Pocałunek Breżniewa, sygnet Putina

Pocałunek Breżniewa, sygnet Putina

Oferta specjalna -25%

Liturgia krok po kroku

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Jeden z najbardziej namiętnych pocałunków XX wieku był dziełem Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera. Sowiecki wódz gorąco wpijał się także w usta Wojciecha Jaruzelskiego, Janosa Kadara czy Gustava Husaka. Skąd tak silny żar i uczuciowości w zimnym, oficjalnym świecie partyjnej nomenklatury?

Otóż był to głęboko zakorzeniony w tradycji wschodnich satrapii sposób sprawdzania lojalności wasala. Nie da się bowiem szczerze odwzajemnić tak głębokiego pocałunku bez ładunku pozytywnego uczucia. Jeśli czujesz do swego pana niechęć, pogardę czy nienawiść, to akt taki cię zdradzi. Mężczyzna nie jest w stanie wejść w tak intymny kontakt z drugim mężczyzną bez otwarcia się na niego – w przeciwnym razie nie będzie potrafił ukryć obrzydzenia, które takie zbliżenie w nim wywołuje. Nie odbywa się to na poziomie umysłowym, lecz poza naszą kontrolą – na poziomie emocji i afektów. Gdy zwierzchnik wyczuwał w pocałunku swego wasala dystans, udawanie, wzdrygnięcie się czy brak spontanicznej żarliwości – test na lojalność wypadał niepomyślnie. Od tej pory pan wiedział, że nie może polegać na swoim słudze.

Nie wiadomo, w jakim stopniu pocałunki Breżniewa były wyrachowane, jak dalece instynktowne, jak bardzo zaś wyuczone – doskonale wpisywały się jednak w ciąg tradycji azjatyckiego despotyzmu, przenosząc zachowania sprzed stuleci w realia XX wieku. Zgadza się to z twierdzeniami wielu rosyjskich historyków (m.in. Mikołaja Trubeckoja, Lwa Karsawina czy Lwa Gumilowa), którzy uważali, że współczesna Rosja jest w większym stopniu spadkobierczynią imperium Dżyngis–chana niż dziedzicem Rusi Kijowskiej.

Upadek komunizmu nie spowodował zniknięcia zwyczajów tataro–mongolskich z etykiety Kremla. Po objęciu władzy przez Władimira Putina rozkwitły one na nowo.

Parę miesięcy temu w tygodniku „Ogoniok” ukazał się taki oto dowcip o prezydencie Rosji: Putin spotyka się w jednej z odwiedzanych szkół z delegacją nauczycieli. Ci mówią do niego: – Chcieliśmy już dawno przyjechać do Was z wizytą do Moskwy, ale nie mieliśmy pieniędzy. Na to on odpowiada: – Nie szkodzi, mogliście przyjechać bez pieniędzy.

Dowcip ten oddaje doskonale wschodnią (Feliks Koneczny powiedziałby: turańską) specyfikę relacji przywódcy z poddanymi. Władcę odwiedza się po to, by oddać mu pokłon, a wyrazem aktu poddaństwa jest złożenie mu daru. Ma to symbolizować oddanie swojego losu w ręce pana.

W przywoływanym dowcipie prezydentowi nie przychodzi na myśl, że nauczycielom zabrakło pieniędzy na podróż do Moskwy. Sądzi, że nie stać ich było na prezent dla niego, i wspaniałomyślnie to daruje. Zresztą wszystkie dobra w państwie są najpierw własnością chana, cara, sekretarza generalnego czy prezydenta, a dopiero potem mogą być uważane za tzw. własność prywatną (której – jak pokazuje przykład Michaiła Chodorkowskiego – nie można być wcale pewnym).

Intuicje zawarte w dowcipie potwierdziło życie. Otóż niedawno odwiedziła Moskwę delegacja amerykańskich biznesmenów, którzy spotkali się na Kremlu z prezydentem Putinem. Wśród gości był Robert Kraft, właściciel klubu futbolowego New England Patriots, który za zdobycie w ostatnim sezonie pucharu Super Bowl otrzymał w nagrodę złoty sygnet ze 124 diamentami. Podczas rozmowy przedsiębiorca postanowił pochwalić się swoim nabytkiem, zdjął sygnet z palca i pokazał go Putinowi. Ten obejrzał go, po czym schował do kieszeni, pożegnał się i wyszedł, zostawiając osłupiałych Amerykanów samych.

Gdyby w taki sposób zachował się George W. Bush, najprawdopodobniej w USA wybuchłby skandal, łącznie z groźbą impeachmentu prezydenta. W Moskwie obowiązują jednak inne standardy. Najbardziej zastanawiające w tej historii jest jednak co innego – otóż rosyjski prezydent potraktował amerykańskiego biznesmena jak swojego poddanego. Czy to tylko spadek po globalnych aspiracjach Kremla?

Pocałunek Breżniewa, sygnet Putina
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...