Matka Elżbieta Róża Czacka
fot. Archiwum Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża

Róża widziała więcej

Tu nie ma nic do zrobienia, stan wzroku jest beznadziejny. Niech pani się zajmie niewidomymi, którymi w Polsce nikt się nie zajmuje – usłyszała Róża Czacka. No więc się zajęła.

Od starożytności klepali biedę. Byli niewolnikami, których zadaniem było żebractwo. Tego, co otrzymali w jałmużnie, nie zostawiali dla siebie, musieli oddawać zarobek swoim panom. Jeśli przynieśli za mało, czekała ich kara chłosty. Sami żywili się okruchami ze stołów, chodzili ulicami z psami, które ich prowadziły – sypiali również na ulicy. Tak wyglądało życie niewidomych, jeśli mieli szczęście.

Byle nie zabijać

Jeśli niewidomi szczęścia nie mieli, ich ojcowie, obligowani do tego rzymskim i greckim prawem, zabijali ich we wczesnym dzieciństwie. Byli też inni niewidomi: niewolnicy, których panowie sami oślepiali, żeby wzbudzali na ulicach większą litość i przynosili większy zysk. Jeśli niewidomy niewolnik był silny, przykuwano go na całe życie do wioseł na galerach. Jeśli niewidomą była młoda dziewczyna, sprzedawano ją jako prostytutkę. W zasadzie osobę niewidomą mógł ocalić od dramatu tylko niezwykły talent, najlepiej muzyczny. Wydaje się jednak, że życiowy sukces w przypadku niewidomych – jak choćby sukces Homera, któremu bogowie mieli odebrać wzrok w zamian za dar tworzenia poezji – był wyjątkiem.

Sytuację osób niewidomych zmieniło nieco pojawienie się chrześcijaństwa. Nie było już mowy o zabijaniu chorych i słabych dzieci. Mówiło się za to o miłości, która każe pomagać innym. To chrześcijaństwo przyniosło pierwsze instytucje charytatywne: szpitale, przytułki, schroniska – niestety, większość z tych instytucji wiązała się z kosztami. Niewidomi nie byli już skazani na tułanie się po ulicach czy niewolnictwo, ale musieli zdobywać pieniądze na utrzymanie. Nie istniał żaden system edukacji. Poza wyjątkowo utalentowanymi jednostkami – samoukami – niewidomi nie mogli zdobyć zawodu. Mogli tylko żebrać. Żebrali więc przy kościołach i klasztorach, a wspieranie ich wydawało się najwyższą formą pomocy, na jaką stać było społeczeństwo. Aż do końca XVIII wieku.

Żebrak i alfabet

Zmiany rozpoczął Francuz Valentin Haüy (zm. 1822). Haüy był urzędnikiem państwowym, który pewnego dnia w Paryżu zobaczył quasi-teatralny pokaz z ludźmi niewidomymi, w upokarzających ich strojach. Zrozumiał, że tak nie może być, że niewidomi nie są maskotkami społeczeństwa. To on jako pierwszy zobaczył w nich ludzi, którzy nie różnią się od innych, powinni więc znać swoją godność i być użyteczni. Zaprzyjaźnił się z niewidomym żebrakiem i zapłacił mu, żeby ten stał się jego przewodnikiem po świecie, którego widzący

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść