okładka książki Migot Z krańca Grenlandii Ilony Wiśniewskiej na tle morza na plaży stoi łódź rybacka

Język wystawiony do lodu

Kiedy czytam książkę Ilony Wiśniewskiej, za oknem jest upalne lato; termometry prężą się, pokazując temperaturę przekraczającą trzydzieści stopni. Zapewne właśnie tak to sobie zaplanował wydawca – aby czytelnik mógł się schłodzić w reportażu Migot. Z krańca Grenlandii. Jego autorka staje się swoistą Królową Północy polskiego reportażu, jej poprzednie książki dotyczyły przecież Spitsbergenu, Norwegii oraz Grenlandii. W Migocie wyrusza do wysuniętych najbardziej na północ grenlandzkich osad. Dalej nikt już nie mieszka, dalej nie ma już ludzi. Zamiast opisu doznań sensorycznych w zetknięciu z mrozem i zabawy w literackie „zimno było tam, gdzie pisałam, ciepło jest tu, gdzie czytasz”, otrzymujemy obraz świata złożonego z dumy i rozczarowań, beznadziei i piękna, w którym ludzie i zwierzęta tworzą ze sobą skomplikowane, bo życiowe, relacje.

To nie koniec świata

Grenlandia jako jeszcze jeden przyczółek końca świata, kolejna ultima Thule do kolekcji? Niekoniecznie, jak przekonuje Ilona Wiśniewska. Może tak było przez stulecia, ale w XX wieku wszystko stanęło na głowie. Autorka pisze, że „skraj mapy to pozór. Grenlandia zawsze leżała w geopolitycznym centrum”. Rzeczywiście, po drugiej wojnie światowej wyspa nabrała nowego znaczenia. Pomimo neutralności Danii jej rząd się zgodził, aby na grenlandzkim terytorium zbudowano amerykańską bazę wojskową. Od tamtego czasu żyjący u siebie Inughuici stali się problemem. Grenlandia, choć pozostaje autonomiczna, jest zależna od Danii. Centrala ma swoje patrzenie na rubieże, peryferie, zamorskie prowincje. Inughuici skarżą się na danizację Grenlandii. Problemy z językiem, narzucone limity polowań, restrykcje żywnościowe (miejscowi mogą jeść mięso tutejszych zwierząt, ale turyści niekoniecznie), przesiedlanie ludzi z osad do miast. Coraz mniejsze dofinansowanie, a coraz większe opłaty. Sieć edukacyjna w strzępach, ściśle określony przydział lekarstw, brak swobodnego dostępu do służby zdrowia… „System” – kiwają smutno głowami rozmówcy Ilony Wiśniewskiej, gdy mówią o swoim życiu. I dodają: Najlepiej, jakby nas tu nie było, jakbyśmy się stąd wynieśli, a w papierach mieli koniecznie wpisane „na własne życzenie”.

A może Inughuici zaczęli przeszkadzać znacznie wcześniej, gdzieś w okolicach wyprawy Roberta Edwina Peary’ego? W kwietniu 1909 roku miał on zdobyć biegun północny. Wkrótce zaczęły padać niekończące się pytania, czy rzeczywiście dokonał tego jako pierwszy. Gdy wszystkie oczy zwrócone były na Peary’ego, nikt nie dostrzegał stojących w jego cieniu myśliwych i przewodników, dzięki którym doszedł (o il

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 08, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka
Język wystawiony do lodu
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....