Mój list
fot. stephanie harvey / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 opinie
Wyczyść

Kochany Ojcze Święty,

jest już wieczór, a Ty, prawdopodobnie, odmawiasz kompletę po bardzo długim i męczącym dniu. Patrzę przez okno mojej sypialni na słabo oświetlone i pokryte śniegiem dachy Warszawy. Wokół mnie jest bardzo cicho.

Tak, Ojcze Święty, to był bardzo długi dzień. Teraz zaś opada zasłona nocy na wszelkie głosy rozpaczy, na aktualności, komentarze, niedowierzania oraz emocje.

Muszę Ci się przyznać, że pozostawiłeś mnie bez słów, gdy zdecydowałeś, że już nie będziesz pełnił posługi Biskupa Rzymu. Moimi pierwszymi reakcjami były gniew oraz bunt.

Pomyślałam sobie, że „Ojciec nie zostawia nigdy swoich dzieci”, a potem zaczęłam płakać. Gdy jednak obejrzałam nagranie ze spotkania, podczas którego ogłosiłeś swoją wolę, uświadomiłam sobie, jak bardzo bycie ojcem dla mnie oraz milionów moich sióstr i braci mogło Cię zmęczyć w ciągu ostatnich lat. Twój głos drżał, twarz się postarzała, a spojrzenie zmarniało.

Do wszystkich innych zmartwień, które sprawiliśmy Ci w ciągu ostatnich lat, dołączyłeś jeszcze ciężar podjęcia tej najpoważniejszej decyzji.

Musiałeś oczywiście zadecydować sam, wziąć na siebie całą odpowiedzialność za decyzję, która – jak z pewnością przeczuwałeś – wzbudzi wiele zamieszania.

Nie dowierzając temu wszystkiemu, obejrzałam nagranie jeszcze raz i dotarło do mnie, że moja początkowa złość, jakkolwiek emocjonalnie zrozumiała, nie była usprawiedliwiona. Nie zostawiłeś nas. Najzwyczajniej na świecie zwróciłeś się do nas, mówiąc: „Nie daję rady, dzieci, teraz ja potrzebuję waszej pomocy”, tak jak ojciec, który ma pełne prawo po całym życiu posługi rodzicielskiej prosić własne dzieci o pomoc w znoszeniu starości.

Jesteśmy tutaj, Ojcze Święty, wszyscy wokół Ciebie. Jesteśmy tutaj, owszem trochę smutni, ale nie zdesperowani, trochę zdumieni, ale nie rozczarowani.

Zostałeś powołany, by nas prowadzić w momencie trudnej przemiany. Dokonałeś tego z wielką prostotą i dokładnością, stawiając kropki nad wielkimi „i” naszej wiary. Przypomniałeś nam, czym są WIARA, NADZIEJA oraz przede wszystkim MIŁOŚĆ, a to nie jest mało.

I właśnie dlatego, czy tego chcesz, czy nie, dla nas i dla Kościoła pozostaniesz na zawsze punktem odniesienia, tak w trakcie Twojego życia ziemskiego, jak i przez całą wieczność.

Nie zostawiaj nas, bądź z nami także w zaciszu Twojego wycofania się.

Na końcu chciałabym Ci zadedykować wspaniałą modlitwę, którą John kardynał Newman napisał wiele lat temu:

May He support us all the day long, till the shades lengthen and the evening comes, and the busy world is hushed, and the fever of life is over, and our work is done. Then in His mercy may He give us a safe lodging, and a holy rest and peace at last.

Niech On nas podtrzymuje przez cały długi dzień, dopóki cienie się nie wydłużą i wieczór nie nastanie, a zaaferowany świat ucichnie i gorączka życia ustanie, gdy nasza praca jest skończona. Potem w swoim Miłosierdziu niech nam da bezpieczny zakątek i błogosławiony odpoczynek, i pokój na zawsze.

Warszawa, 11 lutego 2013

Mój list
Tessa Capponi-Borawska

urodzona 3 marca 1959 r. we Florencji – ukończyła studia historyczne na tamtejszym uniwersytecie, do Polski przyjechała w 1983 roku, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Od wielu lat publikuje w „Twoim...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze