Gdzie ty, tam On

„Gdzie ty, tam i on”. Na młodym Augustynie słowa te wywarły wielkie wrażenie. Padły we śnie Moniki, jego matki, mającej „kobieco kruche ciało, ale wiarę godną męskiej siły”. Gdy jaśniejącemu przybyszowi ze snu powiedziała, że płacze nad zgubą, duchowym upadkiem syna, uspokoił ją. Przecież są razem, gdzie jest ona, tam i jest on. Zaprawiony w filozoficznych dysputach, znakomity mówca, pewny swoich racji Augustyn próbował interpretować te słowa po swojemu: będą razem, bo ona przejdzie na jego stronę, zostanie wyznawczynią manicheizmu. Gdy to zasugerował, natychmiast ripostowała. Zdanie nie brzmiało: „Gdzie on, tam i ty”, a właśnie: „Gdzie ty, tam i on” (Wyznania, III,11). I to widzenie na długie lata stało się jej pociechą.

Przede wszystkim matka

W sztuce przedstawiano Monikę jako dojrzałą kobietę płaczącą lub czytającą Pismo Święte, w rozmowie z Augustynem lub na łożu śmierci. Nazbyt schematyczne wyobrażenia o pobożności Moniki skłaniały malarzy do ukazywania jej niekiedy z różańcem w dłoniach, choć w owych czasach nie znano jeszcze tej modlitwy. Popatrzmy teraz na dzieło malarskie dziś chyba najczęściej kojarzone z Moniką. Obraz zatytułowany „Święty Augustyn i jego matka, święta Monika” (1846), który obok kilku innych tego samego twórcy znalazł się w zbiorach Luwru, wyszedł spod pędzla działającego we Francji holenderskiego malarza Ary’ego Scheffera (1795–1858), w Polsce znanego może najlepiej z portretów Fryderyka Chopina.

Można uznać, że jest to jedno z lepszych płócien tego popularnego w swoim czasie przedstawiciela akademizmu, krytykowanego niekiedy za słabą kolorystykę i sentymentalizm, chwalonego za malarską „łatwość” i atrakcyjność ujęć. W obrazie świętych matki i syna udało mu się ustrzec wspomnianych błędów. Artysta tworzy scenę z jednej strony kompozycyjnie oszczędną, z drugiej sugestywną przez wnikliwy symbolizm. Na tle bezkresnego krajobrazu, najpewniej w oknie w Ostii, pod Rzymem przy ujściu Tybru, matka i syn trwają w kontemplacji, zapatrzeni w coś wysoko nad nimi. Jej dłonie delikatnie ujmują dłoń syna. Wyczuwa się ich duchową jedność, choć różni ich niemało. Góruje w tej kompozycji ona, kobieta dojrzała, spowita od stóp do głów w zwoje białych szat. Pogrążona w mistycznym zachwyceniu cała jest jasną ufnością. On, młody, o ciemnej karnacji, w odsłaniającej tors krwistej tunice, jawi się jako uosobienie męskiej witalności.

Trudno myśleć o tych dwojgu oddzielnie. Monika nieomal nie istnieje bez Augustyna. Przeszła do historii przede wszystkim jako matka, choć wedle nieco archaicznej klas

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się