statek na tle zachodzącego słońca
fot. Catherine McCormack / UNSPLASH

Batory polskich marzeń

Nigdy nie płynąłem Batorym. Nie było na to szans. Nie miałem rodziny w Ameryce ani pieniędzy na podróż dla przyjemności. Utrwaliło mi się w pamięci, że na rejs tym transatlantykiem mogły sobie pozwolić tylko trzy kategorie ludzi: bardzo bogaci, biedni, którzy za oszczędności życia udawali się do Ameryki w poszukiwaniu pracy, oraz zaproszeni artyści. Oni za podróż nie płacili. Nie należałem do żadnej z tych grup. Poza tym moja potrzeba życia w Polsce była silniejsza niż ewentualne korzyści materialne, jakie mogłaby mi przynieść emigracja. A jednak dwukrotnie myślałem o wyjeździe.

Pierwszy raz, kiedy miałem jakieś dwadzieścia lat. Uznałem, że mógłbym wyjechać do Chicago, żeby grać tam dla pieniędzy w piłkę w polonijnej Wiśle czy Orłach. Szybko jednak przyszła refleksja. Skoro jestem rezerwowym nawet w A-klasowym Hutniku Falenica, to i w Chicago mogę mieć problem. Jak sobie do tego dodałem proste pytanie bez odpowiedzi: Skąd student, syn hydraulika i gospodyni domowej, miałby wziąć pieniądze na podróż Batorym? – wizja ziszczenia amerykańskiego snu zakończyła się przedwczesnym przebudzeniem.

Drugi raz pomyślałem o wyjeździe po wprowadzeniu stanu wojennego. Byłem już żonaty, pracowałem jako dziennikarz. Pisanie o sporcie dawało pewnego rodzaju komfort. Sporadycznie narażałem się na kontakty z cenzorami, na chleb nie brakowało, wi

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 11, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść