okładka książki Ucieczka od bezradności której autorem jest Tomasz Stawiszyński
fot. ESP

Apoftegmaty trenerów fitnessu

W filmie Rok diabła Petra Zelenki jeden z bohaterów Karel Plíhal aranżuje swój pogrzeb, by zobaczyć, jak będzie wyglądało ostatnie pożegnanie, jakie będą reakcje żałobników, ceremonia na cmentarzu i jakie uczucia będą towarzyszyć mu w tej chwili. Ironiczna tonacja czeskiego reżysera była ostatecznie gorzkim moralitetem o życiu człowieka, który nie potrafi się pogodzić z przemijaniem. Dziś, przeglądając księgarskie półki uginające się od poradników spod znaku „jedz, módl się, kochaj”, nie mam przekonania, że ich autorom chodzi o to samo. Przeciwnie, ze śmiertelną powagą odmieniają przez przypadki tezę o tym, że śmierć może nas nauczyć żyć pełnią życia. Jednak wnioski, jakie wyciągają z tej metafizycznej konstatacji, tyleż dobrze brzmią, co nie niosą żadnej treści. Streszczają się w hasłach wytrychach w stylu: wszystko się w życiu ułoży, wystarczy tylko żyć tak, jak chcemy, a nie tak, jak oczekują tego od nas inni. Należy pracować nie za dużo, tylko w sam raz. Zawsze okazywać uczucia, podtrzymywać kontakty z przyjaciółmi i pozwolić sobie na bycie szczęśliwym. Jakież to proste, chciałoby się westchnąć.

I choć łatwo wykpić powyższe rady, ponarzekać na instagramowy poziom argumentacji, to jednak, czy tego chcemy, czy nie, ten model postrzegania świata jest dominujący, choć ubrany w mądrze i górnolotnie brzmiące hasła: „Uczyń z siebie markę”, „Zdefiniuj swoje cele”, „Sprzedaj innym to, co masz najbardziej atrakcyjnego”.

W tym miejscu zastaje nas błyskotliwy esej Tomasza Stawiszyńskiego, wnikliwie przyglądającego się kulturze terapeutyczno-coachowej, która wyparła ze zbiorowej świadomości podstawowe fakty o ludzkiej egzystencji: o śmierci, stracie, smutku i żałobie. To one są tytułową bezradnością, a może raczej bezradnościami, od których na różne sposoby próbujemy uciec, udając, że nie istnieją, lub nie przyznając się do tego, że nas dotykają. Służy temu szeroki wachlarz mechanizmów, które funkcjonują dookoła nas: bądź to w postaci tabletek na wszelkie dolegliwości, bądź to treningów lub warsztatów, które jak zapewniają ich twórcy, pozwalają uporządkować kolejne obszary życia, by stało się ono znośniejsze.

To wymowne przejawy dobrej nowiny o współczesnym zbawieniu. Nowy dekalog, którego przestrzeganie zapewni szczęście, a przekroczenie go spowoduje potępienie w postaci choroby lub cierpienia. Ci, którzy tego doświadczyli, najwyraźniej nie byli wierni przykazaniom o d

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść