowa”, „duch soboru”. Tyle że przy tym sprawiają wrażenie, jakby tak naprawdę nie czytali dokumentów ostatniego soboru. Nie interesuje ich faktyczna nauka Vaticanum II, bo w niej znajdują się twierdzenia takie, że „pełnię zbawczych środków osiągnąć można jedynie w katolickim Kościele Chrystusowym”. Rozprawiają natomiast chętnie o jakimś mitycznym „duchu soboru”, który ma usprawiedliwiać wszystkie ich pomysły. A siebie czynią strażnikami owego „ducha” i arbitralnie ferują wyroki, co jest z „ducha soboru”, a co nie. Tyle, że ten „duch” jest w rzeczywistości ich własnym duchem, a nie Duchem, który ożywia Kościół.

Küng w swej zadziwiającej megalomanii próbuje buntować biskupów: „nie powinniście czuć się ograniczeni ślubem posłuszeństwa papieżowi”, „działajcie w sposób kolegialny”. W zdrowej nauce katolickiej mamy twórcze napięcie między prymatem biskupa Rzymu a kolegialnością, czyli wspólnym działaniem biskupów. To, co proponuje szwajcarski teolog, jest w gruncie rzeczy propozycją przekształcenia Kościoła w lokalne partie polityczne, w których każda ustala sobie jakieś reguły, a prawdy wiary głosowane są demokratycznie. I jeśli 51 proc. byłoby za aborcją lub ślubami gejów, to zmieniamy naukę Kościoła albo – co bardziej prawdopodobne – dzielimy się na kolejne stronnictwa. Tak! Od reformatorskiego wrzasku Künga zdecydowanie wolę uśmiech i mądrość Benedykta XVI, który wzywa wspólnotę Kościoła do szukania woli naszego Mistrza, Jezusa z Nazaretu. To jest jedyna droga autentycznej reformy w Kościele.

Autorytet Hans
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....