Bazylika św. Piotra
fot. Xavier Coiffic

Katolickość to nie ja albo ty, nie my albo oni, ale my wszyscy razem. To także różnice, jakie między nami istnieją i będą istnieć, dopóki nie zobaczymy Prawdy twarzą w twarz. Katolicyzm to więź. Także między ludźmi, którzy nie do końca się rozumieją, ale stanowczo odmawiają posługiwania się mentalnością wojenną.

Rozmawiają ks. Robert Woźniak i Tomasz Maćkowiak

Katolickie pismo, katolickie radio, katolicka księgarnia. Co to za nazwy i czym się takie radio różni od radia, które w nazwie nie ma słowa „katolickie”?

Katolickość może mieć dwa podstawowe znaczenia: teologiczne i denominacyjne. Przymiotnik „katolicki” oznacza nie tylko konkretną treść teologiczną, ale również pewną tożsamość wyznaniową. „Katolicki” wskazuje na związek z papieżem i rzymskim Kościołem oraz z poglądami przez nich głoszonymi. W tym wyznaniowym znaczeniu nie wszyscy chrześcijanie są katolikami. Podobnie nie wszystkie idee są katolickie, lecz tylko te, które głosi Kościół rzymski pod przewodnictwem papieża. Określenie czegoś mianem „katolicki” oznacza w tym wypadku wskazanie na związek ze Stolicą Apostolską.

Pamiętajmy jednak, że „katolickość” to rzeczywistość, którą żyje wiele milionów ludzi na całym świecie – rzeczywistość tak rozległa i tak złożona, że opisanie jej prostymi sformułowaniami czy pojedynczymi słowami nie jest możliwe. Zawartość katolickiej świadomości tych rzesz ludzkich zapewne się między sobą różni i oscyluje gdzieś między dwoma wymienionymi znaczeniami.

Czy to coś zmieni, jeśli zamiast „katolickie radio” napiszemy „radio chrześcijańskie”?

I tak, i nie. Katolicki nie może być zaprzeczeniem chrześcijańskiego ani na odwrót. Nazwa „katolicki” – jak powiedziałem – informuje o związku z Kościołem rzymskim i papieżem. Zawiera i przekazuje informację, że ta instytucja reprezentuje poglądy Kościoła rzymskiego. Chodzi o pewną tradycję określającą styl bycia chrześcijaninem.

Radio Maryja jest katolickim głosem w naszym domu, a „Tygodnik Powszechny” jest katolickim tygodnikiem społeczno-kulturalnym. Ktoś jest tu bardziej, a ktoś mniej katolicki?

Bałbym się aż tak drastycznie rozdzielać. Wolałbym szukać punktów wspólnych. Nie razi mnie rozbieżność poglądów, ale niechęć do dialogu. Ona nie jest katolicka. Chyba tak to jest, że obydwa media mają tendencję do forsowania swoich poglądów jako wyznacznika katolickości. Tymczasem katolickość to nie ja albo ty, nie my albo oni, ale my wszyscy razem. To także różnice, jakie między nami istnieją i będą istnieć, dopóki nie zobaczymy Prawdy twarzą w twarz. Katolicyzm to więź. Także między ludźmi, którzy nie do końca się rozumieją, ale stanowczo odmawiają posługiwania się mentalnością wojenną. Osobiście chciałbym, aby oba media trwały i wypełniały swoją misję. Aby katolickość potraktowały nie tylko jako coś danego, ale jako zadanie dla siebie.

„Katolicki” dosłownie oznacza „powszechny”, ale w codziennych debatach i w potocznym użyciu to słowo rozumiane jest odwrotnie – jako wykluczające. Słychać w Polsce, jak jedni katolicy odbierają innym katolikom prawo do nazywania się katolikami i niejako wyrzucają ich z Kościoła. Czy takim sytuacjom można jakoś zapobiegać?

Dobre sposoby to rzetelne poznawanie drugiego, otwartość na krytykę, chęć podejmowania wspólnej drogi (synodalność). To wszystko zapobiega mentalności getta i wykluczaniu. Z drugiej jednak strony oczekiwanie od Kościoła rezygnacji z wyraźnego określenia, co na

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść