Kłopotliwy dokument

Kłopotliwy dokument

Instrukcja uznaje, że dojrzali i wewnętrznie zintegrowani kandydaci o orientacji homoseksualnej mogą mieć prawdziwe i zasadne powołanie do kapłaństwa oraz mogą angażować się z powodzeniem w działalność duszpasterską.

Instrukcja dotycząca kryteriów rozpoznania powołania w odniesieniu do osób o skłonnościach homoseksualnych w perspektywie ich przyjęcia do seminarium i dopuszczenia do święceń, opublikowana oficjalnie 29 listopada br. przez Kongregację Wychowania Katolickiego, wywołała liczne reakcje biskupów, dziennikarzy, psychologów i innych zainteresowanych osób.

Niektórzy chwalili Instrukcję, uznając ją za umiarkowaną, wyważoną i przemyślaną, chociaż nieco spóźnioną. Inni nie szczędzili słów krytyki, potępiając ją jako krzywdzącą, merytorycznie nieścisłą, niewykonalną i nieprzynoszącą raczej nic nowego. Jeśli chodzi o mnie, uważam, że Instrukcja plasuje się między tymi ekstremalnymi opiniami. Zawiera pozytywne i konstruktywne elementy, ale ma również wiele wad i niespójności. Po skandalach seksualnych w minionych dwudziestu latach, szczególnie tych, w które zamieszani byli biskupi i władze seminariów zajmujący się formacją przyszłych kapłanów, dokument ten był na pewno niezbędny. Jednak jego ostateczna forma pozostawia wiele do życzenia.

Pozytywne aspekty

Po pierwsze, Instrukcja wyraźnie odcina się od wszelkich form niesprawiedliwej dyskryminacji osób homoseksualnych, zabezpieczając się przed oskarżeniami o „nagonkę na homoseksualistów” czy też „polowanie na czarownice” (pkt 2 Instrukcji). Podobnie obiecująca jest zmiana tonu i języka w stosunku do wcześniejszych instrukcji i deklaracji, choćby tych wydanych w ostatnich latach przez Kongregację do Spraw Nauki Wiary. W tekście Instrukcji nie pojawia się odniesienie do homoseksualizmu jako choroby psychicznej, czy, co ma jeszcze większe znaczenie, pewnego rodzaju metafizycznego odchylenia od normy lub „ontologicznego zaburzenia”.

Zaprezentowana pokrótce w Instrukcji filozofia edukacji seminaryjnej jest godna pochwały ze względu na wyważone, holistyczne i ludzkie podejście do problemu. Co więcej, jeśli chodzi o powołanie do kapłaństwa, Instrukcja wyraźnie potwierdza, że kandydaci do kapłaństwa o skłonnościach homoseksualnych nie mogą być odrzucani w każdym przypadku. Tutaj najistotniejsze wydaje się właściwe rozpoznanie danej sprawy i jej sprawiedliwa ocena, stąd potrzeba jasnych, poprawnych i dających się realnie zastosować kryteriów.

Instrukcja wyklucza spośród kandydatów do kapłaństwa osoby seksualnie aktywne, zarówno o orientacji homoseksualnej, jak i heteroseksualnej, które nie potrafią kontrolować swoich popędów. Takie stwierdzenie z pewnością nie wywołuje sprzeciwu, chociaż nie jest także żadnym novum. Nie jest również niesprawiedliwe wykluczenie osób, które uczestniczą aktywnie w homoseksualnie zdominowanych sytuacjach społecznych (jeżeli to właśnie ma oznaczać sformułowanie „wspieranie tak zwanej »kultury gejowskiej«”), gdyż mogłoby to prowadzić do zgorszenia lub celowego narażania się na moralny upadek. Co więcej, promowanie „kultury gejowskiej” czy homoseksualnej subkultury w środowisku seminaryjnym, co — jak utrzymywano — miało miejsce w Austrii i gdzie indziej, jest nawet bardziej moralnie naganne — chociaż potępienie tych czynów nie zapobiegło takim praktykom ani tam, ani gdzie indziej.

Instrukcja staje się jednak nielogiczna i niespójna w momencie, gdy podejmuje próbę opisania zjawiska homoseksualizmu.

Aspekty problematyczne

Być może wycofanie się z języka traktującego homoseksualizm jako patologię doprowadziło do tego, że próbując opisać to, co nazywamy „orientacją seksualną”, autorzy użyli nieprecyzyjnych i sprzecznych terminów. Zwrot „głęboko zakorzenione (lub, co jest jeszcze bardziej niezrozumiałe „osadzone”) tendencje homoseksualne” [co zostało przetłumaczone — podaję tłumaczenia w różnych językach z powodu braku tekstu łacińskiego — jako: tendenze omosessuali profondamente radicate, tendencias homosexuales profundamente arraigadas, tendances homosexuelles profondément enracinées, tiefsitzende homosexuelle Tendenzen] oznacza mnie więcej tyle samo, co sformułowanie „głęboko zakorzenione tendencje heteroseksualne”. Określenie to dałoby się może obronić jako metafora botaniczna, ale jest niewłaściwe z wielu powodów. Jednym z nich jest znaczny zamęt wokół samego pojęcia orientacji seksualnej, która jest powszechnie uznawana przez fizjologów, psychologów i psychiatrów jako przejaw fascynacji, a nie wyłączna, niezmienna i absolutna inklinacja. Orientacja seksualna nie jest doświadczeniem przejściowym; przeciwnie — jest stałą predyspozycją, zdeterminowaną poprzez materiał genetyczny danej osoby, co zostało stwierdzone przez większość współczesnych badaczy.

Jakkolwiek by było w rzeczywistości, Instrukcja nie dokonuje wystarczającego rozróżnienia między „głęboko zakorzenionymi tendencjami” i „przejawami przejściowego problemu”. Sugeruje to, że homoseksualizm jest jedynie niepokojącą, ale przejściową „fazą” dorastania – a takie założenie łatwo zakwestionować. Ponadto sugestie — takie jak ta, pojawiająca się w komentarzu kardynała Grocholewskiego w wywiadzie dla Radia Watykańskiego, że „przypadki” homoseksualizmu „przejściowego”, które mogły mieć miejsce w „stanie upojenia alkoholowego” lub dotyczyć „osób przebywających wiele lat w więzieniu”, będą traktowane łagodniej niż przypadki kandydatów, którzy, choć emocjonalnie dojrzali, opanowani i poważnie traktujący swoje powołanie, mają zdecydowaną orientację homoseksualną — świadczą o bulwersującym braku wnikliwej oceny problemu.

W praktyce zawarta w Instrukcji sugestia, że „Byłoby wielce nieuczciwe ze strony kandydata mimo wszystko ukrywać swoje skłonności homoseksualne w celu przyjęcia święceń” stawia seminarzystów o takich skłonnościach, szczególnie tych niemających żadnego doświadczenia seksualnego, wobec poważnego dylematu moralnego. Przyznanie się przełożonemu w seminarium do odczuwania „głęboko zakorzenionych tendencji” byłoby jednoznaczne z prośbą o wydalenie. Ale bycie „wielce nieuczciwym” i ukrywanie tej informacji przypuszczalnie stanowiłoby przeszkodę do uzyskania święceń przez danego kandydata. Główne niebezpieczeństwo takich obostrzeń polega na tym, że spełniający wymogi kandydaci mogą okazać się osobami o stłumionej orientacji homoseksualnej, z której nawet oni sami nie zdają sobie sprawy, bądź też homofobami, którzy własnym sprzeciwem wobec homoseksualizmu maskują głębszą, szkodliwą odrazę wobec samych siebie.

Niewątpliwie istotną kwestią dotyczącą seksualności osoby ślubującej celibat, jakiegokolwiek by były jej inklinacje seksualne, jest przede wszystkim wstrzemięźliwość (kontrola własnych popędów seksualnych), a także cnota czystości — właściwa postawa wobec boskiego daru seksualności i odpowiednie jego wykorzystanie, ze wszystkimi łączącymi się z nim skłonnościami, przejawami i uświęconym przez Boga potencjałem, który wyraża się w odpowiedni sposób czy to w małżeństwie, czy też w stanie bezżennym. W tym miejscu początkiem mądrości jest motto św. Bernarda: „Poznaj samego siebie”.

Zakończenie

Wydaje się, że dokumenty watykańskie na temat homoseksualizmu wydawane w ciągu ostatnich trzydziestu lat oscylują między ekstremalnymi stanowiskami angelizmu i biologizmu, między założeniem, że istoty ludzkie muszą w pewien sposób wyjść ponad rzeczywistość własnej cielesności lub przeciwnie — że ludzie są całkowicie zdeterminowani poprzez swoją fizyczność. (Oba te poglądy są co najmniej umiarkowaną herezją).

Publikacja Kongregacji Wychowania Katolickiego, która ma być wykładem oficjalnej polityki w stosunku do kandydatów do kapłaństwa o skłonnościach homoseksualnych, musi zostać odebrana jako krok we właściwym kierunku, jako działanie naprawcze. Szczególne znaczenie ma fakt, że Instrukcja unika nierzetelnych założeń co do patologiczności zjawiska i problematycznych twierdzeń metafizycznych, które były słabą stroną poprzednich oświadczeń na ten temat. Instrukcja uznaje, że dojrzali i wewnętrznie zintegrowani kandydaci o orientacji homoseksualnej mogą mieć prawdziwe i zasadne powołanie do kapłaństwa oraz mogą angażować się z powodzeniem w działalność duszpasterską. Jest to oczekiwany znak postępu w polityce Watykanu, choć wiele milionów katolików na całym świecie nie uzna tego stwierdzenia za szczególnie nowatorskie. Również potwierdzenie zdefiniowanych norm zachowania, które są brane pod uwagę podczas przyjmowania i utrzymania kandydatów do kapłaństwa (zarówno o heteroseksualnych, jak i homoseksualnych skłonnościach) nie napotyka sprzeciwu. Niestety, terminologiczny zamęt i niespójności, które można znaleźć w Instrukcji, jak również brak zrozumienia socjologicznego i psychologicznego wymiaru homoseksualizmu czyni ten dokument, w najlepszym razie, „kłopotliwym” (według słów jednego z seniorów amerykańskiej teologii), a w najgorszym razie naraża Kongregację na śmieszność. Najprawdopodobniej dokument zostanie szybko zapomniany.

przeł. Katarzyna Turska

Kłopotliwy dokument
Richard Woods OP

urodzony 30 lipiec 1941 r. w Albuquerque, New Mexico – amerykański dominikanin, profesor i dziekan Wydziału Teologii Uniwersytetu Dominikańskiego w River Forest (Illinois), adiunkt w Katedrze Psychiatrii Wydziału Medycznego Uniwersytetu I. Loyoli w Maywood (Illinois)....