Katastrofa w Smoleńsku

Katastrofa w Smoleńsku

Oferta specjalna -25%

Liturgia krok po kroku

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Sobota, 10 kwietnia 2010 roku, godz. 8.56 czasu polskiego. W kalendarzu liturgicznym Sobota w Oktawie Wielkanocy. Od jakiegoś czasu przyjęło się, aby ten dzień nazywać także Wigilią Niedzieli Bożego Miłosierdzia. 1000 metrów od pasa startowego lotniska w Smoleńsku. Katastrofa. Nad grobami rozstrzelanych w Katyniu polskich żołnierzy czekano na nich. Nie dotarli. Zginęło 96 osób. W czasie mszy puste krzesła, na nich chorągiewki i parasole. A później? Milczenie, pamięć, modlitwa, narodowa żałoba. W kolejne jej dni oswajaliśmy się z tym, że lotnisko Okęcie stało się przedpogrzebową kaplicą, warszawskimi ulicami sunął sznur karawanów z biało-czerwonymi trumnami, już zdążyliśmy dobrze zapamiętać Marsz żałobny Chopina, godzinami oglądaliśmy żałobne transmisje, w pamięci utrwalały nam się twarze ofiar smoleńskiej tragedii, ci najwytrwalsi spośród nas przez kilkanaście godzin, krok po kroku, zbliżali się do trumien z ciałem prezydenta i jego żony. Warszawski Torwar i inne miejsca stawały się przestrzenią łez, rodzenia się nadziei, bólu i modlitwy. Z kolejnymi dniami coraz częściej myśleliśmy już nie tylko o tych, którzy tragicznie zginęli, choć o nich przede wszystkim. Coraz częściej w kontekście tej tragedii myśleliśmy i o nas. Sobie stawiamy dzisiaj pytania.

* * *

Ci, którzy modlą się Liturgią Godzin, rankiem tego dnia czytali w Jutrzni fragment Pawłowego Listu do Rzymian. Nie wiem, czy ci, którzy lecieli do Katynia, czytali ten tekst jeszcze w swoich domach, czy na pokładzie samolotu. O czym myśleli, gdy Kościół kazał im tego ranka zatrzymać się przy słowach: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi” (Rz 14,7–9). Pytanie pierwsze dzisiaj brzmi: dla kogo żyję?

* * *

Jedno z najczęściej stawianych pytań w tamtą sobotę brzmiało: dlaczego? Dlaczego zginęło tylu ludzi, i to takich ludzi, i w takim miejscu? Przypadek? Symbol? Czytamy w Ewangelii: „Przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: »Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie«” (Łk 13,1–5). Z upływającymi kolejnymi dniami narodowej żałoby pytanie „dlaczego?” coraz częściej zastępowaliśmy innym: „w jakim celu?”. W jakim celu oni zginęli? W jakim celu ja jeszcze żyję? Wykorzystać szansę, która została mi dana. Jeszcze mam czas. Pytanie drugie dzisiaj brzmi: z czego mam się nawrócić?

* * *

W dniach narodowej żałoby ucichły spory, polskie wojenki, bezsensowne kłótnie. Na jak długo? Drażnił i bolał nas język politycznej debaty, sposób prowadzenia politycznych sporów, ten PR, który niszczył i odrażał. Nie pytajmy, czy politycy się zmienią i przestaną się kłócić. Pytajmy o siebie, o nasz sposób dyskursu z ludźmi o innych poglądach i przekonaniach. O nasze spory i waśnie, o nasze kolejne słowa przedwcześnie i zbyt mocno powiedziane. Jezus mówi w Ewangelii: „Jeśli przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz” (Mt 5,23–26). Bibliści zgodnie twierdzą, że kontekst wskazuje na to, iż chodzi o rozliczenie się przed sądem Bożym. Pytanie trzecie dzisiaj brzmi: z kim powinienem się pojednać?

* * *

Podczas powitań ciał tragicznie zmarłych osób najbardziej poruszający był widok rodzin. Ból, płacz, modlitwa najbliższych na klęcząco, dotykanie trumny, obrazy przytulanych i tulących się dzieci. To widzieliśmy i współodczuwaliśmy, współcierpieliśmy. Nie sposób inaczej. Iluż z nas myślało w te dni jak ludzie, o których wspomina natchniony autor Księgi Mądrości: „Nasze życie jest krótkie i smutne. Imię nasze pójdzie z czasem w niepamięć i nikt nie wspomni naszych poczynań. Przeminie życie nasze jakby ślad obłoku i rozwieje się jak mgła ścigana promieniami słońca i żarem jego przybita” (Mdr 2,1.4). W obliczu takiej tragedii, tragedii nie tylko w wymiarze państwowym, ale przede wszystkim osobistym dla najbliższych, jakżeż trudno nie poddać się rozpaczy. Nie sposób było uciec od pytania: czy ich i nasze życie rozwieje się jak mgła na smoleńskim lotnisku? Autor tej Księgi taki sposób myślenia dosadnie określa mianem „mylnego rozumienia bezbożnych”, które prowadzi do pobłądzenia (por. Mdr 2,1.21). Mądrość Boża jest inna. Z niej jest nadzieja. Ona pomaga nie utracić sensu. Przez pryzmat nadziei, niemal mistycznie możemy odczytać esemes, który do swoich znajomych wysłał ks. Roman Indrzejczyk: „Pozdrowienia z Katynia”. Bo jak czytamy w Księdze Mądrości: „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę” (Mdr 3,1–6). Pytanie czwarte dzisiaj brzmi: ile czasu potrzeba, aby nauczyć się tej Bożej mądrości?

* * *

Każdego dnia słyszymy o śmierci, ale jest to śmierć daleka, przyswajana przez nas mniej lub bardziej, ale tylko w kategoriach informacji. Inaczej jest, gdy umiera ktoś bliski, ktoś, z kim byliśmy związani. Wtedy śmierć już nie jest daleka, śmierć staje się bliska. Wtedy z tym człowiekiem umiera także cząstka nas samych. Śmierć bliska niepokoi też i dlatego, że przypomina o śmierci własnej. Ona mówi nam: ty też umrzesz. Niby to wiemy, ale śmierć zawsze przychodzi za wcześnie i nie w porę. Jezus mówi w Ewangelii: „dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 24,44). No właśnie – Syn Człowieczy przyjdzie. Biskup Tadeusz Płoski niewygłoszoną homilię w Katyniu miał zakończyć słowami modlitwy: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci – zachowaj nas, Panie. My, grzeszni, Ciebie Boga prosimy – wysłuchaj nas, Panie”. Od śmierci nagłej i niespodziewanej, czyli takiej, w której Syn Człowieczy do mnie nie przyjdzie. Pytanie piąte dzisiaj brzmi: czy jestem przygotowany?
 

Katastrofa w Smoleńsku
ks. Paweł Staroszczyk

urodzony w 1973 r. – kapłan diecezji kieleckiej, katecheta, wikariusz w parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Stopnicy. Publikował m.in. w „Kieleckich Studiach Teologicznych”, „Obecnych”, „Tygodniku Powszechnym”, kieleck...