Prymas Wyszyński i ks. Zink
fot. Archiwum Tygodnika Powszechnego

Jom zrobziuł, com musioł

Prymasa bronił tylko pies i Niemiec. Pies to owczarek Wyszyńskiego, Niemiec – warmiński ksiądz.

Fotograf uchwycił go w birecie, prawą rękę uniósł, jakby kogoś pozdrawiał. Szelmowski uśmiech. Chociaż uśmiechał się podobno rzadko.

Na mosiężnym pomniku przed katedrą w Olsztynie jest poważny, z biskupim krzyżem na piersiach. „Obrońca Kościoła i Prymasa Stefana Wyszyńskiego, więzień systemu komunistycznego” – wyryto na cokole.

Infułat Wojciech Zink jako jedyny w episkopacie sprzeciwił się aresztowaniu prymasa. W stalinowskim więzieniu przesiedział półtora roku. Odwagi i ryzyka nauczył się przy grze w karty.

– Dlaczego został zapomniany? – rozpytuję na jego rodzinnej Warmii.

– Władzom nie podobało się jego pochodzenie – słyszę. – Dla Kościoła był wyrzutem sumienia.

Moje kochanki

„Im Namen des Vaters, des Sohnes…” – zaczyna. Ministrant trąca go. „…i Ducha Szwientego. Amen” – poprawia się.

Polski kaleczy, miesza z niemieckim. Wychodzą zabawne sytuacje. Jak wtedy, gdy przywitał wiernych: „Moi kochani i moje kochanki!”. (Miał się zżymać, że to nieprawda).

Bywa, że pomyłki są kłopotliwe. Na pogrzebie starszego księdza zaczął przemowę: „Stoimy nad padliną naszego kochanego przyjaciela”.

Edward Cyfus, rodowity Warmiak, autor książki o księdzu Zinku: – Z ojcem rozmawiał po niemiecku. Z matką w gwarze warmińskiej.

Tak zwana warmińsko godka to mieszanina różnych polskich gwar – przynieśli je osadnicy przybywający tutaj z innych ziem. Sporo w niej germanizmów.

Polszczyzny literackiej Zink uczył się w rodzinnych stronach matki – pochodziła z tej części Warmii, gdzie polskość była silna. Ale gardłowe „r” zostanie mu na zawsze. Podobnie jak twarde wymawianie miękkich spółgłosek.

Kim był?

Teresa Bogucka w „Tygodniku Powszechnym” pisze: „Był Warmiakiem, człowiekiem pogranicza. Przynależał do ludu, który trwał tu od pokoleń, a nad nim przetaczała się historia. Władali nim kolejno Krzyżacy, biskupi warmińscy, państwo pruskie, Republika Weimarska, III Rzesza, Armia Czerwona, w końcu Polska Ludowa”.

Ksiądz profesor Andrzej Kopiczko, historyk, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Olsztynie: – Narodowościowo czuł się Niemcem, przecież wyrósł w niemieckiej kulturze.

Edward Cyfus ma swoje zdanie. W książce Niezłomny Warmiak pisze: „Nie czuł przez całe swoje życie jakiegokolwiek przywiązania do narodu niemieckiego, mimo że był obywatelem Niemiec”.

Cyfus wie, co mówi: sam pochodzi z rodziny niemieckich Warmiaków (jego matka nazywała Goethego i Schillera „naszymi wielkimi poetami”), w dorosłym wieku wyjechał do Niemiec, po kilkunastu latach wrócił. O Zinku też powiada: „Bliżej było mu do narodu polskiego”.

– Ale Polakiem się nie czuł – polemizuje trochę ksiądz Kopiczko. – Choć z zaakceptowaniem polskości nie miał problemów.

Dla Polski Ludowej i tak będzie niewiarygodny.

Lekcja polskiego

Gdy w 1902 roku w Bydgoszczy przychodzi na świat, miasto nazywa się Bromberg, leży w Prusach, niektórzy nazywają je „Małym Berlinem”. Szaleje germanizacja: strajkują wrzesińskie dzieci, za dwa lata Michał Drzymała zamieszka w cyrkowym wozie, bo Prusacy nie pozwalają mu postawić domu. O wolnej Polsce marzy garstka szaleńców. Takich jak Józef Piłsudski.

Rodzice Adalberta Zinka to Antoni (Niemiec urodzony w Berlinie) i Augusta (Warmiaczka z Woryt pod Gietrzwałdem). Ojciec pracuje na kolei, rodzina często zmienia adres. Zginie w wypadku – syn ma wtedy czternaście lat, chodzi do gimnazjum w Nakle, naukę dokończy w Gdańsku.

Najprawdopodobniej umiera też jego matka, gdyż opiekę nad Adalbertem przejmuje wuj z Podlejek koło Gietrzwałdu. – Wuj był bogaty i pozwolił mu się kształcić – mówi pan Antoni, który pilnuje parkingu koło katedry w Olsztynie. W lipcowe popołudnie pokazuje mi drogę do pomnika Zinka. Uważa się za jego krajana, zna życiorys. – Był niewiele młodszy od mojego ojca, wychowywali się w tej samej wsi – dodaje.

Gietrzwałd to oaza polskości w Prusach Wschodnich. W 1877 roku z dwiema dziewczynkami o polskich nazwiskach miała tutaj rozmawiać Matka Boska. Podobno rozmawiała z nimi po polsku. A może to była „warmińsko godka”?

Europa siedzi w okopach – trwa pierwsza wojna światowa. O szesnastoletniego Adalberta Zinka upomina się pruska armia. Koszary, musztra, wojskowy dryl. Na szczęście nie zdąży iść na front.

Wybucha n

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść