pielgrzymi szlak
fot. ARCHIWUM REDAKCJI

Po prostu idę

Lubię tę nieprzewidywalność – dziś śpimy w wygodnym łóżku pod czystą pościelą, jutro położymy się na materacu w ogromnej sali gimnastycznej. O dwudziestej drugiej zrobi się zupełnie cicho, delikatne światełka latarek i telefonów komórkowych będą nas kołysały do snu. O czwartej nad ranem zadzwonią pierwsze budziki…

Nie wiem, co było pierwsze: chęć przeżycia nowej przygody, sprawdzenia swoich możliwości, przekonania się, że skoro inni mogą, to ja chyba też? Nikt nie musiał mnie namawiać, zachęcać ani przekonywać. Przeciwnie, to ja, jeśli dobrze pamiętam, namawiałam, zachęcałam, przekonywałam, że będzie super. Kilka miesięcy później leżałam pod drzewem i myślałam ze złością, co też mi strzeliło do głowy! Jak mogłam się na to zdecydować? Wszystko mnie bolało, serce waliło jak oszalałe, upał nie dawał chwili wytchnienia, plecak z każdą minutą był coraz cięższy. Góra mnie pokonała. Nigdy więcej! – przyrzekłam sobie, przykładając mokrą chustkę do czoła. To było sześć lat temu. Za kilka dni znów spakuję plecak, zamienię wysokie obcasy na wygodne buty i wyruszę na szlak św. Jakuba. To moje ulubione wakacje. Czekam na nie cały rok. Gdy pokonuję ostatni kilometr, już myślę o tym pierwszym, który będzie. Choć bolą mnie nogi, ramiona i plecy, głowa odpoczywa jak nigdy. Nie wiem, gdzie będę spała dziś, jutro, pojutrze. Nie wiem, czy starczy mi sił, czy pogoda będzie dobra, czy będę miała co zjeść i wypić. Ale właśnie ta nieprzewidywalność, to wychodzenie w nieznane jest chyba najbardziej kuszące.

Marzenie

Nie ma co ukrywać – o pieszym pielgrzymowaniu nie wiedziałam nic. Albo prawie nic. Nigdy nie szłam na pielgrzymkę do Częstochowy. Nie znaczy to, że nie lubię chodzić. Przeciwnie. Bardzo lubię. Gdyby mnie ktoś zapytał o wymarzone wakacje, powiedziałabym bez wahania, że najbardziej lubię długie spacery, najchętniej brzegiem morza, beztroskie wylegiwanie się na słońcu, dzień bez wielkich planów, wyznaczonych godzin, pośpiechu. Nie tęsknię za wielkimi kurortami, wolę zapadłe wioski, małe miasteczka, rzadko uczęszczane szlaki. I zdecydowanie nie przepadam za zorganizowanymi wycieczkami w gronie kilkudziesięciu innych osób. Kiedy więc wiele lat temu obejrzałam film Droga życia, pomyślałam, że i ja bym tak chciała. O drodze św. Jakuba, którą przemierza bohater filmu, wiedziałam niewiele. W tamtej chwili nie znałam też nikogo, kto pielgrzymował do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Hiszpanii. Ale gdy myśl o wyruszeniu zaczęła kiełkować w mojej głowie, niespodziewanie zaczęli się pojawiać wokół mnie ludzie, którzy już t

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść