Tertium non datur?

Tertium non datur?

Troska autorów Instrukcji związana jest z przekonaniem, że „głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne” były, są, i będą przyczyną nie tylko tworzenia „subkultury gejowskiej” i niewierności kapłańskich w przeżywaniu celibatu, ale również nadużyć seksualnych ze strony duchownych.

Homoseksualizm wśród duchownych nie jest fenomenem XX wieku. Jednak ostatnie skandale dotyczące duchownych katolickich (również tych na wysokich stanowiskach kościelnych), a także — przynajmniej w niektórych częściach świata — wzrost liczby seminarzystów o orientacji homoseksualnej, przy spadku liczby kleryków o orientacji heteroseksualnej 1 sprawiły, że coraz głośniej stawia się pytania: „Czy przyjmowanie do seminariów i święcenie osób o skłonnościach homoseksualnych nie jest błędem Kościoła? Jaka (jeśli w ogóle) powinna być proporcja kleryków i kapłanów homoseksualnych w Kościele i jak ją egzekwować? Co zrobić z klerykami, którzy rozpoznali własną homoseksualną orientację, będąc już u progu święceń? Jak zaradzić powstawaniu wśród duchownych subkultur gejowskich, które kształtują się niejako naturalnie przy dużej liczbie homoseksualnych seminarzystów? Co zrobić, jeśli sami przełożeni wspierają takie subkultury?” 2

Przytaczane dotąd próby odpowiedzi na tego rodzaju pytania często kończyły się radykalnymi postulatami. Przeciwnicy „księży gejów” uważają obecność duchownych o skłonnościach homoseksualnych za objaw „moralnego wirusa” niszczącego Kościół od środka i domagają się zakazu przyjmowania ich do seminariów, a wyświęconych już kapłanów o tej orientacji wzywają do podjęcia terapii konwersyjnej albo opuszczenia — pod groźbą kar kościelnych — szeregów kapłańskich i pozbawienia ich funkcji wynikających z przyjętych święceń. Inni zaś twierdzą, że tacy duchowni zawsze mieli, mają i nie przestaną mieć pozytywnego wpływu na oblicze Kościoła i nie można im ograniczać prawa do święceń, jeśli czują się do tego powołani i żyją w celibacie 3.

Nagląca sytuacja, nowe stanowisko?

Próbę odpowiedzi na te pytania i określenie stanowiska Kościoła przynosi obecna Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń. Dotąd bowiem dokumentem, który mówił o ograniczeniach w rekrutacji kleryków, był list Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 1997 roku. Znaleźć w nim można stwierdzenie, że do seminarium nie należy przyjmować nikogo, kto budzi „uzasadnione wątpliwości” co do zdatności zostania kapłanem, ale nie wymienia on wprost skłonności homoseksualnych jako przyczyny odrzucenia kandydata. W 2002 roku ta sama Kongregacja wydała pismo, w którym uznała wyświęcanie kleryków o skłonnościach homoseksualnych za „nieroztropne”.

Jak należy rozumieć stanowisko Kościoła „dzisiaj”? Nie zamierzam analizować w tym artykule wszystkich zagadnień, które podejmuje nowa Instrukcja, chciałbym się jedynie skupić na kluczowym jej fragmencie: „(…) czy przyjmować do seminarium i dopuszczać do święceń kandydatów wykazujących głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne”? Tu bowiem — co widać również w różnych komentarzach, które pojawiły się po publikacji tego watykańskiego dokumentu — tkwi klucz do zrozumienia przesłania Instrukcji, a szczególnie tego, jak pojmuje ona związek między orientacją seksualną, dojrzałością osobową i afektywną kandydatów na kapłanów (wykraczającą poza samą „zdolność” do przeżywania celibatu) a ich rozwojem duchowym. Ten fragment, choć bardzo ważny, budzić może jednak szereg wątpliwości przy jego interpretacji w praktycznym zastosowaniu, w rzymskim dokumencie bowiem nie ma odpowiedzi na pytanie o to, co Kościół rozumie pod pojęciem „głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne” i kto ma o tym orzekać. W tym kontekście może on być odbierany jako dyskryminujący — na co wskazuje w rozmowie z dziennikarzem Der Spiegel niemiecki jezuita i psychoterapeuta o. Hermann Kügler 4. Trudności te zostały już dostrzeżone w Kościele, nie tylko przez psychologów, ale także teologów i przedstawicieli episkopatów niektórych Kościołów lokalnych 5.

Problematyczne profile kandydatów

Homoseksualizm jest zjawiskiem złożonym i interdyscyplinarnym. Wyróżnia się różne jego formy i przyczyny. Powszechnie odróżnia się „orientację homoseksualną” od „zachowań homoseksualnych”. Instrukcja również przyjmuje taki podział, mówiąc o „aktach” i „tendencjach homoseksualnych”. Wśród „tendencji homoseksualnych” wyróżnia te, które określa jako „głęboko zakorzenione”, i te, które są „jedynie wyrazem przejściowego problemu” (np. „niezakończonego jeszcze procesu dorastania”). Na podstawie tak przyjętych definicji homoseksualności Instrukcja stwierdza, że „Kościół, głęboko szanując osoby, których dotyczy ten problem, nie może dopuszczać do seminarium ani do święceń osób, które praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną »kulturę gejowską«”. „Inaczej zaś — czytamy dalej — należałoby traktować tendencje homoseksualne, które są jedynie wyrazem przejściowego problemu (…) Niemniej jednak, takie tendencje muszą być wyraźnie przezwyciężone przynajmniej trzy lata przed święceniami diakonatu”.

Czym są jednak „tendencje homoseksualne głęboko zakorzenione”? Na czym polega różnica między „tendencjami głęboko zakorzenionymi” a „tendencjami, które są jedynie wyrazem przejściowego problemu”? Po jakim czasie, na podstawie jakich kryteriów, można to ocenić i kto za takie rozpoznanie ma być odpowiedzialny? Są to zasadnicze kwestie, nie tylko dla osób powołanych do podejmowania decyzji w sprawie formacji do kapłaństwa, ale samych zainteresowanych seminarzystów i tych, których te kwestie interesują z innych powodów. I tutaj natrafiamy na pewną trudność wynikającą z niejasności i braku precyzji języka Instrukcji. Niejasność niektórych sformułowań i definicji używanych w Instrukcji może prowadzić odpowiedzialne za formację osoby do arbitralnego posługiwania się nimi przy podejmowaniu decyzji o przyjmowaniu i selekcji kleryków do stanu duchownego, dlatego warto bliżej się przyjrzeć, kim w świetle tego dokumentu są seminarzyści o skłonnościach homoseksualnych i jak im można pomóc.

Raczej nie budzi żadnych wątpliwości kryterium wykluczające osoby, które „praktykują homoseksualizm”. One same wolą się identyfikować jako geje. Termin ten (ang. gay — wesoły) ma dosyć krótką historię (powstał w 1969 roku) i służy osobom homoseksualnym do wyrażania emocjonalnej orientacji i samoidentyfikacji w społeczeństwie w znacznej mierze heteroseksualnym 6. Intuicyjnie wydaje się równie jasne kryterium wykluczające tych, którzy „wspierają tak zwaną »kulturę gejowską«”. Ale nie do końca jest to takie proste, jeśli stwierdzimy, że nie chodzi tu tylko o seminarzystów, którzy propagują lub propagowaliby tzw. „chrześcijański homoseksualizm” czy „gejowski styl życia” 7, ale o tych wszystkich — co sugeruje Instrukcja — którzy mają „głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne”, nawet jeśli żyliby w celibacie i identyfikowali się z nauką Kościoła na temat homoseksualizmu. Mówiąc bowiem o rodzajach homoseksualizmu na podstawie odróżnienia „tendencji” od „aktów”, Instrukcja przyjmuje implicite, że homoseksualizm powinien być traktowany jedynie jako osłabienie procesu identyfikacji seksualnej, a więc zaburzenie rozwojowe o mniej lub bardziej patologicznej („objawowej”) postaci, traktowanej jednak zawsze jako rodzaj męskiej dewiacji seksualnej. Choć Instrukcja w ogóle nie dotyka problemu genezy i przyczyn homoseksualizmu, wyraźnie preferuje przyczyny psychiczne i środowiskowe oraz teorie, które się do nich odwołują. Wprost do takiego klucza interpretacyjnego w odniesieniu do „głęboko zakorzenionych tendencji homoseksualnych” odwołują się kardynał Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego, oraz francuski duchowny, psychoanalityk i specjalista w dziedzinie psychiatrii społecznej Tony Anatrella, wykładający na uczelni jezuickiej w Paryżu i będący konsultorem Papieskiej Rady ds. Rodziny oraz Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Obu duchownych uważa się za głównych architektów wydanej przez Watykan Instrukcji.

Oczywiście nie jest celem takiego dokumentu, przeznaczonego głównie dla osób odpowiedzialnych za formację w seminariach i domach zakonnych, zajmowanie się problematyką homoseksualizmu z punktu widzenia nauk behawioralnych i społecznych (psychiatrii, seksuologii, psychologii i psychoterapii). Niemniej, koncentrowanie się na orientacji homoseksualnej wyłącznie z jednej (negatywnej) perspektywy (tzn. „głęboko zakorzenionych tendencji”, bo Instrukcja nie używa słowa „orientacja homoseksualna”), sprawia wrażenie, że bycie osobą o skłonnościach homoseksualnych i duchownym oznacza ipso facto prędzej czy później bycie seksualnie aktywnym i całe życie niedojrzałym, a czasami wręcz niebezpiecznym (taki styl myślenia znajdziemy w komentarzach udzielonych przez kardynała Grocholewskiego i księdza Anatrellę). Taka prezentacja nowego dokumentu może jednak prowadzić do eskalacji lęku u samych „dotkniętych” tym problemem seminarzystów, „walczących” o dobrą opinię u przełożonych, od których zależą ich dalsze losy. To zaś może utrudniać gotowość do szczerego mówienia o trudnościach w przeżywaniu nie tylko celibatu, ale i siebie samego. Nagminne bowiem występowanie trudności w sferze emocjonalno–seksualnej może być uważane za oznakę trwałej niedojrzałości („głęboko zakorzenionych tendencji homoseksualnych”) i braku powołania albo oporu przeciwko zmianie i pomocy ze strony formatora (ponieważ Instrukcja zakłada, że takie problemy można „przezwyciężyć”).

Promowanie myślenia, w którego świetle wszystkie problemy seksualne, w tym złączone z homoseksualizmem, stanowią przede wszystkim wyraz słabości i niedojrzałości osobowej, redukuje praktycznie całą seksualność kleryka do częstotliwości i intensywności „impulsów erotycznych” i umiejętności ich kontrolowania oraz nie podejmuje w sposób pozytywny kwestii jego tożsamości. To zaś może prowadzić do sytuacji, w której przyszli duchowni narażeni będą na poważne moralne i emocjonalne konflikty, a próba ich ominięcia czy rozwiązania „na skróty” (np. przez ich wyparcie na okres weryfikacji do diakonatu) i udawanie, że celibat wszystko rozwiązuje, jest ostatecznie iluzoryczna i bardzo bolesna. W przypadku bowiem seminarzystów heteroseksualnych proces wzrostu do dojrzałości afektywnej obejmuje następujące etapy: przyjęcie lub odrzucenie celibatu; kształtowanie tożsamości celibatariusza; umiejętność właściwego rozpoznawania i wyrażania swoich potrzeb uczuciowych, umiejętność bycia samotnym, ale nie osamotnionym; konsolidacja tożsamości psychoseksualnej.

Co jednak zrobić w sytuacji, w której się okazuje, że tendencje homoseksualne nie są przejściowe — czy jest to oznaką, że możliwy jest rozwój po innej „krzywej”, która odzwierciedla dojrzałość psychoseksualną osób o orientacji homoseksualnej, czy będzie to dalej traktowane jako oznaka braku dojrzałości afektywnej, niedorozwoju osobowego i przeszkoda do przyjęcia święceń?

Duchowni „drugiej kategorii”?

Lektura Instrukcji może prowadzić do wniosku, że nie przyjmuje ona możliwości istnienia rozwojowo dojrzałego homoseksualizmu, przeżywanego przez kapłana–celibatariusza jako jego orientacja seksualna. W świetle jej norm każdy kleryk, któremu nie udało się „przezwyciężyć” tendencji homoseksualnych uznawanych dotąd za przejściowe — na trzy lata przed święceniami diakonatu — musi być uważany nie tylko za osobę o „głęboko zakorzenionych tendencjach homoseksualnych”, ale również za człowieka niedojrzałego emocjonalnie (niezdolnego do „dojrzałości afektywnej”). W świetle Instrukcji oznacza to brak umiejętności do „właściwego odnoszenia się do mężczyzn i kobiet” i brak zdolności („prawdziwego zmysłu”) do przejawiania „ojcostwa duchowego w stosunku do wspólnoty kościelnej, która będzie mu powierzona”. Taka „diagnoza” wydaje się problematyczna, przynajmniej z psychologicznego punktu widzenia, bo nie bierze pod uwagę chronologii rozwojowej (a ta nie podlega arbitralnym ustaleniom kalendarza seminaryjnego) i kwestionuje dojrzałość emocjonalno–duchową oraz owoce pracy tych księży, którzy „mimo” swoich — wydaje się „głęboko zakorzenionych” tendencji homoseksualnych, służyli i służą Kościołowi.

Badania psychologiczne bowiem pokazują, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety o orientacji homoseksualnej zainteresowani życiem religijnym znajdują dużo satysfakcji w sprawowaniu czynności liturgicznych, zaangażowaniu charytatywnym i innych posługach duszpasterskich. Duchowni homoseksualni, którzy żyją duchem autentycznego celibatu, są często opiekuńczy, inteligentni, utalentowani i taktowni w relacjach międzyosobowych — a więc mają bardzo pomocne i potrzebne cechy do owocnego przeżywania powołania do kapłaństwa służebnego. Błędnie interpretowana Instrukcja może sugerować coś przeciwnego, tym bardziej że mówi ona wprost, iż „nie można w żaden sposób zignorować negatywnych konsekwencji mogących zrodzić się na skutek święceń osób o głęboko zakorzenionych tendencjach homoseksualnych”. Czy nie wylewa jednak dziecka z kąpielą? Wydaje się, że troska autorów Instrukcji związana jest z przekonaniem, że „głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne” były, są, i będą przyczyną nie tylko tworzenia „subkultury gejowskiej” i niewierności kapłańskich w przeżywaniu celibatu, ale również nadużyć seksualnych ze strony duchownych — o których tak głośno było w ostatnich latach (szczególnie w USA i Irlandii). Nie ma tu miejsca na głębszą analizę związków między pedofilią a raczej efebofilią i orientacją seksualną osób duchownych, które dopuściły się tych wykroczeń. Pojmowanie korzeni pedofilii/efebofilii i homoseksualizmu w tym samym świetle, a tym bardziej traktowanie ich jako objawów tego samego zła moralnego, tylko o innej proporcji, uważam na podstawie wiedzy psychologicznej, jak i refleksji teologicznej za nieuzasadnione. Mówiąc w skrócie: żadne, wiarygodne metodologicznie badania psychologiczne nie potwierdziły, że orientacja seksualna per se czyni kogoś bardziej podatnym na dokonywanie przestępstw seksualnych. Więź występująca między czynnikami związanymi z wykroczeniami seksualnymi wobec dzieci i nastolatków a orientacją seksualną oprawców jest złożona (i ciągle zbierane są nowe dane), ale uważa się, że u duchownych wykorzystujących seksualnie nastoletnich chłopców w większości przypadków jest ona przykładem niezintegrowanej tożsamości seksualnej, czyli „zahamowanego rozwojowo homoseksualizmu”. Duchowni o skłonnościach homoseksualnych mogą być bardziej skłonni do wyboru chłopców jako swoich ofiar, nie oznacza to jednak, że orientacja homoseksualna sama w sobie stwarza ryzyko większego zagrożenia przestępstwami seksualnymi w stosunku do nieletnich. To prawda, że duża liczba ofiar wykorzystań seksualnych z okresu między rokiem 1960 a 1980 dotyczyła ministrantów — ale może to być związane z dostępem do ofiar, a nie samą orientacją seksualną księży. Poza tym, i jest to istotna informacja, wielu psychologów, którzy zajmowali się takimi duchownymi, podkreślało, że w większości wypadków działali oni tak destruktywnie wskutek zinternalizowanego poczucia winy i wstydu związanego z własną seksualnością, braku szacunku do siebie i poczucia odrzucenia ze strony otoczenia. Większość zaś tych duchownych była formowana w latach 50. i 60. XX wieku, w atmosferze, w której seksualność była w Kościele katolickim demonizowana, a radzenie sobie z jej problemami sprowadzało się do korzystania z dobrych rad (i stojącego za nim woluntaryzmu i silnej woli) oraz „różańca, długiego spaceru i zimnego prysznica”. Reasumując, można więc powiedzieć, że wśród duchownych katolickich dużą grupę stanowią osoby o skłonnościach homoseksualnych, ale urząd kapłański w Kościele katolickim jest szczególnie atrakcyjny dla tych mężczyzn, którzy w swoim dojrzewaniu płciowym zatrzymali się na etapie dziecięcym lub nastoletnim 8 Niewątpliwie nowa Instrukcja ma rację, domagając się położenia większego nacisku na pracę nad dojrzałością emocjonalną seminarzystów, ale nie precyzuje, jak ma ona wyglądać.

Zasady formacji czy polityka egalitaryzmu?

Dojrzałość afektywna, a raczej szereg braków i trudności w jej osiągnięciu, dotyczą znacznej grupy duchownych, w większości o skłonnościach heteroseksualnych, nie można więc przenosić całego aspektu niedojrzałości afektywnej na problematyczną według Instrukcji orientację niektórych kleryków 9. Brak wystarczających danych na temat zjawiska homoseksualizmu wśród kleru polskiego nie pozwala na formułowanie hipotez, dotyczących jego wpływu na kształt i kierunek kapłaństwa i życia zakonnego w naszym kraju — ale raczej nie grozi nam sytuacja amerykańska, gdzie kapłaństwo staje się „profesją homoseksualną”. Z własnych doświadczeń w pomocy seminarzystom z tego typu problemami wiem, że niepewność co do własnej orientacji seksualnej, połączona z brakami w rozwoju afektywnym oraz poczuciem winy z powodu posiadania fantazji i pragnień („tendencji”) homoseksualnych, często zresztą interpretowanych jako oznaka własnej grzeszności i słabej woli, jest silnym i nieświadomym motywem wyboru życia seminaryjnego lub zakonnego, ale nie jest jeszcze potwierdzeniem braku autentycznego powołania. Wspólna formacja seminaryjna czy zakonna kleryków o orientacji hetero– i homoseksualnej jest wyzwaniem dla wszystkich. Domaga się jednak dojrzałości, uczciwości oraz chęci wzajemnego poznania i zrozumienia zarówno ze strony kleryków, jak i ich formatorów. Dopóki jednak nie będziemy mieli moralnej pewności, że ktoś naprawdę jest niedojrzały osobowo, nie warto chyba uzależniać dopuszczenia do kapłaństwa od samej orientacji. Nie leży w kompetencjach psychologa i psychoterapeuty orzekanie, czy osoba o skłonnościach homoseksualnych może reprezentować Chrystusa w eucharystii i innych sakramentach czy nie, ale skoro w Kodeksie Prawa Kanonicznego nie ma takiego kanonu, warto pamiętać o formacji do przeżywania człowieczeństwa w aspekcie głęboko rozumianej prawdy o wcieleniu. W świetle tak rozumianej wizji dojrzewania ciało uznaje się za miejsce zmagań, prób (ale nie zgody lub przyzwolenia na niewierności), a ostatecznie owoców zmartwychwstania. W tej perspektywie wysiłki celibatariusza nie są skupione na negacji nieakceptowanej „części” siebie, ale na wypracowaniu takich mechanizmów, które otworzą jego cielesność i uczuciowość na źródło życia, czyli łaskę. Skoro dotąd Bóg powoływał i wiemy, że powołuje osoby homoseksualne do kapłaństwa i potwierdza ich powołanie sakramentalnie, teologom trzeba zostawić odpowiedź na pytanie, jak w świetle wiary mamy rozumieć te znaki czasów — bo chyba trudno zanegować ich kapłańskie doświadczenie i dotychczasową praktykę Kościoła. Może jednak rację mają ci biskupi i teologowie, którzy mówią, że Instrukcja ta wyklucza z formacji seminaryjnej tylko tych kleryków, którzy z powodu swoich „głęboko zakorzenionych tendencji homoseksualnych” nie są zdolni do przeżywania celibatu, nie osiągnęli seksualnej dojrzałości; angażują się w „subkulturę gejowską” i nie potrafią myśleć o przeżywaniu swego powołania i życia bez fiksacji na sobie i swojej homoseksualnej orientacji. Tertiam datur — niech będzie zachętą do dalszych poszukiwań, aby pozytywnie wykorzystać potencjał zawarty w tym nowym watykańskim dokumencie.


1
 Do niedawno twierdzono, że w USA seminarzyści i kapłani o orientacji homoseksualnej stanowią od 5% do 10% kleru amerykańskiego. Obecnie uważa się, na podstawie różnych badań, że proporcje te są znacznie wyższe i wynoszą od 25% do 50%. Większość autorów zajmujących się tą problematyką jest zdania, że około połowa amerykańskiego kleru to osoby o skłonnościach homoseksualnych, a zdaniem niektórych (np. znanego amerykańskiego psychiatry pracującego z wieloma duchownymi, R. Sipes’a), jeśli ta tendencja się utrzyma, to przed rokiem 2010 większość amerykańskich księży będą stanowiły osoby o skłonnościach homoseksualnych. 
2 Zob. D. B. Cozzens, The Changing Face of the Priesthood: A Reflection on the Priesthood Crisis of Soul, Collegeville 2000, s. 101. 
3 Zob. J. Prusak SJ, Homoseksualizm wśród osób duchownych — w czym leży problem?, „Przegląd Powszechny” 7–8/2002, s. 27–43. 
4 Zob. Cienka tęczowa linia, „Forum” 49/2005, s. 25. 
5 Zob. J. L. Allan Jr., The Word from Rome, „National Catholic Reporter”, vol. 5 (No. 14), 2 grudnia 2005 roku; T. Radcliffe OP, Can gays be priests?, „The Tablet”, 26 listopada 2005 roku. 
6 Termin ten obejmuje zarówno postawy osób o orientacji homoseksualnej, które podejmują współżycie z osobami tej samej płci, ale z różnymi partnerami i bez dążności do zawierania trwałych związków, jak i osoby o trwałej orientacji homoseksualnej, które nie tylko podejmują zachowania homoseksualne, ale czyny te ukierunkowują całe ich życie i postępowanie. Najczęściej utrzymują oni trwałe kontakty homoseksualne z jednym partnerem, tworząc z nim wspólnotę zamieszkania oraz świadome i dobrowolne życie wspólne w związku opartym na uczuciach, z zachowaniem wierności seksualnej. Zob: „Homoseksualizm”, w: Encyklopedia bioetyki. Personalizm chrześcijański. Głos Kościoła, A. Muszala (red.), Radom 2005, s. 189–190.
7 Zob. J. Prusak SJ, „Homoseksualizm z perspektywy Kościoła katolickiego”, w: Męska rozmowa. Chrześcijanie a homoseksualizm, K. Jabłońska, C. Gawryś (red.), Warszawa 2003, s. 11–33. 
8 Pisałem o tym więcej w: Poza mitami a zmową milczenia. Kim są duchowni– –pedofile?, „Przegląd Powszechny” 7–8/2003, s. 104–121; i w haśle „Pedofilia”, w: Encyklopedia bioetyki. Personalizm chrześcijański. Głos Kościoła, A. Muszala (red.), Radom 2005, s. 348–355. 
9 Zob. Jacek Prusak SJ, Duchowni na kozetce, „Tygodnik Powszechny” 32/2004, s. 10.

Tertium non datur?
Jacek Prusak SJ

urodzony w 1971 r. – jezuita, doktor psychologii, psychoterapeuta, publicysta, kierownik Katedry Psychopatologii i Psychoprofilaktyki w Instytucie Psychologii Akademii "Ignatianum". Współpracownik "Tygodnika Powszechnego"...