Szeregowy Popiełuszko

Szeregowy Popiełuszko

„Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami” – pisał w liście z wojska do ojca duchownego warszawskiego seminarium.

– Wy wiecie, co wam powiem? Wyglądacie głupio, nieżyciowo, jak dureń. Nikt was nie będzie lubił… (Słychać ziewnięcie).
– Ty, k…, klecho, gnido! Nudno ci? Ja wam tak służbę urządzę, jakbyście tutaj sześć lat, a nie dwa siedzieli. Żadnych przepustek. Choćby wam i matka umarła. Jeszcze was zamknę i straż postawię, żebyście nie uciekli na pogrzeb. Pier… inkwizytorze, śmierdzący kapucynie! A ja się tu jeszcze staram traktować was jak ludzi, ocalić, co się da. Bo też jestem Polakiem.
– Każdy tak mówi.
– Nie odzywać się, k…, bez rozkazu! Nie odzywać się!

(Początek filmu Rafała Wieczyńskiego Popiełuszko. Wolność jest w nas. Wąsaty dowódca wydziera się na stojącego na baczność szeregowego Jerzego Popiełuszkę za to, że nie chce zdjąć z palca różańca).

Ksiądz prałat Andrzej Dziełak, kapłan archidiecezji wrocławskiej, był z klerykiem Popiełuszką w tej samej kompanii: – Czasem nie mogę się nadziwić, że służyłem w koszarach ze świętym.

* * *

U nas część towarzyszy traktuje Kościół, religię jako nazwijmy to obrazowo, dziedziczną chorobę, która nas toczy od tysiąca lat, i uważa, że można jakimś wstrząsem tę chorobę wyleczyć.

I ja myślę, towarzysze, że my się musimy przyzwyczaić do tej dziedzicznej choroby. To nie znaczy, że z nią się godzić, a to znaczy, że nie dopuszczać do tego, aby ona się rozpowszechniała, rozszerzała. A na odwrót, robić wszystko, żeby wszędzie tam, gdzie można, ona się cofała.

(Z wystąpienia pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, generała Wojciecha Jaruzelskiego – początek listopada 1984 roku, kilka dni po pogrzebie księdza Jerzego Popiełuszki).

Diaspora

Jest ich kilka, czarno-białych. Szeregowy Popiełuszko wydaje się na nich beztroski.

Pierwsze – portretowe, chłopięca twarz. Na okrągłej czapce widać jedną belkę, oznaczającą starszego szeregowego. Z takim stopniem odszedł do rezerwy.

Drugie – z ćwiczeń na poligonie. W hełmie, podparty na łokciach, z karabinem maszynowym.

Trzecie – stoi w dwuszeregu w galowym mundurze, w pierwszym rzędzie, trzeci od prawej. Patrzy w obiektyw.

Następne – siedzi na wojskowej pryczy, wsparty na łokciu, jakby zamyślony.

Na kolejnym przerzuca z kolegą pocięte pnie drzewa. W dole rzeka, za plecami las. Jakby byli na harcerskim obozie.

Rok 1959. Pierwszy w Polsce Ludowej masowy pobór kleryków do wojska.

Alumni służą w kilkudziesięciu jednostkach rozsianych po całym kraju. Jednostka nie może być bliżej niż 100 kilometrów od seminarium, w którym studiuje alumn. W tej samej jednostce może służyć tylko jeden kleryk z danego seminarium.

Podczas dwuletniej służby oficerowie polityczni poddają alumnów systematycznej ateizacji, nakłaniają do porzucenia kapłaństwa, niektórych namawiają do podjęcia współpracy. Po odejściu do rezerwy nie wszyscy wrócą do seminariów.

Władze nie przewidziały jednego: służący w „diasporze” alumni przybliżają do wiary niektórych oficerów i żołnierzy. Psuje to ateistyczny model światopoglądowy ludowej armii.

Od połowy lat 60. w Bartoszycach, Brzegu i Szczecinie-Podjuchach powstają specjalne kompanie kleryckie. Podlegają bezpośrednio Głównemu Zarządowi Politycznemu Wojska Polskiego (czuwał nad ideową czystością armii socjalistycznego państwa).

Przymusowe wcielanie alumnów do wojska skończy się w 1980 roku, po wyborze Karola Wojtyły na papieża. W ciągu 21 lat zasadniczą służbę wojskową odbyło około trzech tysięcy kleryków – co piąty polski ksiądz.

Ksiądz Dziełak: – W tym upodleniu próbowaliśmy znaleźć jakieś dobre momenty, żeby nie dać się złamać. Człowiek nawet w klatce może być wolny.

Rekrut

16 października 1966, niedziela. Tego dnia Jerzy Popiełuszko założył pierwszy raz sutannę.

Rano, jeszcze w świeckim ubraniu, z całym rocznikiem stanął do zdjęcia w seminaryjnym ogrodzie przed figurą Matki Bożej. Ostatnia fotka „po cywilnemu”. Potem msza w kaplicy. Po ewangelii podszedł do rektora. Zdjęto mu marynarkę, założono sutannę. Czuł się jak duchowny. Nie nacieszył się nią długo – w kieszeni miał już bilet do wojska.

Sutannę zawiózł do domu rodziców. Marianna Popiełuszko zawiesiła ją w pokoju na drzwiach. Nie chciała, żeby się wygniotła. Podczas procesu jeden z zabójców księdza Jerzego kapitan Grzegorz Piotrowski zezna: – Moment wrzucenia zwłok do Wisły. Może to już nie ma żadnego znaczenia. Były dwie charakterystyczne rzeczy. Mieliśmy trudności z wyjęciem zwłok z dwóch powodów. Po pierwsze sutanna się zaczepiła…”.

Bartoszyce. Miasteczko na północnym wschodzie Polski, po obu stronach Łyny. Z gotyckimi kościołami, średniowieczną bramą obronną i pamiętającymi czasy pruskie wojskowymi koszarami. Wtedy przy samej granicy ze Związkiem Radzieckim. We wtorek, 25 października 1966 roku kleryk Popiełuszko rozpoczął tutaj służbę wojskową. Miesiąc temu skończył 19 lat.

Do jednostki dotarł późnym wieczorem, kilka godzin po wyznaczonym czasie. Spóźnił się z kolegami specjalnie, na znak protestu. Usłyszeli: „Wojsko to dyscyplina”.

Przed przyjazdem ostrzygł się na jeża – myślał, że wystarczy. Nie wystarczyło. Zaraz ogolono go na łyso, zapędzono do łaźni z zimną wodą i szarym, cuchnącym mydłem, wydano mundur i wskazano łóżko w dużej sali na pierwszym piętrze, przy oknie.

Dostał przydział: trzecia drużyna w trzecim plutonie drugiej kompanii. Kolegów z seminarium przydzielono do innych drużyn. W każdej, oprócz alumnów, było po dwóch „świeckich” – mieli inwigilować kleryków.

Ksiądz Dziełak: – Był dobrym, życzliwym kolegą. Straszna chudzina.

Na palcu nosił różaniec. Wyglądał jak obrączka. Miał dziesięć wypustek, czyli jedną dziesiątkę. Dostał go od Prymasa Wyszyńskiego przed wojskiem. Prymas dawał je wszystkim klerykom warszawskiego seminarium, których wcielano do armii. Miały ich podnosić na duchu.

W jednostce dowódca plutonu kazał mu zdjąć różaniec z palca. Odmówił. Za karę stał przez godzinę boso na baczność. Oficer szydził z niego: „Bojownik za wiarę się znalazł”.

Innym razem nie chciał zdjąć medalika. Znowu miał awanturę.

Ksiądz Dziełak: – Nie był typem wojownika, ale w sprawach zasadniczych był zawsze stanowczy. Myślę, że w wojsku się zahartował i dlatego potem w stanie wojennym był taki odważny.

Utworzony dla alumnów Szkolny Batalion Ratownictwa Terenowego w Bartoszycach był największą jednostką klerycką w kraju. Nazywano ją „największym seminarium duchownym w Polsce”. Zostanie zamknięta na Wielkanoc 1980 roku – jako ostatnia z kompanii kleryckich.

Poborowy Alfons Popiełuszko (wszyscy będą mówić do niego: Alek; imię Jerzy przyjmie dopiero po święceniach) trafi do armii w najgorszym momencie – komuniści są wściekli na biskupów polskich za list do biskupów niemieckich i słowa: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Do tego trwają akurat obchody tysiąclecia chrztu Polski – kolejny punkt niezgody między władzą i Kościołem.

Kiedyś powie: – Patriotyzmu nauczyłem się w wojsku, w Bartoszycach.

* * *

Nie należy więcej używać argumentu, że pobór do wojska jest represją, lecz tłumaczyć, że służba wojskowa jest zaszczytnym obowiązkiem każdego obywatela i że nie chcemy kleru pozbawić możliwości spełniania tego obowiązku.

(Wypowiedź członka Biura Politycznego KC PZPR, Zenona Kliszki – grudzień 1964).

Służba

Kleryków izolowano od pozostałych żołnierzy w jednostce. Wszystkich skoszarowano w dwupiętrowym budynku, szarym jak peerel. Stał najdalej od bramy koszar.

Zimna woda, kiepskie jedzenie, rygor, wulgarne słownictwo – żołnierska codzienność kleryków w mundurach. Tak przez dwa lata. Szkolenie wojskowe było fikcją.

Ksiądz Dziełak: – Alek miał strasznie prymitywnego dowódcę. Na dodatek został pomocnikiem erkaemisty. To znaczy, że na ćwiczeniach targał torbę z trzema pełnymi magazynkami, czyli dodatkowe kilkanaście kilogramów.

Ksiądz kanonik Eugeniusz Jankiewicz, kapłan diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, służył w wojsku z Jerzym Popiełuszką: – Kopaliśmy rowy, rozbieraliśmy stare budynki i czyściliśmy cegły, sadziliśmy las, wykonywaliśmy prace porządkowe.

Najważniejsze były szkolenia polityczne. W pierwszym roku służby 480 godzin, w drugim – 360.

Ksiądz Jankiewicz: – Chodziło o to, żeby nas zindoktrynować i odciągnąć od Kościoła i kapłaństwa.

Głównym zadaniem specjalnych jednostek wojskowych dla kleryków jest całkowite odciągnięcie ich od obranej drogi powołania, co niedwuznacznie wypowiadają niektórzy oficerowie – obecni „przełożeni” alumnów. Prawdziwość tych wypowiedzi potwierdza cały system szkolenia i wychowania zastosowany do kleryków.

(Z listu Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego do ministra obrony narodowej Mariana Spychalskiego, kwiecień 1965).

Prymas odwiedził Bartoszyce latem 1968 roku. Chciał się spotkać z klerykami w jednostce. Powiedziano mu, że to niemożliwe, bo w koszarach panuje grypa azjatycka, a zdrowi żołnierze mają warty.

Innym razem, gdy kardynał Wyszyński koronował obraz w pobliskim Gietrzwałdzie, kleryków wywieziono na kilka dni z Bartoszyc na ćwiczenia.

Modlitwa

Pierwsze dni w wojsku. Cała drużyna siedzi w sali. Alek proponuje, żeby odmówili różaniec. Niektórzy się boją. Część zaczyna się głośno modlić. Za karę kapral robi im na korytarzu zbiórkę. W wojsku wtedy wspólnie modlić się nie wolno. – To nie seminarium – słyszą często klerycy.

Ksiądz Jankiewicz: – Gdy po capstrzyku klękaliśmy przy łóżkach, żeby zmówić pacierz, wpadał kapral, zapalał światło i robił awanturę.

Ksiądz Dziełak (dziś ze śmiechem): – Walka z modlitwą to był gwóźdź programu.

Nie dali się złamać. Wieczorami odmawiali nieszpory, w piątki odprawiali drogę krzyżową, w niedzielę recytowali z mszału mszę świętą, urządzali dni skupienia.

Czasem modlitwy nie udaje się dokończyć – przerywa ją alarm.

Ksiądz Dziełak: – Jeżeli ktoś w niedzielę dostawał przepustkę, to najczęściej po południu, kiedy było mniej nabożeństw. Ale czasem wychodziliśmy nielegalnie przez płot i szliśmy do kościoła.

W Wielki Piątek na obiad mięso. Klerycy odmawiają jedzenia – jest ścisły post. Dowódca trzeciego plutonu wymierza im karę: trzydzieści kilometrów marszobiegu.

Ksiądz Dziełak – Pościliśmy w poniedziałki, a w piątki była kiełbasa. W ten sposób próbowano łamać nasze sumienia.

Dla najbardziej opornych ZOK – zakaz opuszczania koszar. Oprócz zakazu wyjścia poza teren koszar, meldowanie się w pełnym rynsztunku i uporczywe sprawdzanie, czy onuce są czyste, czy karabin dobrze wyczyszczony, czy plecak wyekwipowany, jak należy.

Inne kary: nocne alarmy, długie marszobiegi w maskach przeciwgazowych i bez masek.

Szeregowy Popiełuszko rzadko dostaje przepustki. Za to często biega w masce przeciwgazowej (z powodu astmy będzie się w niej dusił). W masce czyści korytarze, klozety.

Ale może być inaczej: dowolny kierunek studiów bez egzaminów wstępnych, mieszkanie, dobra praca, zwolnienie ze służby wojskowej – wszystko za rezygnację z seminarium.

Są też inne pokusy. Kadra wyświetla im filmy erotyczne, urządza przymusowe zabawy taneczne.

W pochodzie pierwszomajowym żołnierze z kompanii kleryckich maszerują razem z kobietami z miejscowych zakładów dziewiarskich. Inni żołnierze zazdroszczą im.

* * *

Rezygnują z powrotu do seminarium jedynie alumni, którzy wyraźnie odczuli wyższość życia świeckiego, a także ci, którym zdołano w wojsku wpoić dogłębne przekonanie o aspołecznym charakterze zawodu księdza, o nieprzejednanej wrogości kościoła.

(Z notatki służbowej szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego generała Wojciecha Jaruzelskiego).

Listy

Jeszcze nie byłem ni razu na przepustce. Ale wczoraj pod pretekstem włożenia pieniędzy na książeczkę PKO poszedłem po południu do miasta. Byłem w kościele i poraz pierwszy od miesiąca przyjąłem Komunię świętą.

(Z listu do księdza Czesława Miętka, ojca duchownego seminarium warszawskiego – styczeń 1967).

Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że akurat jestem ja, bo może ktoś inny by się załamał i jeszcze wkopał.

Ostatnio zaszły pewne fakty, które pozostaną mi w pamięci, które nawet zanotowałem. Pierwszy z nich to sprawa różańca wojskowego. Zaczęło się od tego, że dowódca plutonu kazał mi zdjąć z palca różaniec na zajęciach przed całym plutonem. Odmówiłem, czyli nie wykonałem rozkazu. A za to grozi prokurator. Gdybym zdjął, wyglądałoby to na ustępstwo. Sam fakt zdjęcia to niby nic takiego. Ale ja zawsze patrzę głębiej.

(Z listu do księdza Czesława Miętka, luty 1967).

My mamy zmartwienia w wojsku, wy macie w domu. I dlatego nie trzeba się nigdy złościć z żadnego cierpienia. Teraz są już wakacje. Byłbym już w domu całe trzy miesiące, gdyby nie to wojsko. Ale widocznie Bogu się podobało, żebym był razem z innymi w wojsku. Za to również trzeba dziękować Bogu. Bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czas u mnie leci szybko, już się zaczął dziewiąty miesiąc służby.

(Z listu do rodziców, czerwiec 1967).

Dowódcy starają się jak najwięcej wykończyć nas fizycznie i psychicznie, żebyśmy po powrocie byli niezdolni do pracy w swoim kierunku, a nie starają się o nasze wyszkolenie czysto wojskowe!

(Z listu do znajomych, listopad 1967).

U mnie nic ciekawego. Czuję się doskonale i ciągle mi na wadze przybywa. Obawiam się, że sutanna, którą zostawiłem w domu, po powrocie będzie za mała.

(Z listu do księdza Czesława Miętka, marzec 1968).

Awans

12 października 1968. W komunistycznej Polsce jak co roku święto Ludowego Wojska Polskiego. Tego dnia szeregowy Popiełuszko awansował na starszego szeregowego. Podobno koledzy długo musieli go przekonywać, żeby przyszył do pagonów belkę. Awans był rozkazem – za odmowę groził prokurator.

Ksiądz Dziełak: – Najpierw przez dwa lata nas poniżali, a na koniec dali cukierka.

Ksiądz Jankiewicz: – Nie wszyscy dostali awans. Jeszcze na koniec chcieli nas skłócić i zasiać między nami nieufność. Za odmowę nie można było wyjść planowo do cywila.

17 października 1968, czwartek. Rano zdał umundurowanie, założył cywilne rzeczy. Dowódca życzy mu pomyślności „na odcinku cywilnym”. Ostatni obiad w koszarach, wyjazd na stację, pożegnanie z kolegami.

Od rana deszcz. Podobno, gdy wsiadał do pociągu, rozpogodziło się.

Dwa tygodnie później pojechał na Jasną Górę. Razem z innymi klerykami, którzy przeszli przez wojsko, modlił się w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej.

Przed cudownym obrazem witał ich kardynał Wyszyński. – Przybyliście, aby Jej podziękować za wasze zwycięstwo! – powiedział.

Wojsko wyniszczyło go fizycznie. Po powrocie ze służby ciężko zachorował – ledwo przeżył operację. Do zdrowia już nigdy nie wrócił: dokuczała mu astma, niedomagało serce.

* * *

Obowiązek chrześcijanina to stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować, bo za prawdę się płaci. Tylko plewy nic nie kosztują. Za pszeniczne ziarno prawdy trzeba czasami zapłacić. Chrześcijanin musi pamiętać, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju.

(Z rozważań różańcowych księdza Jerzego Popiełuszki wygłoszonych 19 października 1984 roku w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy, kilka godzin przed porwaniem).

Woda

Kadr z filmu Popiełuszko. Wolność jest w nas:

„Dwóch do jednego pływaka. Jak się topi, to wyciągnąć. Tylko nie za szybko, żeby zdążyli się czegoś nauczyć” – komenderuje dowódca.

Tak uczono kleryków w wojsku pływania. Przywiązywano ich do liny w pasie i spychano do basenu z zimną wodą. Raz szeregowy Popiełuszko omal się nie utopił.

Do wody będzie miał uraz do końca życia.

* * *

30 października 1984 roku, wtorek. W zalewie na Wiśle we Włocławku z lodowatej wody wydobyto ciało księdza Popiełuszki. Zwłoki skrępowane były sznurem i obciążone workiem z kamieniami.

Z zeznań porucznika Waldemara Chmielewskiego, jednego z zabójców księdza Jerzego: „Wysiedliśmy wszyscy z samochodu i wszyscy trzej wyrzuciliśmy księdza do wody… Pamiętam, że usłyszałem głośny plusk”.

Korzystałem z książek: Ewa Czaczkowska, Tomasz Wiścicki, Ksiądz Jerzy Popiełuszko, Milena Kindziuk, Świadek prawdy. Życie i śmierć księdza Jerzego Popiełuszki, Krystyna Daszkiewicz, Uprowadzenie i morderstwo księdza Jerzego Popiełuszki.
 

Szeregowy Popiełuszko
Stanisław Zasada

urodzony w 1961 r. – dziennikarz, reporter, absolwent polonistyki na UMK w Toruniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Gazetą Wyborczą”. ...