fot. Akshar Dave / Unsplash

W nasze życie wkradła się herezja: Robię, więc jestem. Nie robię, więc mnie nie ma. Jesteś online, to jesteś. Kiedy nie ma cię online, to nie istniejesz.

Rozmawiają Maksymilian Nawara OSB i Katarzyna Kolska

Czy wie ojciec, jaki się pojawia komunikat, gdy ktoś chce odinstalować aplikację, której używał w telefonie, na przykład Twittera albo Facebooka?

Nie wiem.

„Czy na pewno chcesz to zrobić?!” Jakby od tego zależało coś bardzo ważnego, czyjeś być albo nie być.

Nigdy nie miałem ani Twittera, ani Facebooka, ani żadnych innych komunikatorów poza mailem i Skype’em, którego muszę używać.

Da się tak żyć? Bez Twittera, bez Facebooka, bez innych komunikatorów?

No, jak widać, da się. Mam się fantastycznie i wcale nie czuję, bym był wyobcowany ze społeczeństwa, nie uczestnicząc w forach społecznościowych.

Nie kusiło ojca, żeby płynąć w strumieniu ludzkich opinii, sądów, uwag?

Zrezygnowałem z tego świadomie. Taka jest moja droga duchowa i zakonna. Mam inne priorytety. Obecność medialna i kontrolowanie na bieżąco rzeczywistości nie wydawały mi się najważniejsze.

Ale niektórzy mówią, że dzisiaj nie da się już bez tego żyć, prowadzić interesów, funkcjonować zawodowo.

Być może tak jest. Nie wiem, bo nigdy nie prowadziłem interesów. Ale wydaje mi się, że nawet gdyby rezygnacja z takiej obecności była niemożliwa czy trudna, zawsze można ją ograniczyć, na przykład wyłącznie do spraw zawodowych. Ja też jestem przełożonym generalnym, więc różne rzeczy muszę robić online.

Problem jest chyba inny: Jak spędzam wolny czas, jakie mam zainteresowania, co sprawia mi przyjemność i czy umiem być sam ze sobą? Bo jeśli umiem, to szukanie rozrywek, które mogłyby mi zagwarantować poczucie sensu, jest drugorzędne.

Głód bycia non stop online, w kontakcie, i to w kontakcie wirtualnym, wynika przede wszystkim z tego, że człowiek nie umie być sam ze sobą. Dlatego ciągle musi coś robić. Poza tym my bardzo szybko się przyzwyczajamy do wszystkiego, a szczególnie do tego, co jest przyjemne. Kiedyś, żeby osiągnąć przyjemność, czy, mówiąc fachowym językiem, mieć większy dopływ dopaminy, trzeba było włożyć w to wysiłek – coś osiągnąć, coś wypracować, do czegoś się przygotować. Dzisiaj przez media, które działają na zasadzie łatwych rozrywek i szybkich komunikatów, ten okres przygotowania jest wykluczony, a stan satysfakcji można osiągnąć niemal natychmiast. Chodzi o to, żeby się nie namęczyć i mieć z tego dużo przyjemności. Łatwo się do tego przyzwyczaić.

Niektórzy mówią, że gdyby Pan Jezus żył teraz, to na pewno korzystałby z Facebooka i Twittera, bo bardzo chciałby się kontaktować ze swoimi uczniami.

To jest gdybanie i trudno mówić, co zrobiłby Pan Jezus, ale wystarczy zajrzeć do Ewangelii, by zobaczyć, w jaki sposób Jezus kontaktował się z ludźmi. Nawet jeśli był w tłumie, to nawiązywał bezpośrednie

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 08, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka
Koło od roweru
Maksymilian Nawara OSB

urodzony w 1979 r. w Sosnowcu – benedyktyn, kapłan, opat prezes Benedyktyńskiej Kongregacji Zwiastowania, dr teologii patrystycznej, prowadzi Ośrodek Medytacji Chrześcijańskiej w klasztorze benedyktynów w Lubiniu, od wielu lat zaangażowany w dialog międzyreligijny....

Koło od roweru
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...