dwa żółte fotele
fot. Michael Browning / UNSPLASH

Dwa fotele

Wchodząc do wspólnoty, zakładaliśmy podświadomie, że za drzwiami klauzury zostawiamy historie własnego życia. A przecież one wstępują razem z nami do zakonu i układanie życia wspólnego bardzo często natrafia na ogromne trudności właśnie ze względu na złożoność tych historii.

Wstąpiłem do dominikanów w 1983 roku. Trochę żartobliwie mówiłem potem, że przyszedłem do zakonu, ponieważ chciałem być jak mój dominikański duszpasterz – bardzo znana osoba, znakomity kaznodzieja, ogromnie twórczy człowiek. Dziś coraz częściej myślę, że przychodziłem do klasztoru, ponieważ chciałem być kochany, przyjęty przez braci w białych habitach i obdarzony bezwarunkową miłością. Taką miłością jak ta, o której pisze Święty Paweł w słynnym hymnie z 13 rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian – miłością, która nie zazdrości, przebacza, nie szuka swego, nie pamięta zła, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję. Rozmyślam dzisiaj o tych trzydziestu ośmiu latach, które minęły od chwili, gdy mój przyjaciel w pewien poranek na początku sierpnia przywiózł mnie maluchem pod klasztorną furtę. Przyjechałem z plecakiem i kołdrą – zgłosiło się trzydziestu ośmiu kandydatów do nowicjatu, przełożeni zmuszeni byli prosić, żebyśmy zabrali z domu kołdry i pościele, ponieważ brakowało ich w klasztorze.

Rozmyślam o swojej decyzji wstąpienia do zakonu i o trzydziestu ośmiu latach spędzonych u dominikanów i myśli moje biegną też ku małżeństwom, którym towarzyszyłem już jako duszpasterz w przygotowaniach do dnia zaślubin. Tak różne wydawałoby się drogi mają w sobie wiele podobieństw i przyglądanie się im pomaga lepiej rozumieć siebie nawzajem.

Fascynacja i rozczarowanie

Przygotowując się z narzeczonymi do uroczystości ślubu, bardzo lubię moment wyboru czytań. Wcześniej proszę, żeby sami poszukali słów Pisma, które ich poprowadzą w ślubnej mszy świętej. Rozmawiamy potem o czytaniach, pytam o kryteria wyboru, jak doszli do tej, a nie innej decyzji. Nauczyłem się tego od jednego z braci – mojego duszpasterza w szkole średniej. Dzięki podobnym rozmowom układał ślubne kazania, właściwie narzeczeni sami je w ten sposób tworzyli, dokonując wyboru i potem go uzasadniając.

Do pewnego czasu prosiłem jednak narzeczonych, by nie wybierali Pawłowego Hymnu o miłości: że jest łaskawa, cierpliwa, nie zazdrości, nie szuka swego. – Wszyscy go wybierają – mów

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 11, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść