Ludzkie twarze
fot. Dimitar Belchev

Złe traktowanie dziecka nie jest związane z jakąś grupą społeczną, statusem rodziny, wykształceniem rodziców, wiekiem czy miejscem zamieszkania. Ten problem dotyczy wszystkich środowisk w mieście i na wsi, a nie tylko rodzin, o których zwykliśmy mówić, że to patologia.

Rozmawiają Beata Kolska-Lach i Dorota Ronge-Juszczyk

Chciałabym z panią porozmawiać o przemocy emocjonalnej wobec dzieci. Już nie o biciu, nie o klapsach, bo przecież wszystkim wiadomo, że dzieci bić nie wolno.

Nie wszystkim wiadomo. Jedna trzecia Polaków w ogóle nie wie, że jest ustawa zakazująca bicia dzieci, i nadal uważa to za skuteczny środek wychowawczy. Zresztą katalog tych środków jest o wiele bogatszy. Dzieci są szarpane za włosy, popychane, przewracane, kopane, pozbawiane jedzenia, obrażane, wyśmiewane, upokarzane, lekceważone. Oceniamy, że w Polsce co trzecie dziecko może być w różny sposób krzywdzone emocjonalnie lub fizycznie.

Dlaczego ludzie to robią dzieciom?

Czasem mówią, że dla ich dobra. Niestety wciąż jeszcze słyszymy, że skoro ja byłem bity i wyszedłem na ludzi, to znaczy, że jest to dobra metoda wychowywania. Otóż nie jest. Zarówno bicie, jak i nazywanie dziecka matołem czy downem, bo i takie wyzwiska się zdarzają, nie wychowują, tylko są wyrazem bezsilności rodziców. I nie ma sytuacji, które by to usprawiedliwiały.

Tracimy pracę, ciągle nam brakuje do pierwszego, teściowa krytykuje, mąż popija, mamy dosyć.

Żadna z tych sytuacji nie usprawiedliwia przemocy wobec dziecka. Ani fizycznej, ani emocjonalnej. Żadna! To dorosły ma się zachowywać jak dorosły. Dziecko nie jest niczemu winne.

Jednak każdemu może się zdarzyć, że puszczą mu nerwy, powie coś przykrego, podniesie rękę.

Co innego, jeśli to się nam zdarzy, a co innego, jeśli dziecko tym klimatem oddycha jak tlenem, rośnie w atmosferze nieustannej agresji, wyzywania, obwiniania, niedoceniania. Muszę podkreślić, że złe traktowanie dziecka nie jest związane z jakąś grupą społeczną, statusem rodziny, wykształceniem rodziców, wiekiem czy miejscem zamieszkania. Ten problem dotyczy wszystkich środowisk w mieście i na wsi, a nie tylko rodzin, o których zwykliśmy mówić, że to patologia. W tych „lepszych” dziecko ma czasami gorzej, bo wszystko może się odbywać w białych rękawiczkach. Wiele dzieci nawet nie zdaje sobie sprawy, że dorośli nie powinni tak postępować. Jeśli raz czy dwa straciliśmy panowanie nad sobą, to ważne jest, co się dzieje potem. Dobrze, jeśli po takim incydencie spokojnie z dzieckiem porozmawiamy i je przeprosimy.

Mamy przepraszać dziecko?

Tak. Mamy przeprosić dziecko. Na to trzeba sporej dojrzałości dorosłego. Dziecko widzi też, że można popełnić błąd, jednak potem trzeba się ogarnąć, przyznać do tego i jeszcze przeprosić.

Może ludzie nie zdają sobie sprawy, że to też jest przemoc, że dziecko czuje się dotknięte, bo usłyszało jakieś wyzwisko?

Nieraz słyszałam od rodzica: „Przecież ja tylko powiedziałam do niego: »Ty sieroto, zawsze coś musi być nie tak, jesteś taki sam jak twój ojciec«”. Głupek, debil, mazgaj, ślamazara, wstręciuch, upośledzony, oferma, skończona idiotka… Te słowa ranią, upokarzają, czasem stygmatyzują. Kiedy pytamy, czy dziecko doświadcza w domu przemocy, słyszymy, że skąd, to TYLKO rodzice na siebie wrzeszczą i czasem w złości któreś uderzy. Tylko? Tu potrzebne jest słowo aż, a nie: tylko. Bycie świadkiem przemocy jest przemocą. Powinnością dorosłych jest chronienie dzieci przed takimi sytuacjami. A je

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść