Niecierpliwość
fot. beniamin sinca / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%
Wyczyść

Kto goni za nowością, buduje dom na piasku ulotnych wrażeń i emocji. Niechybnie będzie oglądał upadek swoich kolejnych nadziei. Zgoda na budowanie życia na skale, którą jest Jezus Chrystus i Jego Ewangelia, jest decyzją wejścia na drogę krzyżową, a w konsekwencji na umieranie starego człowieka.

Nowość jest wpisana w chrześcijaństwo w sposób istotny, skoro jego fundamentem jest Nowy Testament. Jak chrześcijanin może nie pragnąć tego, co nowe, jeśli czyta w Liście św. Pawła, że Jezus Chrystus „sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia” (2 Kor 3,6). Jak sługa Chrystusa może pominąć nowość, jeśli przeczytał w listach świętego Pawła o tym, że dawny człowiek został wraz z Chrystusem przybity do krzyża, a „przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,4). Jak może nie pragnąć nowości ktoś, kto wyczytał w proroctwach Izajasza słowo Boga: „oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą” (Iz 65,17) albo w Apokalipsie św. Jana o tym, że „ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły” (Ap 21,1). Przekonanie, że nowe jest lepsze od starego, wzmocnione będzie wezwaniem św. Piotra: „Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, jako że przaśni jesteście. Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1 Kor 5,7). Jakby tego było mało, to Jan napisze, że ci, którzy poszli za Chrystusem, pielgrzymują do Miasta Świętego – Jeruzalem Nowego „zstępującego z nieba od Boga, przystrojonego jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża” (Ap 21,2). Jednym słowem my chrześcijanie „Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość” (2 P 3,13).

Moda na nowość

Po zebraniu tylu cytatów pochodzących ze świętych ksiąg można by przypuszczać, że wszystko, co nowe, będzie wskazywać kierunek rozwoju człowieka, jego twórczości i wzrostu. Niezależnie od tego, czy będziemy mieli do czynienia z życiem indywidualnym czy społecznym, gospodarczym czy politycznym, z rzeczywistością fizyczną, psychologiczną czy duchową, nowe będzie się kojarzyć pozytywnie, a stare będzie miało posmak negatywny. Niestety, jak to często bywa w dziejach człowieczych, potrafimy to, co dobre, tak potraktować, tak po swojemu wykorzystać, że prawdziwa wartość traci pierwotne znaczenie i obraca się w swoje przeciwieństwo.

Nie inaczej jest z nowością. Jeśli świat wartości jest zakorzeniony w przymierzu z Bogiem i na Nim opiera swoją hierarchię, to wskazuje człowiekowi drogę ku szczęściu zgodnym z Jego wolą. Gdy jednak człowiek – powtarzając scenariusz grzechu pierworodnego – bierze sprawy w swoje ręce, odchodząc od Bożych praw, to wartości oderwane od Źródła mogą prowadzić na manowce. W takiej sytuacji wartość nowości nie jest oparta na obiektywnym porządku rzeczy, ale płynie z tego, że czegoś jeszcze nie było, że coś dopiero zostało wymyślone. Nie wiem, kiedy ten proces się zaczął ani kiedy się skończy, ale rozglądając się dookoła, mogę stwierdzić, że przybiera dziś niepokojące rozmiary i niechybnie zmierza do unicestwienia ludzi ogłupionych pogonią za nowością.

Żyjemy w świecie zwariowanym na punkcie nowości. Nowość nie jest już słowem opisującym rzeczywistość, ale wartościującym, oznaczającym, że coś jest dobre, tylko dlatego że jest nowe. Jedną z najpopularniejszych zachęt stosowanych w reklamie różnych produktów jest właśnie nowość. Mamy nowe kolekcje ubrań i butów, najbardziej interesujące są nowości wydawnicze na rynku książki i premiery filmowe w kinach, najłatwiej porozmawiać przez nowe modele telefonów, a teksty pisać na nowych wersjach komputerów zaopatrzonych w nowe wersje edytorów tekstu. Jakby tego było mało, ukrytym przesłaniem wielu reklam jest przekonanie, że najlepsze egzemplarze gatunku ludzkiego to te, które są nowe, młode i świeże. Nazwanie kogoś staroświeckim, niemodnym czy konserwatystą brzmi niemal jak obelga. Co prawda minęły już czasy komunistycznego propagowania idei postępu, ale znakiem naszego czasu jest ucieczka do przodu, nieustanna pogoń za tym, co przed nami.

Nowe technologie

Nie mam zamiaru wpadać w skrajność, narzekać na dzisiejsze czasy i promować tego, co stare, utrzymując, że kiedyś było lepiej, a teraz świat schodzi na psy. Doceniam ludzką kreatywność i szukanie nowych rozwiązań w każdej dziedzinie wiedzy. Postęp technologiczny tak dynamicznie wchodzący w nasze życie w ostatnich dziesięcioleciach sprawił, że to, co traktowane było jak fantastyka naukowa w pokoleniu naszych rodziców, jest przyjmowane przed nas jako pozytywna zmiana, a dla współczesnych dzieci jest już oczywistością, bo one nie znają świata bez internetu, telefonów komórkowych i wielu innych wynalazków. Nowości wpływających pozytywnie na kształt, jakość i długość naszego życia można wymieniać tysiące i trzeba Bogu dziękować za potęgę ludzkiego umysłu. Problem z nowością zaczyna się wtedy, gdy jej poszukiwanie przestaje być tendencją, nad którą chcemy mieć kontrolę, a staje się grzechem, gdy objawia się w konkretnych, mających negatywne konsekwencje, wyborach.

Przypatrzmy się, jak to wygląda w przestrzeni dóbr konsumpcyjnych. Żyjący w naszym kraju Kowalski opętany pogonią za nowością będzie się starał nieustannie pozbywać starych przedmiotów, ubrań czy urządzeń, by zastąpić je nowymi. Chęć posiadania tego, co akurat weszło na rynek, co pojawiło się w reklamie, sprawia, że nie zdąży on się nacieszyć tym, co nabył wczoraj. Przez przymus posiadania tego, co nowe, będzie nieustannie marnował swoje siły, wyrzucając przedmioty, na które wcześniej musiał ciężko zapracować. Każdy może oczywiście tak robić, jeśli ma na to ochotę i go na to stać, ale patrząc na takiego człowieka z boku, trzeba stwierdzić, że nigdy nie zazna szczęścia i pokoju. Rynek zawsze będzie dostarczał nowe produkty, więc jeśli ktoś nie jest milionerem, który na wszystko może sobie pozwolić, będzie zmuszony do morderczej pracy, by zarobić na zakup nowych rzeczy. Konsekwencją zrobienia z nowości bożka jest nie tylko brak pokoju i wieczne nienasycenie, ale niemożność zadbania o bardziej stabilne wartości. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś taki mógł ze spokojem delektować się obecnością starych przyjaciół albo tracić czas na rozmowę z Bogiem, który jest ten sam, wczoraj, dziś i na wieki. W połączeniu z pychą, która każe błyszczeć i wynosić się nad innych, oraz chciwością, która jest nieuporządkowanym dążeniem do posiadania coraz to nowych rzeczy, pogoń za nowością może przybrać formę chorobliwego lokowania poczucia własnej wartości w posiadanych przedmiotach, których inni nie mają. Problem urasta, gdy taka tendencja nie jest problemem pojedynczych ludzi, ale cechą całej cywilizacji. Rabunkowa eksploatacja dóbr naturalnych, zanieczyszczanie środowiska, produkcja Himalajów śmieci, marnowanie oceanów dóbr wszelakich, które z powodzeniem mogłyby służyć jeszcze przez lata, to konsekwencja tego, że nasz świat nakręcany jest przez koniunkturę nowości.

Nowości kulturalne

Nieco inne problemy pojawiają się w przestrzeni ludzkiej myśli. Postęp technologiczny we wszystkich dziedzinach życia niesie ludzkości liczne dobrodziejstwa. Jeśli jednak nie ma się stać żywiołem, który nas pochłonie i wypluje, musi być poddany nieustannej refleksji, pozwalającej stwierdzić, czy konkretny wynalazek służy dobru człowieka, czy też wnosząc pewne dobro, otwiera jednocześnie drzwi destrukcyjnym procesom, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. Jeśli piszę o grzechu pogoni za nowością, to można przypuszczać, że narażeni są na niego przede wszystkim ludzie, którzy odpowiadają za podejmowane badania i penetracje nowych obszarów nauki. W czasach, gdy jako ludzkość nie tylko wykorzystujemy naturalne bogactwa, doskonalimy technologie oparte na poznaniu praw matematyki, fizyki czy chemii, ale podejmujemy też eksperymenty genetyczne, zaczynamy majstrować przy powstaniu osoby ludzkiej, odpowiedzialność rośnie. Brak pytania o konsekwencje nowych wynalazków, refleksji nad skutkami zastosowania w praktyce nabytych umiejętności jest nieodpowiedzialnością, a niezważanie na możliwe konsekwencje w imię rozwoju i postępu nauki jest grzechem, którego negatywne następstwa mogą spaść na wielu ludzi.

Przede wszystkim szokować

Dziedzinami, w których grzech pogoni za nowością mamy okazję dostrzegać każdego dnia, są kultura i sztuka. Nikt nie jest w stanie ogarnąć tysięcy nowych tytułów, które pojawiają się na księgarskich i muzycznych półkach, na ekranach kin, na ścianach muzeów i galerii, w witrynach internetowych. U twórców pragnących przebić się ze swoim przesłaniem obliczem bożka pogoni za nowością jest oryginalność. Chcąc zaistnieć, trzeba się odróżnić, zrobić coś, czego jeszcze nikt nie robił, albo w taki sposób, na jaki nikt jeszcze nie wpadł. Owocem takiej tendencji jest eksperymentowanie z treścią i formą. Nie liczą się tu żadne reguły: kanony estetyczne, tradycja kulturowa, wartości wypływające z religii, dobro i zło, moralność i grzech są tylko elementami, których artysta może w dowolny sposób użyć. Dążąc do nowej ekspresji, przekraczając kolejne granice, nie będzie zwracał uwagi na to, czy kogoś obrazi, zgorszy, czy stworzy coś wartościowego, czy tylko zszokuje nowością.

Nie jestem artystą, nie wiem, jakie myśli towarzyszą procesowi twórczemu, na ile poddany jest on moralnej refleksji, ale dla odbiorcy, do którego kierowana jest ta twórczość, ważne jest porządkowanie tego, co otrzymuje, i znajdowanie tego, co rzeczywiście wartościowe. W tym kontekście ktoś podejmujący refleksję nad odpowiedzialnością za swoje życie będzie zadawał sobie pytanie, czym się karmi, po jakie pozycje sięga. Czy kieruje się tym, co modne, co na topie, co czytają, oglądają, słuchają wszyscy, czy też spróbuje kroczyć własną ścieżką. Trudno tu byłoby bezpośrednio wskazać, na czym miałby polegać grzech pogoni za nowością, wszak samo zapoznanie się z najdziwniejszymi nawet treściami czy formami nie musi być złe. Można jednak zapytać, czy poświęcanie czasu na to, co nie karmi, nie wzbogaca, a tylko olśniewa blichtrem nowości, nie jest marnowaniem talentu i czasu, które Bóg złożył w ręce każdego człowieka. Być może przed tronem Najwyższego przyjdzie śmiertelnikowi zdać sprawę z minut, godzin, dni, tygodni, w których dążył, by być na czasie, by się orientować, mimo że niewiele to wnosiło w jego życie.

Nowi przyjaciele i małżonkowie

Człowiek goniący za nowością będzie też niestały w relacjach z ludźmi, jednak korzeń takiej niestałości rzadko przyjmuje postać czystej fascynacji nową osobą. Gdybyśmy popatrzyli na przyjaźnie takiego człowieka czy jego zaangażowania uczuciowe, okazałoby się, że żadna nie trwała zbyt długo, a na pytanie, dlaczego tak się dzieje, usłyszelibyśmy zapewne odpowiedź, że jego partner czy partnerka coś zawalili, popsuli, okazali się nie tacy, jacy mieli być. W tym wypadku grzech pogoni za nowością przyjmuje postać tęsknoty za ideałem.

Z początku poznany człowiek wydaje się tajemniczy i fascynujący. Nasz Kowalski ma wtedy nadzieję, że wreszcie spotkał kogoś, kto jest odpowiedzią na jego tęsknotę miłości i przyjaźni, że znalazł sens życia. Niestety, początkowe wrażenia i zauroczenia z czasem bledną, a do głosu dochodzą ludzkie przywary i wady, które niszczą idealny obraz. Nadzieja, że znalazło się ideał, rozpływa się w rozczarowaniu. Ktoś znowu nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Taki stan, który przychodzi po kilku miesiącach albo latach, sprawia, że zawiedziona osoba staje się otwarta na kogoś innego, kto sprawi, że serce zabije żywiej, emocje nabiorą temperatury, a uciążliwość starej relacji będzie można zastąpić nowym związkiem. Wystarczy rozejrzeć się wokół, by spotkać ludzi przeskakujących z kwiatka na kwiatek, kogoś, kto ma piątą żonę lub czwartego męża, nie mówiąc o ludziach, którzy nawet nie udają, że trudzą się tworzeniem nowych relacji, interesuje ich bowiem nowy, młodszy model współmałżonka czy utrzymanka.

Patrząc na świat w perspektywie grzechu pogoni za nowością, możemy pominąć grzechy związane z nieprzestrzeganiem szóstego przykazania czy nierozerwalności małżeństwa. Nie tylko dlatego że nie dotyczą one niestałości w przyjaźniach, ale dlatego że rzeczą ważniejszą jest tu instrumentalne traktowanie drugiego człowieka. Dla opisywanego Kowalskiego spotkana osoba nie jest wartością samą w sobie, kimś, komu należy się szacunek, ma jedynie dostarczać określonych wrażeń i przeżyć, odpowiadających na jego zapotrzebowanie. Egocentryzm fascynata nowości sprawia, że drugi człowiek tak długo jest wart zainteresowania, jak długo spełnia pokładane w nim nadzieje. W wypadku rozczarowania nie ma sensu pracować nad pogłębieniem relacji, przekroczeniem trudności, budowaniem więzi opartej na głębszym fundamencie niż fascynacja. Łatwiej poszukać kogoś innego. Nie zawsze musi się to wiązać z poczuciem krzywdy czy porzucenia. Czasami zdarza się, że obie strony myślą podobnie i uznają, iż czas się rozstać, bo do związku wkradła się nuda.

Nowa duchowość

W życiu duchowym trzeba rozróżnić pragnienie życia w duchu nowego człowieka od pogoni za nowością. Ta pierwsza rzeczywistość oznacza pragnienie zanurzenia się w przymierzu z Jezusem Chrystusem, zjednoczenia się z Nim tak mocno, by móc powiedzieć za świętym Pawłem, że „żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”. Karykaturą takiej postawy będzie deklarowanie pragnienia przynależenia do Jezusa, ale w rzeczywistości szukanie nowego towaru duchowego, który dostarcza wewnętrznej satysfakcji lub pozwoli przynajmniej zapomnieć o niewygodnych problemach. Taka osoba sporo czasu poświęca na pobożne lektury, udział w spotkaniach różnych grup, angażowanie się w działania ewangelizacyjne. Prawdopodobnie ma już za sobą udział w ruchu oazowym, Odnowie w Duchu Świętym, otarła się o neokatechumenat, była również w Kościele domowym i różnych duszpasterstwach specjalistycznych, a teraz mówi często o nowej ewangelizacji i chętnie uczestniczy w modlitwach o uwolnienie.

Gdyby takiego człowieka zapytać o spowiednika czy kierownika duchowego, to wymieniłby długą listę kapłanów, u których się spowiadał i których się radził, ale z jakichś powodów, zawsze niezależnych od niego, ta współpraca zwykle w końcu przestawała się układać i trzeba było szukać pomocy u kogoś innego. Również lista lektur duchowych, po które sięgnął nasz bohater, jest długa. Co ciekawe, przy doborze książek rzadko kierował się własnymi upodobaniami, adekwatnymi do jego drogi duchowej. Najczęściej czytał to, co w danym momencie było na topie, co wszyscy czytali, co dostarczało nowych wrażeń i otwierało nowe horyzonty. Goniący za nowością chrześcijanin jest niecierpliwy. Chciałby natychmiastowego efektu, oczekuje, że nowe impulsy i inspiracje duchowe rozwiążą wszystkie jego problemy, uczynią drogę naśladowania Jezusa łatwą i przyjemną autostradą duchową, na której rozwinie satysfakcjonujące go prędkości wzrostu w łasce u Boga i u ludzi.

Czasem taka niecierpliwość, szukanie nowych wrażeń duchowych może wyprowadzić człowieka poza chrześcijaństwo. Poszukiwacz odpowiadającej mu duchowości może stwierdzić, że poznał już tradycję, w której się urodził, tymczasem nieznane są mu inne religie i tradycje duchowe. Fascynować może prawosławny koloryt teologii, ikon czy liturgii, inspirujące może być zetknięcie z różnymi Kościołami czy wspólnotami pentakostalnymi, których dynamizm pociąga bardziej niż stabilność rzymskiego katolicyzmu. Dla kogoś jeszcze bardziej fascynujące może się okazać zanurzenie w tradycjach judaistycznych, mistyce islamu czy religii dalekowschodnich. Tam prawie wszystko jest nowe! W takim wypadku pragnienie nowości może prowadzić do grzechu apostazji, wyrzeczenia się Chrystusa.

Przez śmierć do nowego życia

Droga chrześcijanina, oparta na biblijnym zaproszeniu do Nowego Jeruzalem, do nieustannego odnawiania się w Chrystusie, nie gwarantuje natychmiastowej satysfakcji ani udziału w nowości, którą zapowiada, ale jest zaproszeniem na wąską ścieżkę naśladowania Mistrza. Jego Pascha, przejście od starego do nowego życia wiedzie przez mękę, krzyż i śmierć do zmartwychwstania. Każdy Jego uczeń wie, że „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37–38). Jeśli ktoś pragnie zasmakować nowego życia w Jezusie Chrystusie, a nie jest gotowy umierać dla swoich wad, nawyków, małości, cierpliwie zmagać się ze swoim grzechem, nie ma szans na odnalezienie nowej radości. Umieranie jest bowiem procesem powolnym. Nawet radykalne, spektakularne nawrócenie, zachłyśnięcie się doświadczeniem Jezusa nie gwarantuje, że znikną wszystkie nawyki starego życia. Więcej niż pewne jest, że zbliżając się do światła Chrystusa, Jego uczeń coraz bardziej będzie odkrywał swoją ciemność: im bardziej będzie chciał kochać, tym boleśniej się przekona, że nie potrafi tego robić, a im bardziej będzie chciał być do Jezusa podobny, tym bardziej będzie świadomy, że bez Jego łaski sam niczego zrobić nie potrafi. Dopiero odkrycie i pogodzenie się z tym pozwala wejść na drogę pokornej zgody, że całe życie człowieka jest zmaganiem o wierność powołaniu do Nowości, które otrzymało się w Chrystusie.

Umrzeć aby owocować

Nowość, którą proponuje Ewangelia, jest nowością ziarna. „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12,25–26). Na tej drodze człowiek niejednokrotnie będzie zmuszony do rezygnowania ze swoich planów, zgody na swoją niedoskonałość, porzucania świetlanej wizji samego siebie, cierpliwego czekania, aż proces umierania starego człowieka wyda owoce godne nawrócenia. To nigdy nie jest przyjemne. Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że ten proces jest często bardzo bolesny, i to nie bólem heroicznym, który da się sfilmować albo efektownie opisać w książce o duchowych zmaganiach, ale przypomina duszący banał i nudę. W takiej sytuacji jedynym zadaniem człowieka będzie nie uciekać w nowe doświadczenie duchowe, wytrwać na tej samej drodze, pozostać wiernym niedoskonałej wspólnocie, nie szukać nowych wrażeń, nowych rozwiązań, ale pozwolić działać Bogu według Jego woli, Jego planu. Takie umieranie, którego owocem jest odnowienie w Chrystusie, będzie przeciwieństwem tego, co oferuje neurotyczna pogoń za nowością.

Na tej skale zbuduję nowy świat

Człowiek po grzechu pierworodnym, nawet jeśli jest chrześcijaninem, jest niecierpliwy. Chciałby doświadczyć zbawienia typu instant: szybko i łatwo połknąć tabletkę, która mogłaby być nawet gorzka, ale gwarantowałaby natychmiastowy skutek: absolutną wolność od grzechu, niepodatność na żadne pokusy, brawurową lekkość czynienia dobra. Zbawienie tu i teraz! Natychmiast! Od razu! A jeśli droga pobożności, wspólnota, duchowość, drugi człowiek nie zapewniają takiego efektu, to rodzi się pokusa, by poszukać skuteczniejszej drogi. Problem w tym, że jest to droga donikąd. Im szybciej człowiek zda sobie z tego sprawę, tym większą ma szansę, by pogodzić się z tym, że nowość nie jest miarą szczęścia, a pragnienie zapewnienia sobie nowych doświadczeń nie daje zbawienia. Zbawienie jest darem, który pochodzi od Tego, który według swojego zamysłu i w odpowiednim czasie wszystko czyni nowe. Stawianie wozu przed koniem do niczego nie prowadzi. Kto goni za nowością, buduje swój dom na piasku ulotnych wrażeń i emocji. Niechybnie będzie oglądał upadek swoich kolejnych nadziei. Zgoda na budowanie swego życia na skale, którą jest Jezus Chrystus i Jego Ewangelia, jest decyzją wejścia na drogę krzyżową, a w konsekwencji na umieranie starego człowieka. Tylko w ten sposób można odnaleźć nowość, która będzie trwała na wieki.

Niecierpliwość
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, w latach 2014-2022 prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego. Obecnie mieszka w Dom...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze