Modlimy się i prosimy o modlenie

Modlimy się i prosimy o modlenie

Minęła właśnie 40. rocznica listu biskupów polskich do biskupów niemieckich „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Wydarzenie to przedstawiane jest zazwyczaj jako wyprzedzający swoją epokę akt polityczny, a przecież przebaczenie nie jest kategorią polityczną. To akt sumienia, domena raczej serca niż chłodnej kalkulacji.

Sygnatariusze tamtego pamiętnego posłania z 1965 roku zapewne zdawali sobie sprawę z politycznych implikacji ich kroku. Zarazem jednak podstawowy był dla nich wymiar duchowy owego orędzia.

Myśl o liście biskupów przyszła mi do głowy, kiedy w Monachium kręciłem film dokumentalny o ruchu obrońców życia. Przedstawiciele bawarskiego Lebenszentrum zaprosili mnie na swoją demonstrację pod monachijskim ratuszem. Z ociąganiem, ale jednak zgodziłem się. Kiedy zjawiliśmy się na miejscu, trwała już inna manifestacja – kilkuset kolorowo ubranych młodych ludzi z flagami, transparentami i megafonami krzyczało: „Precz z wojną!”, „Bush morderca!”, „Pokój dla Iraku!”.

W pewnym momencie dwójka przyglądających się temu policjantów spojrzała na zegarek, jeden z nich podszedł do przywódcy pacyfistów i coś powiedział. „Ja wohl”, odparł posłusznie młody człowiek. Dał znak demonstrantom, a ci w ciągu dwóch minut zwinęli wszystkie plakaty, flagi i instrumenty, a sami szybko rozpłynęli się w zabieganym tłumie monachijczyków.

Teraz policjant podchodzi do Wolfganga Heringa z Lebenszentrum, wyjmuje notes, zapisuje jakieś dane i po chwili pokazuje miejsce pod maryjną kolumną na środku placu: – Można demonstrować. Piętnaście minut – dodaje, naciskając przycisk stopera.

Stojąc w grupie działaczy pro life, odkrywam, że niemal połowa tej dwudziestoparoosobowej grupki to Polacy z kościoła parafialnego w dzielnicy Neuperlach. Chcę się wycofać i zająć w tłumie pozycję obserwatora, ale Wolfgang bierze mnie pod rękę i podchodzimy na miejsce zwolnione przez pacyfistów i wskazane przez policjanta. Zastanawiam się, jak będzie wyglądać manifestacja.

Wolfgang wyjmuje różaniec. Wszyscy wokół padają na kolana. Ja też. Nagle znajduję się w sytuacji, w której nigdy nie przypuszczałem, że się znajdę. Klęczę w centrum niemieckiego miasta, kilkaset metrów od piwiarni, w której Adolf Hitler rozpoczynał swą polityczną karierę, wciśnięty między dwie Polki, modlimy się na różańcu po niemiecku.

O co się modlimy? Wolfgang wylicza intencje. O nawrócenie Niemiec. O opamiętanie się niemieckiego narodu. O to, by niemieckie matki nie zabijały niemieckich dzieci. O to, by niemieckie matki rodziły jak najwięcej niemieckich dzieci.

Jest godzina szczytu, najbardziej ruchliwy punkt w centrum miasta. Wokół przewalają się tłumy przechodniów. Mijają nas obojętnie. Czasami ktoś przystaje, spojrzy jak na dziwaków, popuka się palcem w czoło i pójdzie dalej.

Patrzę na kopuły monachijskiej katedry i przypominam sobie list biskupów polskich do biskupów niemieckich. Myślę o tych kilkunastu Polakach, wśród których się znajduję. Pełnią dyżury modlitewne pod niemieckimi klinikami aborcyjnymi, podejmują różne wyrzeczenia w intencji niemieckich dzieci zagrożonych aborcją, przejmują się niemieckim kryzysem demograficznym. Ich modlitwa i zaangażowanie łączą mi się jakoś w głowie z orędziem biskupów sprzed czterdziestu lat. „Modlimy się i prosimy o modlenie”…

Z zadumy wyrywa mnie głos policjanta. Stoi nad nami, puka palcem w cyferblat. „Wasz czas już minął”.

Wracając, zastanawiam się, czy czas już minął, czy się dopiero zaczyna.

Modlimy się i prosimy o modlenie
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...