Od Boga należy mi się pocałunek
fot. stoica ionela / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 votes
Wyczyść

W życiu nie chodzi o zaspakajanie naszych potrzeb, o samorealizację, o samospełnienie, ale o coś więcej. Bóg nie kocha, dlatego że ma potrzebę kochania, ale dlatego że całym sobą jest tą potrzebą.

Mnie się należy i nie ma o czym gadać! Tobie też? W porządku. Chcesz mieć, to miej. Czy ja ci w czymś przeszkadzam? A jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz. Ten typ podejścia do siebie i innych częściej występuje w formie złagodzonej. Ja mam swoje potrzeby, a ty masz swoje. Ja się nie wtrącam do twoich spraw, ty się nie wtrącaj do moich. Życie jest zbyt krótkie, nie mogę czekać z zaspokojeniem moich potrzeb. Nie jest to nowe zjawisko, znamy przecież porzekadło: Co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro, a co masz zjeść jutro, zjedz dzisiaj. Co zatem sprawia, że za wszelką cenę chcemy mieć wszystko naraz, na skinienie ręki, na pstryknięcie palcami?

Boga zawłaszczyć

Scenka z egzaminu. Wykładowca do studenta: Ależ, proszę pana, ta praca to zlepek cytatów i ani jednego cudzysłowu, ani jednej linijki odautorskiej. Przecież tak nie można… Student do profesora: Panie profesorze, ale o co panu chodzi, przecież na końcu podałem linki. Łatwo sprawdzić, z czego korzystałem. Profesor: A zasady cytowania, cudzysłów? A plagiat…? Student: No, może trzeba było wstawić, ale po co, wszystko jest w internecie. Po co robić drugi raz to samo, po co tracić czas na coś, co już ktoś zrobił?

Scenka druga, powtarzająca się od paru lat. Pierwszy dzień sierpnia, cmentarz wojskowy na Powązkach w Warszawie. Grupa mężczyzn i kobiet, na oko pod siedemdziesiątkę, a więc na pewno nie uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim. Na rękawach biało-czerwone opaski z kotwicą, w rękach różańce, święte obrazki, biało-czerwone flagi na długich, składanych, aluminiowych rurkach. Kiedy przychodzi do składania wieńców, grupka się ożywia, różańce i flagi idą wysoko ponad głowy. I choć jeden z prawdziwych powstańców prosi o godne zachowanie, niby-weterani zdają się tego nie słyszeć. Szefa pewnej partii politycznej witają oklaskami i okrzykami: Niech żyje! Natomiast przedstawicieli władz gwizdami i buczeniem.

Gdy się obserwuje tego typu zachowania, powstaje pytanie, skąd się w nas bierze tego typu agresja, taka zachłanność, przemożna chęć zawłaszczania wszystkiego, zapanowania nad wszystkim, co nam w ręce wpadnie? Przede wszystkim, skąd ta chęć zawładnięcia, zapanowania nad drugim człowiekiem, jego poglądami, jego miejscem pośród ludzi? Skąd wreszcie pokusa zawładnięcia Bogiem i Kościołem?

O pocałunek chodzi

Mnie się należy to i tamto, i owo nie tylko od ludzi, ale również od Boga. Mam do tego prawo. Ja się na świat nie prosiłem, wmodelowali mnie weń rodzice, a ostatecznie Stwórca, więc mam prawo od nich wymagać, mam prawo do ich opieki i pomocy. To prawda, ale tylko po części. Prawdą jest, że rodzice, społeczeństwo, Kościół i Bóg powinni się poczuwać do odpowiedzialności za nasz los. Ale prawdą jest również, że Bóg nie jest naszym dłużnikiem i że nie jest nam nic winien. Z tego jednak nie wynika, że Bóg, jeśli się nami interesuje, to jedynie z łaski, gdyż to by znaczyło, że równie dobrze mógłby się bez nas obyć i nadal, w swojej najpełniejszej doskonałości, byłby szczęśliwy. Anioł Ślązak mówi:

Niegotowy Bóg się staje w doczesności Tym, czym nie był nigdy w całej swej wieczności.

a następnie

Czego chce Syn Boży, że w taką nędzę wpada I krzyż taki ciężki na ramiona wkłada? I że aż do śmierci się trwoży bez ratunku? On pragnie tego właśnie, twego pocałunku.

A zatem, jedynej rzeczy Bóg, dlatego że jest wszechmogący, nie może zrobić, nie może przestać kochać, bo gdyby przestał kochać, zaprzeczyłby sobie samemu, swojej istocie. Stałby się odwrotnością, przeciwnością, zaprzeczeniem samego siebie. Przy takim postawieniu sprawy, my, ludzie, jawimy się jako ci, bez których Bóg nie potrafi istnieć, to znaczy być szczęśliwy. Bóg jawi się jako ktoś, którego szczęściem jestem ja, jesteśmy my, ludzie, świat.

Bóg, kochając nas, nie robi nam łaski, więc i człowiek, jeśli ma być obrazem, podobieństwem, odwzorowaniem, odzwierciedleniem Boga, kochając, też nie robi nikomu łaski, ale po prostu postępuje tak, bo inaczej postąpić nie może. W życiu nie chodzi zatem o zaspokajanie naszych potrzeb, nie chodzi o samorealizację, o samospełnienie, ale o coś więcej. Bóg nie kocha, dlatego że ma potrzebę kochania, ale dlatego że całym sobą jest tą potrzebą. Bóg nie kocha, On Jest Miłością.

Tymczasem człowiek, zapominając o tym, jaki jest ten chrześcijański, biblijny Bóg, zaczyna podchodzić do Niego w sposób kunktatorski, czysto interesowny, żeby nie powiedzieć merkantylny. Handlujemy więc z Bogiem, a monetą przetargową w tym handlu jest to, co nazywamy modlitwą i dobrymi uczynkami. Nic dziwnego, że przy takim nastawieniu do Boga wciąż dochodzi do konfliktów. No bo skoro dopełniłem tego, czego Bóg ode mnie oczekuje, to teraz kolej na Niego, na rewanż, a ponieważ Bóg z sobie tylko wiadomych powodów nie spełnia naszych oczekiwań, rodzi się w nas żal, rozczarowanie, wreszcie cichy lub otwarty bunt. Czujemy się oszukani i skrzywdzeni. Przyjmujemy więc wobec Boga postawę roszczeniową, a o tym, jak w praktyce to roszczeniowe podejście do Boga wygląda, czytamy w opisie kuszenia Jezusa.

Pod pierzynką potrzeb

Pierwsze podejście. Nietrudno zauważyć, że Kusiciel przede wszystkim usiłuje pomóc Jezusowi w zaspokojeniu podstawowych potrzeb – materialnych, psychicznych i duchowych. Próbuje wmówić człowiekowi, że mu się należy. Mówiąc najkrócej, chodzi o żołądek, sławę i władzę. Kusiciel usiłuje podpowiedzieć człowiekowi, jak w sposób łatwy i przyjemny, a przede wszystkim natychmiastowy, osiągnąć sukces w życiu osobistym, społeczno-politycznym i oczywiście religijnym.

Kłamca-kusiciel, wiedząc, z kim ma do czynienia, zaczyna ostrożnie od spraw niższego rzędu, wegetatywnych, fizjologicznych. Próbuje podpowiedzieć Jezusowi, w jaki sposób szybko i bez wysiłku zapewnić sobie dostatnie życie. Zdaje się mówić: Masz możliwość, korzystaj! Łap szczęście w locie! Nie bądź głupi, co cię obchodzą inni, z Bogiem włącznie. Jak sobie sam nie pomożesz, to i inni ci nie pomogą. Sumienie? A co to takiego? Bóg? Trzeba się z Nim liczyć, ale pracy to On ci raczej nie załatwi. A poza tym podstarzałe już porzekadło mówi: Kto ma żywność, ma władzę.

Drugie podejście. Komu jak komu, ale tobie należy się od życia więcej niż komukolwiek innemu. Jednemu Kusiciel będzie więc wmawiał, że dlatego należy się mu więcej niż komu innemu, bo jest wyjątkowo utalentowany, zajmuje bardzo odpowiedzialne stanowisko, dla którego bardzo się poświęca, odznacza się nadzwyczajną pobożnością i uczciwością, jest też sławny, więc ludzie i Bóg powinni czuć się zobowiązani wobec tak wartościowej jednostki. Innemu zaś również będzie wmawiał wyjątkowość i prawo do szczególnej pozycji w społeczeństwie i Kościele, ale z innego powodu. Widzisz, tak wiele wycierpiałeś, ale nie dorobiłeś się jak inni. Dobrze zasłużyłeś się przez swoje bohaterskie czyny Bogu i ojczyźnie, a więc też jesteś na swój sposób znaczący, sławny, no to się nie krępuj, owo więcej też się tobie należy. Za twoje zasługi, za ogrom nieszczęść, które na ciebie spadły i które inni na ciebie sprowadzili, masz prawo do tego, by cię noszono na rękach. Jednym i drugim zaś wmawia Kusiciel, że najlepsze wyjście z tej przykrej sytuacji to rzucić się w dół na łeb, na szyję, to znaczy wszelkimi sposobami zacząć walczyć o to więcej, o to moje, swoje, czasami niby nasze, należne nam z samej rzekomej, ale i rzeczywistej, sprawiedliwości. Powinieneś mieć to więcej nie tylko dla siebie, ale i dla innych, gdyż „duży może więcej”.

Wreszcie trzecie podejście. Pokusa władzy. Mam władzę, mam rację i basta! Wszystko jedno, o jaką władzę chodzi – rodzicielską, społeczną, polityczną czy religijno-kościelną. W gruncie rzeczy ta pokusa władania, rozumianego jako możliwość bezwzględnego dysponowania ludźmi i Bogiem, jest wspólnym mianownikiem wszelkich innych pokus, o których mowa w ewangelicznym opowiadaniu, jak i w naszym życiu. Chodzi o władzę, przed którą pada się na twarz. „Znowu bierze Go diabeł na bardzo wysoką górę i pokazuje Mu wszystkie królestwa świata z całym ich przepychem, i mówi Mu: – To wszystko dam Tobie, jeżeli upadniesz na twarz i złożysz mi hołd”. Wszystko to, na co patrzysz, dam tobie – w tym momencie Kusiciel odsłania swoją, jeśli ją oczywiście ma, twarz. Po prostu kłamie. Obiecuje dać to, czego w żaden sposób dać nie może, gdyż nie posiada niczego, żyje przecież złudzeniami i ze złudzeń. Właścicielem wszystkiego jest ktoś inny. Ktoś, kto posiada nie dla samego posiadania, ale dla podarowania. Bogu nie o zaspokajanie naszych potrzeb chodzi, nie chodzi Mu o prezenty, ale o pocałunek, czyli o relację nawet nie taką, jaka zachodzi między ojcem i dzieckiem, ale o takie powiązania, jakie występują między Ojcem, Synem i Duchem.

Jeszcze raz o tym samym

Gdzie więc szukać ratunku? Na pewno nie tylko u ludzi, ale u Tego, który ma wszystko, bo jest wszystkim i ponad wszystkim. Bóg chrześcijan jest tym, który dlatego że wszystko posiada, jest jednym wielkim pragnieniem. To dlatego stał się człowiekiem. Nie z litości, nie z łaski, nie z żadnego innego powodu tak kurczowo trzyma się ludzi, jak tylko dlatego, że inaczej żyć nie potrafi. Nie potrafi żyć nie tylko bez tych, którzy Go kochają, ale i bez tych, którzy Go nienawidzą, gdyż jest jedną wielka potrzebą oddania siebie.

Martwiła się w swoim czasie Juliana z Norwich cierpieniami, które zadajemy Jezusowi i „Wówczas nasz dobry Pan Jezus Chrystus przemówił i spytał: Czy jesteś rada, że cierpiałem za ciebie? Odrzekłam: Tak, mój dobry Panie, dzięki Ci. Tak, mój dobry Panie, bądź błogosławiony! Wówczas Jezus, nasz dobry Pan, rzekł: Jeśli jesteś rada, to i ja jestem rad. To dla mnie niewysławiona radość i nieskończone szczęście, ilekroć mogłem znosić cierpienie dla ciebie, gdyż jeślibym mógł cierpieć więcej, cierpiałbym więcej”1. Wszystko dlatego, że „Bóg dla mnie (się) trudzi i działa we wszystkich rzeczach stworzonych na powierzchni ziemi” (CD 236)2.

Ta prawda o Jezusie i Jego podejściu do ludzi nie jest obca również nam. Bo nawet jeśli stawiamy Bogu żądania, to staramy się robić to jak najdelikatniej. Nie chcemy być bezczelni. Ukrywamy więc nasze żądania pod płaszczykiem pokornych modłów, próśb serdecznych, przyozdabiamy je niekończącymi się pielgrzymkami i litaniami, jak też dobrymi uczynkami. Podobnie postępujemy z ludźmi i nie wiadomo już, co jest przyczyną, a co skutkiem. Czy dlatego tak nieludzko traktujemy Boga, bo tak samo traktujemy ludzi, czy odwrotnie. Najprawdopodobniej dzieje się tak, ponieważ niejako podskórnie wyczuwamy, że nie ma jednego bez drugiego. Bóg jest tam, gdzie są ludzie, i dlatego więcej jest szczęścia w dawaniu niźli w braniu (Dz 20,36).

1 Juliana z Norwich, Objawienia Bożej miłości, przeł. Aleksander Gomola, W drodze, Poznań 2007, s. 132.
2 Święty Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, przeł. Jan Ożóg SJ, WAM, Kraków 2000.

Od Boga należy mi się pocałunek
Wacław Oszajca SJ

urodzony 28 września 1947 r. w Zwiartowie – jezuita, teolog, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista. Mieszka w Jastrzębiej Górze....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze